„Hair” Galta MacDermota w reż. Antoniusza Dietziusa z Teatru Muzycznego Proscenium w Scenie Relax w Warszawie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski.
Jeśli istnieje jakiś spektakl, który zmienił świat – to właśnie Hair. I chociaż rzecz się dzieje w zamierzchłych latach 60-tych ub. wieku, to przecież ta opowieść jest nie tylko widokówką Nowego Jorku tamtych czasów, ale przede wszystkim zdumiewająco ponadczasową opowieścią o wolności, miłości i młodości. Jest mocnym głosem przeciwko wojnie, każdej wojnie; wystarczy przecież zmienić imiona naszych bohaterów – George’a czy Claude’a na Mykołę czy Petro, a sens libretta pozostanie ten sam, niestety – upiornie współczesny. Tak jak wciąż najbardziej poruszającym momentem tego przedstawienia jest ta scena, gdy ubrani w żałobną czerń rodzice Claude’a przynoszą mu odprasowany mundur, on się weń przebiera, z hipisa staje się żołnierzem, znikają jego długie tak starannie hodowane włosy, on sam znika za kulisą, żeby raz jeszcze pojawić się wśród ukochanych przyjaciół już jako cień...
Mamy na relaxowej scenie prawie trzydzieścioro artystów, momentami jest naprawdę ciasno, ale w scenach zbiorowych (dominujących w Hair) z tej niewielkiej przestrzeni udało się choreografowi „wycisnąć” wszystko, co było możliwe. Dzięki olśniewającemu światłu i przemyślanej, posługującej się umownością scenografii – mamy też mnogość planów, akcji, słowem – dzieje się dużo!
Polskie teksty przebojowych, ikonicznych już songów brzmią świetnie w wykonaniu utalentowanych aktorów, najmocniej tupałem nogą przy Ain’t Got No – I Got Life, ale najbardziej zostaje w głowie poruszający, zaśpiewany przez całą obsadę finał – Let The Sunshine.
P.S. Spektakl jest przeznaczony dla widzów powyżej 18. roku życia. Bez przesady, chyba nie przez tę jedną, krótką i bardzo dyskretnie pokazaną scenę? Zapewniam, nastolatkowie – których przecież rzecz dotyczy – naprawdę się nie zgorszą, jeśli już – to bardziej ich rodzice.