EN
30.04.2021, 13:51 Wersja do druku

I to się nazywa marzenie (Kajtuś Czarodziej)

„Kajtuś Czarodziej’ wg Janusza Korczaka w rez. Heleny Radzikowskiej w Teatrze Maska w Rzeszowie. Pisze Katarzyna Bolec na blogu Ona recenzuje.

fot. Ha-Wa

Adaptacja klasycznej, lecz nieco archaicznej powieści Kajtuś Czarodziej Janusza Korczaka, wydanej kilka lat przed wojną, to trudne zadanie. Jak przełożyć język oryginału na język sceniczny, aby zachować klimat powieści i zainteresować młodego widza? Takiego wyzwania podjęli się twórcy z rzeszowskiego Teatru Maska. Adaptacji klasyka literatury dziecięcej dokonała Magda Żarnecka, a spektakl wyreżyserowała Helena Radzikowska.

W przedstawieniu głównym środkiem wyrazu jest ruch sceniczny. Układy ruchowe, a nie tekst są głównym nośnikiem akcji. Obszerne fragmenty dialogów i monologów znajdują swoje przedłużenie w rozbudowanej, ale nie rozbuchanej choreografii. Ruch sceniczny (Anna Sawicka– Hodun) i minimalistyczna scenografia (Ľudmila Bubánová) składają się na estetyczne przedstawienie oszczędne w formie i czytelne w treści.

fot. Ha-Wa

Odczytanie Kajtusia Czarodzieja jest trudne bez kontekstu społeczno-obyczajowego tego utworu. Tytułowy bohater powieści Korczka przeżywa swoje przygody z pogranicza snu i jawy w ściśle określonych realiach lat 30. ubiegłego wieku – chodzi do miejskiej szkoły, mieszka z rodzicami i babcią w kamienicy, spotyka przedstawicieli różnych klas społecznych zarówno zwykłych ludzi jak i tych z półświatka. Świat przedstawiony spektaklu nie jest wyidealizowany – pokazuje nierówności społeczne tamtej epoki: klasowość, biedę. Oczywiście te elementy ówczesnej rzeczywistości nie są przesadnie eksponowane, ale sam fakt, że nie zostały ominięte w procesie adaptacji scenicznej świadczy o tym, że twórcy postanowili zachować częściowo tamtejsze realia. W spektaklu zostawiono liczne wzmianki o sposobie traktowania dzieci przez dorosłych – z niektórych scen dowiadujemy się, że dociekliwe pytania dzieci są ignorowane przez nauczycieli, a one same zostawiane sam na sam ze swoimi problemami. Podobną tendencję można zauważyć przy popularnych ekranizacjach klasyków dziecięcych, Ania, nie Anna produkcji Netflixa jest tylko jednym z wielu przykładów. W nowej filmowej wersji powieści L.M. Montgomery. wątek trudności asymilacyjnych głównej bohaterki w nowej społeczności będących skutkiem traumatycznych przeżyć w sierocińcu jest mocno zarysowany. Dramatyczne echa przeżyć Ani, nie są wcale wytworem wyobraźni scenarzystów, lecz można doszukać się ich w oryginalnym tekście. W czasach powstania powieści brak respektowania praw dziecka przejawiający się w wykorzystywaniu sierot do pracy, był jednak powszechną praktyką. W powieści Korczaka również znajdujemy przebitki z życia rodzinnego i szkolnego głównego bohatera, z których wyłania się mało optymistyczny obraz sytuacji dzieci w tamtych czasach: powszechne kary cielesne w domu, nałogi wśród najmłodszych. Kajtuś, reaguje podobnie jak serialowa Ania – ucieka od rzeczywistości w świat wyobraźni – postanawia zostać czarodziejem, który potrafi zmienić bieg wydarzeń. Te fragmenty powieści dają ogromne pole do popisów autorom scenografii i projekcji. Minimalistyczna scenografia składającą się z siedzeń wagonu kolejowego (w naturalnym rozmiarze), makiet tramwajów i innych pojazdów w rozmiarze zabawek, z którymi aktorzy biegają po scenie naśladując ruch uliczny tworzy wielkomiejską przestrzeń, w której porusza się główny bohater. Widok kół rowerowych podwieszonych na linach u sufitu w połączeniu z aktorami jeżdżącymi na rowerach po scenie potęguje wrażenie przemieszczania się w tej przestrzeni. Całość dopełniają animowane wizualizację panoramy centrum Warszawy i Paryża (Agnieszka Waszczeniuk).

W spektaklu najważniejsza jest gra zespołowa wymagająca współpracy i synchronizacji na wielu płaszczyznach (aktorzy wcielają się kolejno w rożne postaci),ale na wyróżnienie zasługują indywidualne kreacje Macieja Owczarka (Kajtuś) i Kamila Dobrowolskiego (amerykański reżyser).Szczególnie postać Dobrowolskiego będąca pastiszem stylu wielkich gwiazd zasługuje na uznanie. Aktor buduje swoją postać ze stereotypowych grepsów i scenicznych żartów, które są w pełni czytelne dla starszej widowni, ale wywołują również wybuchy radości wśród najmłodszych.

Najnowsza propozycja Teatru Maska w Rzeszowie, to podróż w krainę dzieciństwa. Dzieciństwa, w którym najgorsze zdarzenia mają zawsze swój szczęśliwy finał. W świcie Kajtusia Czarodzieja dzieci zmagają się z realnymi problemami: odrzuceniem przez rówieśników, samotnością. Kilkadziesiąt lat po premierze powieści Korczaka, te problemy są wciąż aktualne – zmieniły się tylko realia. Jak rozmawiać z dzieckiem, aby je wspierać i jednocześnie uczyć mądrych i odpowiedzialnych postaw. Tego wszystkiego możemy dowiedzieć się oglądając Kajtusia Czarodzieja – bo przecież nie tylko o dobrą zabawę w tym spektaklu chodzi.

Teatr Maska w Rzeszowie

Kajtuś Czarodziej na motywach powieści Janusza Korczaka

Reżyseria: Helena Radzikowska

Adaptacja: Magda Żarnecka

Scenografia: Ľudmila Bubánová

Muzyka: Natasza Topor

Ruch sceniczny: Anna Sawicka– Hodun

Projekcje: Agnieszka Waszczeniuk

Reżyseria światła: Maciej Iwańczyk

Asystent reżysera: Anna Złomańczuk

Obsada: Jadwiga Domka, Kamil Dobrowolski, Bogusław Michałek, Maciej Owczarek,

Anna Złomańczuk

Premiera: 6 marca 2021

Tytuł oryginalny

I to się nazywa marzenie (Kajtuś Czarodziej)

Źródło:

Blog onarecenzuje
Link do źródła

Wątki tematyczne