EN
22.12.2021, 08:25 Wersja do druku

Jak dotrzeć do młodych z trudną literaturą romantyzmu…

„Uciec od rozpaczy. Życie romantyczne zamknięte w monodramie” wg tekstów Antoniego Malczewskiego, Adama Mickiewicza, Zygmunta Krasińskiego i Juliusza Słowackiego, w reż. Doroty Bator i Anny Wieczorek w Opolskim Teatrze Lalki i Aktora. Pisze Karol Suszczyński, członek Komisji Artystycznej VII Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa”.

Autorski projekt Anny Wieczorek (aktorki Opolskiego Teatru Lalki i Aktora) przygotowany we współpracy z Dorotą Bator (absolwentką reżyserii teatru lalek na AST we Wrocławiu) Uciec od rozpaczy. Życie romantyczne zamknięte w monodramie jest próbą nawiązania dialogu z młodym, głównie licealnym odbiorcą, który literaturę romantyczną wpisaną w kanon lektur szkolnych czyta, bo musi, a nie dlatego, że jest to jego autonomicznym wyborem. Nakaz ten, jak każdy inny, siłą rzeczy powoduje niechęć do konkretnych utworów, a tym samym częste odrzucenie całej spuścizny chyba najważniejszej z epok. Co zatem zrobić, by odmienić dotychczasowy stan rzeczy, by zwrócić uwagę młodzieży na teksty, które w wyjątkowy sposób budowały naszą tożsamość narodową i historyczną? Jak proponują twórczynie, wystarczy zwyczajnie porozmawiać, traktując przy tym drugą stronę po partnersku, czyli wykorzystując jej język i sposoby wyrażania się.

fot. Grzegorz Gajos

Wieczorek jawi się więc na scenie jako osoba niezwykle złożona, plastyczna i przede wszystkim komunikatywna. Jest pełna entuzjazmu, emocjonalności i potrzeby dzielenia się doświadczeniami wynikającymi z czytania oraz przeżywania na nowo utworów, których w młodym wieku zazwyczaj się nie docenia. To zarazem osoba obca i koleżanka, pedagożka i aktorka, postać zmyślona i realna, persona łącząca to, co przeszłe, z tym, co tu i teraz. Ubrana w czarny, roboczy, teatralny strój, zlewa się z równie ciemną przestrzenią sali, wypełnioną dziwnymi, bezkształtnymi formami pomarszczonego, drapowanego materiału. Jest sobą a zarazem kimś innym, postacią wtłoczoną w odrealnioną przestrzeń, która mówi do konkretnych osób, przykuwa ich uwagę i w końcu zaczyna przywoływać cytaty z różnych utworów romantycznych – z pełną akceptacją ze strony słuchaczy.

Ogólna koncepcja monodramu zbudowana jest właśnie na modelu narracji łączącej autorskie przemyślenia z fragmentami oryginalnych tekstów. Takie zderzenie dwóch form literackich pozwala nie wystraszyć nastoletniego widza ciężarem gatunkowym dziewiętnastowiecznych poematów czy dramatów, zmniejszyć opór niechęci co do ich poznania i przede wszystkim ukazać wielość i uniwersalność tematów, które były w nich poruszane – nawet jeśli motywami dominującymi były ból i cierpienie. Przy czym twórczyniom w żadnym wypadku nie chodzi o chwilowe oczarowanie młodej publiczności, a później zarzucenie jej rozmaitymi problemami. Ich koncepcja to świadome odsłanianie pewnych zjawisk charakterystycznych dla epoki, ale bez zbytniego drążenia, analizowania czy rozkładania na czynniki pierwsze. Wszystko to raczej drogowskazy, które mają na celu pomóc później w samodzielnych poszukiwaniach – jeśli oczywiście takie pośród licealistów nastąpią. A po tak pełnej emocji podróży zdecydowanie powinny.

Autorki spektaklu swoją uwagę skupiły zarówno na tekstach, które dziś znajdują się na liście lektur obowiązkowych, jak i na tych wpisanych na listę lektur uzupełniających. Sięgnęły też po te dzieła, których współczesna młodzież czytać już nie musi, za to my, nieco starsi dobrze pamiętamy z czasów szkolnej ławki (a to należy uznać za ukłon także w stronę szerszej publiczności). Na scenie pojawiają się wiec fragmenty utworów Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego oraz Malczewskiego.

