EN
1.12.2022, 11:05 Wersja do druku

Hawking, Eliade, Florence and the Machine

„Invisible” Grupy Coincidentia wg scenariusza i w reż. Pawła Chomczyka, pokazy w Siedlisku Kultury Solniki 44. Pisze Emilia Iwaniuk z Nowej Siły Krytycznej.

fot. Joanna Krukowska

„Invisible” to czuły spektakl na ciężkie czasy. I chociaż przymiotnik „czuły” jest już może nieco wyeksploatowanym określeniem, to zdaje się najlepiej opisywać doświadczenie, jakie daje widzom najnowsze widowisko Grupy Coincidentia zrealizowane w Siedlisku Kultury Solniki 44. To właściwie eksperyment łączący kilka konwencji, z jednej strony teatr dramatyczny, z drugiej teatr formy, z którego tradycji Coincidentia wyrasta – trochę spektakl, trochę koncert. Dzieło, które trzyma naszą uwagę do końca.

W dobie kryzysu, ciągłej niepewności i lęku przed przyszłością poszukujemy jakiejś stałej, czegoś, co wytłumaczy otaczające zjawiska. W najnowszej premierze Coincidentia bada materię rzeczy niewidzialnych, wydobywając z nich tyle piękna, że nawet wirujący w powietrzu kurz zmienia się w złożony układ choreograficzny. W tej opowieści kryje się jednak coś więcej. Niewidzialność staje się tu przyczynkiem do rozmowy o sensie, bycie i ludzkim zagubieniu w świecie. Łączy się to z potrzebą tłumaczenia wszystkiego, co w życiu zawiłe i niejasne. Kwestie te wydają się wielkie i w istocie takie są, ale sztuka Coincidentii daleka jest od patetyzmu. W „Invisible” dużo jest empatii dla błądzących.

Obserwujemy kłótnię Stephena Hawkinga i Mircei Eliadego, przedstawiają ich szmaciane duszki. Spór tyczący ważkich filozoficzno-naukowych kwestii przerywa duch Petera Brooka, sugerując, że uczeni może powinni spróbować zaanimować miskę. Rada kończy spór, odsłaniając niemoc ustalenia niepodważalnej prawdy o świecie, czego nieustająco szukamy. Aktorzy (Dagmary Sowy, Pawła Chomczyka i Roberta „Mega” Jurčo) rozmawiają przez telefon z Małgorzatą Tarasewicz-Wosik, próbując zrozumieć, jaki jest zamysł przygotowanej przez nią scenografii, sens obecności tych a nie innych przedmiotów na scenie. Etiuda rozgrywana jest tak długo, że odczuwamy podobny poziom frustracji. Bo przecież w teatrze wszystko ma swoje znaczenie, prawda?

Muzyka grana na żywo towarzyszy prawie wszystkim premierom solnickiego zespołu. Tym razem jest jej więcej niż zwykle, zaprasza do potraktowania sztuki w kategoriach doświadczenia, w które trzeba się zanurzyć, odczuć zmysłami. Aktorzy proszą widzów o zasłonięcie oczu, śpiewają „W małym kinie” Mieczysława Fogga. Otulające dźwięki ballady w połączeniu z ograniczonym widzeniem, sprawiły, że każdy na widowni miał szansę uruchomić wyobraźnię, wykreować obrazy, w których przestrzeń intymna łączy się z przestrzenią sceniczną. Popisowe wykonanie piosenki Florence and The Machine „Girl With One Eye” zostaje w pamięci na długo po spektaklu.

Trudno odbierać „Ivisible” fabularnie, trudno też je opisać. Na szczęście sztukę można odczytywać na wiele sposobów, na przykład wyłączyć myślenie, przymus interpretacji i bez wyrzutów sumienia oddać się przyjemności podziwiania onirycznego widowiska. Samo otoczenie Siedliska Kultury Solniki 44 – stodoła na leśnej polanie, aura późnej jesieni – sprawiło, że spektakl wprowadza publiczność w stan oczarowania, które nie pozwala o sobie zapomnieć.

„Invisible”

scenariusz i reżyseria: Paweł Chomczyk

występują: Dagmara Sowa, Paweł Chomczyk, Robert „Meg” Jurčo

Grupa Coincidentia, premiera: 8 października 2022 (spektakl oglądany: 30 października w Siedlisku Kultury Solniki 44)

Emilia Iwaniuk – studentka Wiedzy o Teatrze na warszawskiej Akademii Teatralnej.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne