- Krystian Lupa wie, że może pracować w każdym teatrze w Polsce, ale nie w każdym teatrze w Polsce może z dyrektora robić swoją pacynkę.... - z Janem Klatą, dyrektorem Narodowego Starego Teatru w Krakowie, rozmawia Rafał Romanowski w Gazecie Wyborczej - Kraków.
Rafał Romanowski: Zszokowany? Jan Klata: Czym? - Ubrałem koszulkę bojownika szyickiej organizacji Hezbollah. Żeby prowokować. - No widzi pan. Nawet nie rozpoznałem, że to ich logo. Szkoda. - Emblemat taki. Na czasie. Tłumaczyć można dowolnie. Dać na scenę. - Skandalu nie będzie. Jakiż ze mnie prowokator? Jak pan widzi, wyglądam zupełnie normalnie. Ot, facet w czarnym płaszczu ze skóry. W dyrektorskim gabinecie odziedziczonym po Mikołaju Grabowskim też rewolucji nie ma. Stare biurko. Bibeloty. Pamiątki. Czuć ciągłość. Tylko zestaw do gry w minigolfa zniknął... Pojawiło się za to godło. Jest godnie. Helena Modrzejewska patrzy wyniośle z portretu. - Wisi tu od wielu lat. Przeżyła iluś dyrektorów, przeżyje i mnie. Może pyta, ile lat wytrzyma Klata na dyrektorskim stołku? - Jestem w połowie kontraktu. Na razie jest coraz lepiej. Jak to się mówi - szczęśliwi czasu nie liczą. Liczą. Wróćmy do listopada 2013. - Koniecznie? To nu