"Klara" w reż. Aleksandry Popławskiej w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Pisze Wiesław Kowalski w serwisie Teatr dla Was.
Dotychczasowe omówienia "Klary", przygotowanej przez Magdalenę Popławską w Teatrze Powszechnym w Warszawie, niewiele miejsca poświęcają poetyce spektaklu, która wydaje się może nawet dużo bardziej ciekawsza, niż sama problematyka skupiona na frustracjach, lękach i obsesjach bohaterów powieści Izy Kuny. Oglądanie spektaklu to przyjemność obcowania z formą, która tak samo jak losy postaci wciąga widza w pajęczynę wzajemnych zależności skoncentrowanych na uczuciowych relacjach matki z córką i jej przyjaciółmi, córki z kochankiem, kochanka z żoną. W ten sposób, również poprzez budowanie nastroju, nieco klaustrofobicznego i jakby onirycznego, przestrzennie nieoczywiste przechodzenie od sceny do sceny, realizatorom przedstawienia udaje się wyjść poza czysto harlequinowy pejzaż z "ryczącą czterdziestką" w roli głównej. Edyta Olszówka jako Klara, brnąca w toksyczne relacje z mężczyznami, ze sporą dozą dystansu, również do siebie samej,