7 lutego 2026 roku Teatr Układ Formalny premierowo pokazał swoją nową produkcję – spektakl określany mianem patokomedii pt. „Gwiazdy tańczą na głodzie” w reżyserii Michała Walczaka. Trzeba przyznać, że takiej jazdy bez trzymanki po pełnych dowcipu, muzyki, szczurów i satyry zakamarkach miejskiego „Trójkąta Bermudzkiego” się nie spodziewaliśmy. Dzieło to z pewnością zostanie z nami na długo!
„Gwiazdy tańczą na głodzie” to tytuł fikcyjnego reality show, kręconego na wrocławskim osiedlu biedy. Choć produkcja Nightflix opisywana jest dumnie jako program terapeutyczny, który pomaga bohaterom wyjść z nałogów, to tak naprawdę skupia się na kreowaniu kolejnych dram, byle tylko widownia rosła. Fakt, że jakby przy okazji każda z postaci przechodzi przemianę, to nie zasługa niejednoznacznie kompetentnej prowadzącej show dr Darii Gorączko, tylko samych uczestników.
Wśród nich poznajemy całą paletę indywidualności, od mieszkającego z zaborczą matką 30-letniego nastolatka, uzależnionego od gier wideo i porno, przez gwiazdkę neuro-popu Xanach, uzależnioną od tzw. doomscrollingu, po prowadzącego sklep osiedlowy „Chrapka” – uzależnionego od niezdrowych przekąsek spadkobiercy handlowo-kulturowego imperium, z którego nic już prawie nie zostało.
Tych bohaterów i bohaterek jest jeszcze więcej (wyżej wymieniliśmy te zdecydowanie najlepiej napisane i zagrane), a każdy odgrywa w fabule znaczącą rolę, choć opowieść zdaje się kręcić głównie wokół Xanach, za sprawą której poznajemy miejsce akcji i inne postacie. Widzimy jak przechodzą przemianę, jak bardzo są zagubione (i dlaczego), a temat uzależnień jest tu potraktowany z dużym wyczuciem i szacunkiem, co na pierwszy rzut oka może wydawać się naprawdę karkołomne, bo mamy tu do czynienia z komediowym musicalem!
Owszem, forma tego spektaklu zdaje się niepokojąco skręcać w stronę parodii osób z uzależnieniem, ale doświadczeni twórcy oraz niesamowicie kreatywny i utalentowany zespół aktorski Układu Formalnego sprawiają, że cienka granica nie zostaje przekroczona.
Finalnie dostajemy absolutnie brawurowo zrealizowany, przezabawny i bezkompromisowy spektakl, który choć ma silny vibe studenckiego dyplomu („Arabela” z AST ciągle chodzi nam po głowie), to jednak zasługuje na znacznie większą widownię, może nawet na deskach Capitolu, skoro mówimy tu o pełnoprawnym musicalu (dialogi są „normalne”, ale piosenki przedstawiają postacie itd.) z kapitalną scenografią oraz kostiumami i charakteryzacją.
A może jednak lepiej byłoby skorzystać z dużej sceny Teatru Lalek? Aktorzy bowiem nie tylko dają czadu, wcielając się w barwnych bohaterów, ale też sprawdzają się w roli animatorów pacynek (pierwsze pojawienie się gadających szczurów to chyba najlepsza scena) oraz większych lalek (genialny pies w skali 1:1!).
I jeszcze jedno, bo jak widzicie, nie można przestać chwalić tego przedstawienia. Na początku prowadząca „Gwiazdy tańczą na głodzie” pyta kilka osób z publiczności o ich uzależnienia i naprawdę żałujemy, że nie podeszła w naszą stronę. Byłaby wtedy świetna okazja do wyznania: - Jestem uzależniony od dobrego teatru i dlatego po raz kolejny odwiedzam Układ Formalny przy ul. Prądzyńskiego 39A.