29.06.2021, 12:14 Wersja do druku

Get ready to jump?

"Oniegin" wg Aleksandra Puszkina w reż. Timofieya Kulyabina z
Teatru Czerwona Pochodnia w Nowosybirsku na IV Festiwalu Open the Door online. Pisze Tomasz Domagała w Dzienniku Festiwalowym "Drzwi otwarte" na stronie DOMAGAŁAsięKULTURY.

fot. mat. organizatora

Oniegin Kulyabina jest na wskroś współczesny, ale to wciąż bohater Puszkina. Choć jada w modnych restauracjach, mieszka w drogim apartamentowcu czy czyta magazyn Snob, wciąż jest owym znudzonym i poszukującym sensu życia młodzieńcem, uciekającym przed dojrzałością w eksplorowanie światowych radości. Takim typowym Rosjaninem, żyjącym w zachodnim stylu. Ów styl życia – w czasach Puszkina nazwany kosmopolityzmem i rozumiany jako jednak coś zewnętrznego, niekoniecznie pasującego do charakteru i wartości prawdziwego Rosjanina – dziś został przez ten rosyjski system wartości wchłonięty i stał się kolejnym przykładem skutków powszechnej globalizacji. Mam wrażenie, że podczas gdy Oniegin Puszkina wybiera zachodni styl życia, młody Rosjanin ery Putina wprost przeciwnie – nie jest pochodzenia pewnych mód i wartości w ogóle świadomy, gdyż stanowią one nieodłączny element jego świata. Gdy jest głodny po imprezie – po prostu idzie do KFC, nie zastanawiając się, czy to zachodni styl życia. W tym sensie przedstawienie Kulyabina mówi coś nowego o współczesnym rosyjskim – czy generalnie naszym – świecie.

Dobrze też pasuje tu Puszkinowska narracja, umiejętnie z poematu wyselekcjonowana i znakomicie przez Igora Belozerova podawana. Głos narratora jest spokojny, tekst idzie wolno, nieomal smętnie (to efekt czytania bez emocji), nie zjadając całości spektaklu, co jest wielkim osiągnięciem inscenizacji Kulyabina. Przy tym komentarz nie traci swojego jadowitego momentami wobec bohaterów charakteru, wszak puszkinowska narracja pełna jest ironii, ocierającej się miejscami o czarny humor. Gdy tak słuchałem tego tekstu w oryginale (polskie tłumaczenie Ważyka, będące podstawą napisów bardzo się, niestety, zestarzało), pomyślałem, że owe słynne w języku rosyjskim frazy (wielu Rosjan wciąż umie na pamięć całe pasaże Oniegina) brzmią tu niczym jakiś raperski, modny slam. Pełen surowej oceny rzeczywistości, zjadliwego humoru, rapowany jakby od niechcenia. W tym sensie puszkinowski język stał się nieoczekiwanym bohaterem spektaklu, podnosząc tę poczciwą, romansową historię na wyższy poziom (podobnie jak u Puszkina).

Nie wszystko się jednak Kulyabinowi udało. Prawda, że świetnie uwspółcześnił ikoniczne dzieło Puszkina, znakomicie wyreżyserował wraz ze współrealizatorami (reżyser świateł, choreograf) poszczególne sceny (przyjazd Tatiany do Moskwy – sztos), pięknie wykroił z poematu główne postaci i na nich skupił swoją uwagę, przekształcając wielki, epicki poemat w intymny dramat kilku młodych ludzi. Aczkolwiek nic nowego za pomocą swojej adaptacji nie powiedział. Czy musiał? Zapewne nie, ale akurat w Rosji Oniegin ma status narodowego dzieła, podobnie jak w Polsce Wesele Wyspiańskiego – widz rosyjski przychodzi więc z całym bagażem interpretacji, kontekstów czy własnych sądów i bardzo ciekawe zawsze jest pytanie, czy da się w takiej sytuacji, po całym artystycznym dorobku, jaki zapisany jest w DNA takiego utworu, zrobić tak po prostu współczesną, wierną autorowi inscenizację (czyli coś, czego prawdziwy teatr powinien jak ognia unikać). Inna rzecz, że istnieje pewnie mnóstwo ludzi, którzy uważają Oniegina za ramotę, niegodną nawet spojrzenia. W takim przypadku spektakl Kulyabina jest więc niezwykle potrzebny, pokazuje bowiem ludziom, że posągowa klasyka wciąż może być żywa i dojmująca; jestem też przekonany, że z takiej persepktywy spektakl ten może i na pewno będzie się publiczności podobał. 

Ten przypadek może dotyczyć i polskich widzów, którzy w ogromnej większości znają Oniegina (jeśli w ogóle) tylko w operowej wersji Czajkowskiego. A w operze – wiadomo: pompuje się bohaterów i akcję do rozmiarów niemożliwych, przez co na jaw wychodzą wszelkie mankamenty puszkinowskiej fabuły. Ciekawe, że Oniegin jest jedną z nielicznych dziewiętnastowiecznych oper, w której główna bohaterka nie umiera tragicznie w finale. Co więcej, zdobywa świadomość siebie i własnej wartości, powiedzielibyśmy – emancypuje się, żeby w finale powiedzieć mężczyźnie: „nie!” Z tej perspektywy nie tylko opera Czajkowskiego, lecz przede wszystkim poemat Puszkina wydaje się szalenie nowoczesny i nowatorski. Aczkolwiek w spektaklu Kulyabina próżno szukać tego typu odniesień. Wybitnie grająca Tatianę, Daria Yemelyanowa gra po prostu Tatianę, nic więcej.

Gdy tak się bliżej przyjrzeć Onieginowi z Nowosybirska, wydaje się on skrojony pod narodową rosyjską politykę eksportu odpowiedniej do chwalenia się na zachodzie rosyjskiej kultury. Nie jest bowiem w żadnym momencie kontrowersyjny, nie porusza ani jednej dwuznacznej kwestii społecznej, przede wszystkim zaś nie poddaje pod dyskusję polityki rosyjskich władz, skupiając się na uniwersalnym ludzkim doświadczeniu i pięknych literackich walorach narodowego rosyjskiego poematu. A jest on przecież od dziesięcioleci w Rosji czytany politycznie! Można i tak, w końcu Puszkin był naprawdę wielkim poetą, dobre więc i to. Dla mnie to jednak o wiele za mało, na swojej teatralnej „komodzie” mam bowiem wiele takich przepięknych „bibelotów”, które wprawdzie są znakomicie wykonane, ale poza zbieraniem kurzu nic do mojego życia nie wnoszą. Chyba, że usłyszę Jump Madonny, bo wtedy zawsze mam ochotę na sprzątanie.

Źródło:

domagalasiekultury.pl
Link do źródła