25.02.2014 Wersja do druku

I po balecie

Gdy soliści baletu kończą 35 lat, przestają być potrzebni. System o nich zapomniał, więc muszą pracować jako ochroniarze albo woźni - pisze Paulina Socha-Jakubowska w tygodniku Wprost.

Żadna praca nie hańbi. Mogę nawet zostać kosmonautą - żartuje pierwszy solista Polskiego Baletu Narodowego. Tak naprawdę Wojciechowi Ślęzakowi do śmiechu jednak nie jest. Po zejściu ze sceny jego byli koledzy z zespołu muszą zarabiać na życie jako woźni orkiestry czy pracownicy ochrony jednego z marketów. On sam na razie nie zmaga się z żadnymi kontuzjami i na pewno nie wygląda na swoją czterdziestkę. Mimo to już dziś się boi chwili, w której dyrektor teatru wezwie go na rozmowę i powie: "Pana kariera dobiega końca". Prędzej czy później słyszy to każdy tancerz. Najczęściej w wieku trzydziestu paru lat. Okazją bywają tzw. rozmowy sezonowe, w których trakcie dyrektor ocenia dorobek artysty z mijającego roku, mówi o planach repertuarowych na przyszły sezon i o tym, czy zamierza jeszcze angażować danego artystę. Ostatnio dyrektor Polskiego Baletu Narodowego Krzysztof Pastor nakazał je protokołować - Nieoficjalnie wiadomo, że na wypadek gdyb

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

I po balecie

Źródło:

Materiał nadesłany

Wprost nr 9/24.02

Autor:

Paulina Socha-Jakubowska

Data:

25.02.2014