„Ulisses" Jamesa Joyce’a w reż. Mai Kleczewskiej w Teatrze Polskim w Poznaniu. Pisze Radosław Bruch.
Przeczytać „Ulissesa” to jest wyzwanie. Książka Jamesa Joyce'a, uznawana jest za dzieło numer 1 w historii literatury, ale nawet wytrawni odbiorcy kultury często „odpadają” w trakcie zmagań z tym wielkim tomem. Bezsprzecznie jest jednak wciąż bardzo inspirująca twórczość, choćby z powodu techniki strumienia świadomości zastosowanej przez autora, który wędrówki, rozmowy i monologi swoich bohaterów powiązał z filozoficznymi i społeczno-politycznymi komentarzami.
Wydawałoby się, że pokazanie „Ulissesa” w teatrze jest zdaniem wręcz niewykonalnym przy założeniu, że będzie to pełnokrwisty spektakl, a nie performens bazujący tylko na motywach z literackiego pierwowzoru. Maja Kleczewska zdecydowała się na zinterpretowanie tego dzieła na scenie Teatru Polskiego w Poznaniu, proponując nam dość niekonwencjonalne odczytanie tego dzieła.
Przede wszystkim nie ma w tej realizacji podziału na scenę i widownię. Publiczność zasiada na nienumerowanych miejscach w przestrzeni baru Syrena, w którym akcja rozgrywa się w środkowym pasie całej sali, ale też między stolikami i przy bufetowych ladach. Można przez cały czas trwania inscenizacji (niemal trzy godziny!) korzystać ze wszelkich dobrodziejstw menu (kupując napoje „wzmacniające”) i to samo czynią też aktorzy. Z uwagi na taki układ widowni często dochodzi do interakcji między widzami a aktorami. Molly (w tej roli Alona Szostak) siada przy stolikach i mówi fragmenty swojego słynnego monologu w formie rozmowy. W pewnym momencie widzowie zostają obdarowani puszkami sardynek, cukierkami i innymi dobrami, co symbolizuje obfitą agitacją polityczną – Trochę później wszystko zostaje im odebrane.
Spektakl jest zatem bardzo bezpośredni i energetyczny. Mało jest fragmentów bardziej statycznych. Zamiast jednej narracji, mamy czasem kilka równoległych scen, rozgrywających się jednocześnie w różnych punktach sali. Widzowie (w zależności od tego gdzie wybrali miejsce) są zmuszeni do oglądania się za siebie, do wytężania słuchu albo prób obserwowania dwóch scen naraz. Dodatkowo ważnym elementem jest muzyka skomponowana przez Cezarego Duchnowskiego i wykonywana przez Orkiestrę Antraktową oraz Chór Pogłosy na balkonie nad sceną. To muzyka współczesna z elementami estetyki liturgicznej, multiplikowane frazy artykułowane przez chór, oddające nastrój chaosu, zagubienia, dezorientacji...Na galerii balkonowej oprócz muzyków jest także Joyce-narrator w meloniku (Ewa Szumska).
"Ulisses" to momentami proza bardzo wewnętrzna, więc trudna do ukazania na scenie, ale tu mamy ciekawy zabieg... Kiedy postacie monologują w myślach, słyszymy głos z offu, a pozostali bohaterowie zatrzymują się jak w „stopklatce”. Ich wyobrażenia pokazywane są co pewien czas w formie filmów na ekranie (sekwencje te w formie slow motion i wszystkie video- projekcje zrealizował Wojciech Puś). Tłem dla całego spektaklu jest ściana Terminalu A i morskie fale na ekranach (scenografia to dzieło Zbigniewa Libery). Oprawa wizualna i dźwiękowa jest zatem precyzyjna, a przyczyniły się do tego także kostiumy, które przygotował Konrad Parol i układy choreograficzne, które opracowała Kaya Kołodziejczyk.
Generalnie „Ulissses”Kleczewskiej, to selekcja bardziej efektownych i znaczących scen z książki (widzimy więc m.in. początkową rozmowę w wieży, monolog Molly czy spacer Stefana Dedalusa po plaży), ale też opowieść o tym, co by było Deadalus i Bloom znaleźli się nie w Dublinie, ale we współczesnym Poznaniu. Są zatem topograficzne odniesienia do konkretnych miejsc w tym mieście, są też wątki personalne, jak choćby ten, który tyczy się prezydenta miasta Poznania i jego haseł dotyczących Wolnego Miasta. Są też komentarze na temat Izreala, które teraz (niemal trzy lata po premierze spektaklu) nabrały dodatkowych znaczeń. Dominuje tonacja groteskowa, prześmiewcza, ale raczej odległa od ekstremum. Krytyka kościoła wyrażona została m.in. w żartobliwej scenie wejścia kardynała Dziwisza, który jest wystylizowany na muchomora z obrazu Tomasza Kokotta „Królestwo Grzybów”.
Jeśli chodzi o kreacje aktorskie, to oczywiście można by było szczególnie docenić chociażby Michała Kaletę czy Piotra Jankowskiego, ale ten spektakl, to bardzo dobra gra zespołowa, a w składzie „Ulissesa” znaleźli się jeszcze: Mariusz Adamski, Alan Al-Murtatha, Piotr B. Dąbrowski, Piotr Kaźmierczak, Michał Kaleta, Kaya Kołodziejczyk (gościnnie), Barbara Krasińska, Jakub Papuga, Paweł Siwak Alona Szostak, Andrzej Szubski, Ewa Szumska i Kornelia Trawkowska.
Jeżeli ktoś nie dotrze do teatru, a chciałby złowić choć trochę z atmosfery tej realizacji, to jest taka możliwość. Wystarczy zadzwonić do Molly i wysłuchać jej monologu (telefon 61 666 03 72).