Pierwsza część tytułu zaczerpnięta właśnie z Marii Antoniego Malczewskiego –wypowiedź lamentującego pacholęcia, które same na świecie desperacko pragnie szczęścia – definiuje niejako kierunek, którym młodzi widzowie będą podążać. Motyw ten przywołany na samym początku spektaklu jest równocześnie wprowadzeniem do kolejnych tematów i wątków, spośród których wymienić trzeba przekleństwo poezji ciążące nad Orciem, synem Hrabiego Henryka, rozważania młodego Kordiana nad swoimi namiętnościami oraz samobójczymi skłonnościami, obłęd odrzuconej przez resztę społeczności Karusi, dzieje nieszczęśliwej miłości tytułowego Upiora, samotność i wyobcowanie Konrada, w końcu tragedię matki, która dla dobra dziecka gotowa jest zrobić wszystko (mowa oczywiście o pani Rollison). Przywołane wyżej treści wpisują się w tytułową chęć ucieczki od rozpaczy, ale odpowiedź na pytanie, czy jest to możliwe, czy nie – zwłaszcza w kontekście ponadczasowości niektórych z wykorzystanych utworów – pozostaje w gestii indywidualnych wyborów, choć z historycznoliterackiego punktu widzenia jest oczywista.

Mimo wszystko Wieczorek nie stara się traktować swoich odbiorców z góry, nie chwali się wiedzą i przemyśleniami, a wręcz odwrotnie dzieli nimi. W dodatku każdy z przytoczonych cytatów szczegółowo obudowuje albo możliwymi interpretacjami albo historiami dotyczącymi życia czy twórczości konkretnych autorów. Nie ukrywa też przed młodym widzem, które fragmenty i z jakich dzieł będzie za chwilę przytaczać – nie jest to teatralno-literacka zgadywanka ani test wiedzy o romantyzmie.

Aby podbić zainteresowanie widowni, zwłaszcza w momentach literackich cytatów, Anna Wieczorek sięga często po narzędzia, które przypisane są do jej lalkarskiego warsztatu – i właśnie ten pomysł zdecydowanie wyróżnia przedstawienie. Ale Uciec od rozpaczy nie jest spektaklem lalkowym, a raczej widowiskiem z elementami teatru plastycznego (scenografia – Katarzyna Leks), bo to właśnie formy wywiedzione bezpośrednio ze sztuk pięknych – zwłaszcza rzeźby – uzupełniają czy dopełniają aktorską kreację (choć jest wśród nich także lalka przypominająca pomniejszonego manekina).

Maska, odlew dłoni czy spękane popiersie w przedstawieniu stają się bohaterami albo emblematami reprezentującymi konkretne postaci. To niezwykle finezyjna i wysmakowana koncepcja, która z jednej strony nie przytłacza ani nie zasłania swoją formą romantycznych utworów, z drugiej zaś pozwala budować w wyobraźni odbiorców niezwykle złożone obrazy dzięki wykorzystaniu zarówno gipsowych elementów, jak i wspomnianego wcześniej, bardzo plastycznego czarnego materiału. Szkoda tylko, że autorki nie zdecydowały się korzystać odważniej z możliwości, jakie daje im łączenie dwóch dziedzin sztuki. Wydaje się bowiem, że każdą z wybranych opowieści można by przedstawić za pomocą przedmiotów-symboli, a nie, jak to jest w spektaklu, raz wykorzystując środki dramatyczne (momentami może ze zbytnią ilością niepotrzebnego krzyku), w innych zaś wypadkach lalkowe.

Całości dopełnia muzyka autorstwa Magdaleny Gorwy – specyficzna, niepokojąca i zmysłowa. Słychać w niej zarówno echa utworów ambientowych, jak i kompozycje techno, a elektroniczne brzmienia podbijane są przez dźwięki prawdziwych instrumentów. Najważniejsze jednak, że wchodzi ona w silną interakcję ze wszystkim tym, co wydarza się na scenie, zwłaszcza w momentach, kiedy padają słowa najznamienitszych polskich romantyków.

Z doświadczenia takiego spektaklu wychodzi się wzbogaconym niezależnie od tego, czy jest się nastoletnim widzem, czy wytrawnym obserwatorem życia teatralnego. Sceniczne dzieła, które zacierają granice między gatunkami i które na takim poziomie proponują dziś spotkanie z pięknem żywego słowa to rzadkość, zwłaszcza w teatrze lalek. I z tego właśnie powodu cieszą podwójnie.

Uciec od rozpaczy. Życie romantyczne zamknięte w monodramie według tekstów Antoniego Malczewskiego, Adama Mickiewicza, Zygmunta Krasińskiego i Juliusza Słowackiego, reżyseria Dorota Bator i Anna Wieczorek, Opolski Teatr Lalki i Aktora im. Alojzego Smolki, premiera 22 maja 2021.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne