23.07.2020, 11:00 Wersja do druku

Jan Nowicki: Nie znam się na kobietach!

mat. teatru

Podobno aktorstwo nigdy nie wpędzało Pana w żadne stresy, depresje... To prawda?

Prawda. Aktorstwo zawsze było dla mnie rodzajem zabawy, i to takiej, która przynosi pieniądze.

Bawił się Pan rolami?

Po prostu dostawałem rolę, grałem ją, potem się z nią żegnałem i o niej zapominałem, nawet jej nie oglądając podczas emisji telewizyjnej czy kinowej. W ogóle nie oglądam swoich dokonań, ponieważ one zbytnio mnie nie interesują w momencie, gdy są już skończone. Natomiast kiedy nad nimi pracowałem, oddawałem się pracy bez reszty, zawsze byłem świetnie przygotowany, bo jak pochodzi się z Kujaw, to trzeba dobrze wykonywać swoją robotę.

Alain Delon w jednym z wywiadów powiedział, że motorem działania prawdziwego mężczyzny zawsze jest kobieta. Co Pan na to, tak jest?

On ma to szczęście, czy nieszczęście, że jest prawdziwym mężczyzną. Ja nigdy do tego miana nie pretendowałem. Prawdziwych mężczyzn zawsze lubiłem grać, natomiast nie zasługuję na to miano w życiu codziennym. Ja jestem na przykład tchórzem, boję się ciemności, duchów, boję się ludzkiej nikczemności. Nigdy w życiu się nie biłem. Nigdy nikt mnie nie uderzył, nigdy ja nikogo nie uderzyłem. Zatem, jaki ze mnie prawdziwy mężczyzna? Jestem takim sobie facetem.

Jednak w świadomości widzów funkcjonuje Pan jako amant z krwi i kości, jako silny facet.

Taki mój wizerunek wykreowały role, a także media i moje dokonania felietonowe, w których pisałem o kobietach. Raptem wyszedłem na faceta, który się na nich zna. W ogóle się na nich nie znam!

Ale rywalizował Pan z innymi mężczyznami o kobiety?

Nigdy nie rywalizowałem z mężczyznami. Nie rywalizowałem ani o kobietę, ani o cokolwiek. Nigdy nie chciałem być od drugiego mężczyzny lepszym, wyższym, ładniejszym, silniejszym. Nigdy nie chciałem być kaskaderem. Uważam, że człowiek dbający o zdrowie jest idiotą kompletnym, a ten, który biega by mieć zdrowie, to kretyn kompletny, ponieważ zdrowie albo jest, albo go nie ma. Nie lubię mężczyzn opalonych w solarium. Mężczyzna, w sposób naturalny, ma więdnąc umierać, tak jak wszystko na tym świecie.

Pociąga Pana śmierć, koniec życia?
Tak, bo to jest jedyna prawdziwa próba dla mężczyzny. To nie jest rola, to nie są narodziny dziecka, to nawet nie jest sukces. To jest umiejętność posprzątania po sobie i odejścia. Umieć nałożyć kapelusz i wyjść.

Więc śmierć nie jest według Pana czymś okrutnym?

Dar życia jest wielkim szczęściem. Myślę, że o pojawieniu się na świecie nie decyduje tylko nasienie ojca i macica matki, ale coś jeszcze niewyobrażalnie wyższego. Jednak w tej chwili jestem już na tyle dorosły, by mieć świadomość, że istnieje też szczęście odejścia, bo tylko idiotom się wydaje, że będą żyć wiecznie, i tylko kretyn myśli, że śmierć jest wielkim nieszczęściem.

A nie jest?

Ksiądz Twardowski pięknie mówił, że: „śmierć jest szczytem życia". I trzeba starać się zrozumieć tę definicję, żeby wygrać walkę z nieuniknionym, żeby nie oszaleć.

Nie odczuwa Pan poczucia straty?

Gdy patrzę za siebie, odczuwam poczucie straty, ale po chwili uświadamiam sobie, że życie miałem bogate. Nie zobaczyłem całego świata, ale to, co zobaczyłem, uświadomiło mi, że wszędzie jest dokładnie tak samo. Wszędzie chodzi o początek, o koniec, o miłość, o macierzyństwo, o ojcostwo, o kawałek chleba, o kieliszek wódki. Człowiek powinien zobaczyć świat, żeby sobie mógł uzmysłowić, że wszędzie chodzi o to samo.

Inny ze znanych aktorów, Al Pacino, powiedział, że w życiu bardzo ważne jest to, żeby siebie poznać…

W Alu Pacino jest dużo ciekawego, więc dla niego może to być ważne. We mnie nie ma tyle ciekawego, więc nie musiałem się zajmować sobą. Wolałem bardziej poznać psychikę Rogożyna, Myszkina niż Jana Nowickiego. Uprawiałem aktorstwo dlatego, że spotykałem w literaturze ludzi znacznie ciekawszych od siebie samego.

I do końca Pan siebie nie poznał?

Pewnie, że nie. Poza tym, aktor nie może siebie poznać, bo aktor bez przerwy gubi się w domysłach na swój własny temat. Aktor nic innego nie robi poza dewastowaniem swojej własnej indywidualności. Wykorzystuje ją na tyle, na ile ona się przydaje kolejnym rolom, natomiast sam się gdzieś zatraca, jeśli uprawia zawód z dużą intensywnością.



Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Jan Nowicki: Nie znam się na kobietach!

Źródło:

Życie na Gorąco nr 30