EN
23.01.2023, 15:12 Wersja do druku

Jak nie zabiłem swojego ojca i jak bardzo tego żałuję

„Jak nie zabiłem swojego ojca i jak bardzo tego żałuję” wg książki i w reż. Mateusza Pakuły w Teatrze Łaźnia Nowa w Krakowie, w koprodukcji z Teatrem im. Żeromskiego w Kielcach. Pisze Kamil Pycia na stronie Teatralna Kicia.

fot. Klaudyna Schubert / mat. teatru

Nie chcę mówić pochopnie, ale to zrobię: czy właśnie zobaczyłem spektakl, z którym się spotkamy na liście najlepszych spektakli 2023? Prawdopodobnie tak. Najnowsze dziecko Mateusza Pakuły jest porażające i zmusi do uronienia łzy nawet najbardziej zatwardziałą osobę. Adaptacja sceniczna dosyć głośnej książki o tym samym tytule nie bierze jeńców, ale też czemu miałaby brać, skoro nie musi, a wręcz nie powinna. 

Spektakl jest swego rodzaju rekonstrukcją powolnego umierania ojca Pakuły, od pierwszej diagnozy raka, przez chemię i jej konsekwencje aż do ciągnącej się w nieskończoność agonii. Nie jesteśmy tutaj jednak postawienia pod ścianą z dosłownie odegranymi scenami, wszystko jest nam opowiedziane oczami Mateusza, jego mamy, brata… Przez większą część spektaklu doświadczamy tylko tyle, ile sami jesteśmy w stanie współodczuć w naszej własnej głowie. Czasem dostajemy też sceny odegrane bardziej dosłownie: z przejmującą rolą Wojciecha Niemczyka, który lekkim grymasem twarzy lub samym łamiącym się głosem jest nam w stanie oddać ciężar tego, co mogło się wtedy dziać. Generalnie Niemczyk to jest klasa sama w sobie, zawsze jak jestem przejazdem w Kielcach to cieszę się, kiedy uda mi się zobaczyć coś nowego z jego udziałem. 

Dodatkowo spektakl uderza z całej siły w zakołtuniony polski kościół, który uważa, że cierpienie to podstawa dobrego umierania, uderza w Polaków, którzy chcą utrzymać zakaz eutanazji, bez pardonu ora lekarzy pozbawionych krztyny ludzkich uczuć i empatii. Cytując klasyka: „rozkład jazdy znany – jazda z kurwami”. Inscenizacja uwypukla tutaj zbiorowo wszystkie choroby toczące Polskę, jako miejsce, w którym nie chce się żyć, a tym bardziej nie chce się umierać, a wręcz: nie da się umierać z godnością. Zderza widza z tym, co przechodzi rodzina, jak wielką traumę musi też dźwigać poza samym doświadczeniem śmierci, jak bardzo zostaje w głowie obraz ojca wymiotującego krwią czy wyjącego godzinami z cierpienia, bo w Polsce nie można legalnie dokonać eutanazji. Doświadczenie z drugiej ręki jest wstrząsające i nie chcę wiedzieć jak bolesne musi być realne uczestniczenie w tym i przyglądanie się bezradnie cierpieniu najbliższej osoby. 

Poza wszystkim, co do tej pory opisywałem, fantastycznie patrzy się na scenografię Justyny Elminowskiej. Poskręcane, czarne zjeżdżalnie w tle, niczym z Aquaparku, bardzo mocno jawiły mi się jako metafora choroby i powolnego umierania bliskiej osoby, jak zjeżdżalnia w wesołym miasteczku, tylko czarna i straszna. Nie wiesz, co wyłoni się zza zakrętu kolejnej pętli: czy stan będzie stabilny czy się pogorszy? Takie życie to nieustanny tunel strachu, odbierający wszystkiemu kolor i radość. Kolejne zawijasy w tej zjeżdżalni, zamiast śmiechu, wyrywają z ciebie tylko już bezsilny krzyk bólu.

Dodatkowo, co było dla mnie na początku mocnym zaskoczeniem, spektakl aż lśni od sporej liczby żartów i gagów. Doza humoru podbija te dramatyczne elementy i uwypukla to, że powolne umieranie bliskiego nie zamyka nas dosłownie w czarnej skrzyni. Życie nadal trwa i, mimo tego co przechodzimy, jest nadal życiem i ma też lepsze, zabawniejsze momenty. Poza tym, te chwile śmiechu doskonale rozładowują napięcie, bo gdyby nie one to po pierwszych 40 minutach połowa widowni już by kręciła sobie sznur, bo tak poważny i przytłaczający bywa momentami klimat spektaklu. 

Przy okazji gagów i żartów nie sposób nie wspomnieć o Szymonie Mysłakowskim, który jest totalną bestią na scenie i  to, z jaką gracją wciela się w pełen wachlarz postaci wszystkich płci, jest niesamowite. Jest doskonałą pielęgniarką, ordynatorem, szwagrem… no, ogólnie jest doskonały. Nie wiem kim jesteś, ale będę cię obserwował - brace yourself. 

Jestem bardzo zadowolony, że Pakuła w końcu zrobił dobry, dorosły spektakl. Bez swoich typowych ozdobników, bez zasypywania pustki inscenizacyjnej przeskalowanymi żartami, które nie zawsze do mnie trafiały w jego poprzednich realizacjach (apogeum chyba zostało osiągnięte w „Chaosie pierwszego poziomu” w Starym, gdzie realnie żałowałem, że nie oślepłem i musiałem to wszystko oglądać). Czuję tutaj, że chyba rodzi się na naszych oczach naprawdę dojrzały twórca, który do tej pory ciut miotał się na oślep, ale tym spektaklem stanął mocno na nogach i wie, w którą stronę biec.

Tutaj staje przed nami nagi, z całym tym wrażliwym mięsem, nie chowa się za niczym i mówi jak było. Bardzo ogromny szacunek za to i za odwagę, a także za wyczucie smaku i opanowanie swoich własnych inscenizacyjnych przyzwyczajeń. Szczery teatr, dający prawdziwe emocje, mówiący o prawdziwych emocjach i o tym, co wiele z nas przeżyło, a na pewno kiedyś przeżyje. Dziękuję za normalizowanie mówienia o tym, że eutanazja powinna być prawem.

Dziękuję Panie Mateuszu, że się tym podzieliłeś, dziękuję za ten spektakl.

Źródło:

at.tumblr.com/teatralna-kicia
Link do źródła

Autor:

Kamil Pycia