EN
28.06.2021, 11:31 Wersja do druku

Granice normalności

"Psy ras drobnych" Olgi Hund w reż. Iwony Kempy w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. Piszą Agnieszka Martyka-Grudzień i Joanna Szumańska w portalu Teatrologia.pl.

fot. Krzysztof Bieliński

Spektakl Psy ras drobnych jest adaptacją książki Olgi Hund pod tym samym tytułem. Pisarka otrzymała za nią Nagrodę Literacką im. Witolda Gombrowicza i Nagrodę im. Josepha Conrada oraz nominację do nagrody Literackiej Gdyni. Jak podkreśla sama autorka w wywiadzie dla „Małego Formatu”, pomysł na prozę kształtował się „z miliona zapisków w stu tysiącach zeszycików i piętnastu bilionach plików na komputerze. […] Psy powstały ze stosu zapisków o nieprzyznaniu renty, zasiłku, o biciu, poniżaniu, o pytaniu w kłótni czy dyskusji, czy mam – czy mamy – okres”.

Wyreżyserowany przez Iwonę Kempę spektakl zdaje się nawiązywać do notatek, scenek i historii wykorzystanych przez Hund przy pracy nad książką. Ten ciekawy zabieg pozwolił reżyserce złożyć autoterapeutyczne narracje kilku bohaterek. Tym samym udzieliła głosu kobietom, które nazywa „najmniejszymi ludźmi na Ziemi”.

Na scenie pojawią się pacjentki szpitala psychiatrycznego: Olga (Karolina Charkiewicz), Lidzia (Małgorzata Niemirska), Karolina (Magdalena Czerwińska), Halinka (Anna Kłos) i Gosia (Agata Góral), opowiadające o swojej samotności, konfliktach z bliskimi, przemocy i rezygnacji z życia. Tłem dla gry aktorskiej jest ascetyczna scenografia (Joanna Zemanek), która wzbudza niepokój. Składają się na nią dwa metalowe łóżka po lewej i po prawej stronie sceny oraz biurko i krzesło po prawej. Dzięki oszczędnej dekoracji czuć w powietrzu atmosferę szpitala, w którym dominują nuda, schematyczność i odhumanizowanie.

Bohaterki spektaklu to kobiety w różnym wieku. Łączy je miejsce, w którym się znajdują oraz problem szaleństwa i opresji. Szczególnie wybrzmiewają role Halinki, Lidzi i Lekarki.

Poznajemy Halinkę, graną znakomicie przez Annę Kłos, która w sposób przejmujący opowiada o poczuciu wykluczenia i smutku. Dopiero na szpitalnym łóżku pozwala sobie na upust emocji poprzez przeraźliwy krzyk. Jej przeciwieństwem jest Lidzia (Małgorzata Niemirska), która dawniej była związana z baletem. Aktorka wspaniale oddaje rozpacz samotnej starej kobiety, która nie potrafi odnaleźć się w realnym życiu, z jego przytłaczającą codziennością. Kryzys pacjentek szpitala wzmacnia Lekarka (Anna Gajewska), rutynowo postępująca z każdym pacjentem, pozornie odcięta emocjonalnie od swoich podopiecznych, ale w finalnej scenie ulegająca podobnemu szaleństwu, jak one.

Kontrast charakterów potęgują kostiumy (Joanna Zemanek). Halinka ma na nogach kierpce, symbol góralskości, które niejednokrotnie były przedmiotem żartów innych pacjentek, a na stopach Lidzi wyróżniają się różowe baletki. Kostium lekarki stanowi tradycyjny biały strój. Czego im brakuje? Zgodnie stwierdzają – miłości i pieniędzy. Czego brakuje ludziom poza szpitalem? Nie oszukujmy się, bardzo często tego samego. Kto pomaga w wygnaniu do szpitala? „ojcowie, wujkowie, mężowie, matki oraz Kościół, ZUS i rynek pracy”. Bohaterki spektaklu zdają się tym samym potwierdzać słowa Sylvii Plath, że „człowiek staje się czymś w rodzaju głupiego niewolnika w małym, totalitarnym państewku” czy to w domu rodzinnym, czy w szpitalu psychiatrycznym.

Pacjentki zastanawiają się czym jest choroba psychiczna, gdzie są granice normalności i kto jest normalny? Czy my na widowni nie zastanawiamy się nad tym samym – czy może ten spektakl nas do tego zmusza? Poza murami szpitala psychiatrycznego żyją również ludzie z roztrzaskanymi sercami, ciałami i duszami, podobnie jak bohaterki Psów ras drobnych.

Olga, Lidzia, Karolina, Halinka, Gosia i Lekarka to hybrydowa galeria postaci żyjących dla kogoś, pod kogoś, uwięzionych w powinnościach, często nadużywanych przez bliskich, traktowanych przez nich jak przedmiot. Problem szaleństwa i opresji przewija się w ich wypowiedziach. Jaka jest ich rzeczywistość? Mało optymistyczna i bez szans na zmianę. Kto im pomoże? Tylko one same mogą sobie pomóc.

Psy ras drobnych to ważne przedstawienie pokazujące cielesny i psychiczny ból przeżywany na szpitalnym łóżku, w społeczności terapeutycznej. Paradoksalnie, to oddział psychiatryczny jest tym miejscem, które pozwala na okazanie współczucia, na fizyczną i psychiczną bliskość oraz poczucie zrozumienia. Jest to odważny spektakl, naruszający tabu o rzeszach „wariatów” zamkniętych w szpitalach lub funkcjonujących poza szpitalnymi murami. Ich życie przypomina tragiczny los zamkniętych w klatkach i porzuconych psów, które widzimy na wykorzystanym w spektaklu wideo ze schroniska „Na Paluchu”.

Przedstawienie zdaje się być studium smutnych i zagubionych kobiet, pomijanych w tak zwanym „normalnym świecie”. Czas pokazać niewydolność systemu, obalić mity rodzinne i społeczne na temat chorych psychicznie. Wydaje nam się, że reżyserka metaforycznie tworzy społeczny mem, który powiela następujący przekaz tekstowy: dbajmy o siebie i naszych bliskich, by nie stanąć oko w oko z chorobą i bezradnością oraz życiową frustracją. Pokazuje, że temat ten, pomimo że jest obecny w sferze publicznej, nadal pozostaje częściowo tabu. Uważany jest też przez niektórych jako „modny temat”, ale niewygodny. W spektaklu pobyt w szpitalu psychiatrycznym nazywany jest „wczasami dla smutnych dzieci”. Unikajmy tych wczasów, dbajmy o siebie i bliskich, szczególnie w pandemii. Dajmy przykład bohaterkom spektaklu i szukajmy równowagi psychicznej. Znajdźmy złoty środek pomiędzy tym, co powinniśmy, a tym co chcemy zrobić.

Tytuł oryginalny

GRANICE NORMALNOŚCI

Źródło:

Teatrologia.pl

Link do źródła