EN
13.01.2022, 15:58 Wersja do druku

Gdzie się podziały młodzieńcze idee i marzenia?

"Młodzik" Fiodora Dostojewskiego w reż. Igora Gorzkowskiego w Teatrze Ochoty w Warszawie. Pisze Anna Czajkowska w Teatrze dla Wszystkich.

fot. Artur Wesołowski

Ukazać w teatrze, w mocno ograniczonym czasie i przestrzeni, złożoność świata opisywanego w powieściach Dostojewskiego, jego wielowątkowość i uniwersalność nie jest łatwym zadaniem. A mimo to są reżyserzy, którzy prozę wielkiego, rosyjskiego pisarza szczególnie cenią i potrafią przełożyć jej zadziwiającą przewrotność na język sceniczny, nie tracąc nic z dramatyzmu w opisach psychiki człowieka. Igor Gorzkowski wyjątkowo dobrze „czuje dostojewszczyznę”, potrafi zainteresować, przybliżyć widzowi niezaznajomionemu z tekstami pisarza ich esencję i klimat oraz duchowe portrety bohaterów zamotanych we własne sumienie. Udowodnił to w znakomitym „Idiocie” sprzed kilku lat, z Agatą Buzek w roli Księcia Lwa Nikołajewicza Myszkina, a teraz sięga po nowe tłumaczenie powieści „Młodzik” autorstwa Adama Pomorskiego. Reżyser dokonując adaptacji tekstu skupił się na kilku postaciach, pomijając inne wątki, bohaterów i zdarzenia. Próba wiernego pokazania całości, czyli wielostronicowej powieści (mało w Polsce znanej, choć pełnej, dojrzałej i ponadczasowej) byłaby niemożliwa i w zasadzie niepotrzebna. Ale nastrój i dar wnikania w zakamarki ludzkiej duszy – tak szczere i uderzające u Dostojewskiego – pozostają.

Igor Gorzkowski od dawna chętnie sięga po literaturę rosyjską, klasyczną i nowszą – poza wspomnianym już „Idiotą”, zrealizował „Staruchę” na podstawie Daniiła Charmsa (przedstawienie znakomite, według mojej opinii jedno z najlepszych) i napisanego w 2000 roku „Kysia” Tatiany Tołstoj (równie udana adaptacja). Wysoko cenię spektakle tego reżysera, jego trafne wybory literackie, kameralne, szczegółowo dopracowane realizacje sceniczne, z precyzyjnie zarysowanym, wielowymiarowym światem, które silnie angażują widza – emocjonalnie i zmysłowo. „Młodzik” (powieść znana częściej pod tytułem „Młokos”) to powrót do Dostojewskiego (nawet w warstwie scenograficznej), do mistrzowskich, psychologicznych opisów charakterów, targających bohaterami sprzecznych pragnień i ich nieustannych rozterek oraz cenna otwartość na dialog z widzem. Poznajemy mały, ale ważki wycinek życiorysu Arkadija Makarowicza Dołgorukiego, dziewiętnastolatka o bogatej osobowości, który chce wcielić w życie swoją ideę. Pracuje jako ktoś w charakterze sekretarza u niezwykłego, starzejącego się arystokraty, trochę outsidera, trochę dziwaka (jakże przy tym sympatycznego) księcia Sokolskiego. Tytułowego Młodzika pociąga wielki świat, mami bogactwo i poważne sprawy. Co ciekawe – nienawidzi kobiet (przynajmniej tak twierdzi), choć od nich nie stroni. Arkadij jest porywczy i czasem nie panuje nad emocjami, jednak drażni go traktowanie przez innych – nie czuje się żółtodziobem czy młodzikiem. Odwołując się do swego sumienia, pełen rozterek bohater próbuje określić dobro i zło, zdefiniować moralność, nie rezygnując przy tym z marzeń. Przebieg wydarzeń uczyni to zadanie dość karkołomnym. W świecie pełnym intryg, podłych ludzi i wszechobecnego egoizmu jego charyzma i przekonanie do własnych racji chwieje się. Gorzkowski stworzył mistrzowski portret kształtującego się młodzieńca, którego zmienia bolesne zderzenie z rzeczywistością. Arkadij miota się między marzeniami a światem, gdzie relatywizm wartości i norm jest już czymś powszechnym. Zasadnicza walka toczy się jednak w głowie młodej jednostki. Pozostali to widma (przynajmniej tak możemy sądzić), które otaczają Arkadija coraz ciaśniej, zmuszając do trudnych wyborów, często sprzecznych z poglądami bohatera. Młody człowiek nieustannie poddawany jest „testom”, usiłuje weryfikować rzeczywistość, podejmuje wyzwania, które stawiają przed nim inni. To cena dorastania, przejścia ze świata niedojrzałej młodości do skostniałej (czy aby na pewno?) dorosłości.

fot. Artur Wesołowski

W bohaterów powieści wciela się pięcioro aktorów młodego pokolenia (niezwykle zdolny zespół wyłoniony w konkursie „Polowanie na motyle”), którzy stają u boku doświadczonego Janusza R. Nowickiego – tu w roli księcia Sokolskiego. Młodzi aktorzy grają rewelacyjnie, płynnie prowadzeni wprawną ręką reżysera. Bez chwili wahania kreślą wyraziste portrety kobiet i mężczyzn, postaci bliskich współczesnemu pokoleniu, a jednocześnie tkwiących silnie w dziewiętnastowiecznym tekście Dostojewskiego. Arkadija Makarowicza Dołgorukiego gra Krzysztof Oleksyn, z powodzeniem ukazując wewnętrzny świat głównego bohatera, buńczucznego młodzika, który wkraczając w brutalny świat dorosłości otrzymuje bolesną, życiową lekcję – coraz trudniej zachować wierność własnym przekonaniom będąc każdego dnia wystawianym na próbę, kuszenie, manipulacje. Aktor pokazuje zatraconego we własnych wartościach, zagubionego, niepewnego, podatnego na wpływy młodzieńca z wielką naturalnością, bezbłędnie oddając gwałtowne emocje, namiętności i rozterki dziewiętnastolatka. W niewymuszony sposób potrafi nawiązać kontakt z widzem i zmusić go do przemyśleń. We wspaniałym duecie z Januszem R. Nowickim przykuwa uwagę i… bawi – gorzką ironią, lekkim cynizmem. Janusz R. Nowicki to aktor wytrawny, świadomy każdego gestu, słowa. Wspaniale czuje się na scenie w towarzystwie młodziutkich artystów, dotrzymując kroku ich energii i bez pośpiechu, z delikatnym humorem kreując postać bogatą, pełną ciepła, epikurejskiej niemal radości, choć ostatecznie złamaną przez życie. Anna Andriejewna Wiersiłow i Katierina Nikołajewna Achmakow stoją z boku, często zbyt bezsilne, by skutecznie walczyć ze stereotypami i rolami, które narzuca kobietom społeczeństwo. Malwina Laska-Eichmann w roli Katieriny Nikołajewnej Achmakow ma w sobie nieuchwytny wdzięk i dumę. Ruchem, spojrzeniem, delikatnym uśmiechem potrafi oddać niejednoznaczny charakter swojej bohaterki. Dojrzała w swej kobiecości, przypomina tajemniczego sfinksa. Jednak zarówno ona, jak i Anna Andriejewna na nie mają szans na poważne traktowanie i życie wedle własnych zasad w świecie kierowanym przez mężczyzn. Irmina Liszkowska jako Anna Andriejewna jest pełna radości, emanuje świeżością i otwartością. Jej bohaterka nie poddaje się, walczy o szczęście, choć los też jej nie sprzyja. Paweł Janyst w roli Łodyżkina to kwintesencja cynizmu i podłości. Podziwiam młodziutkiego aktora w tak trudnej roli – z jakim spokojem, znawstwem, skupieniem na szczegółach, wręcz brawurowo kreśli portret małego łajdaka, który oplata innych siecią swych intryg. Są w tym spektaklu znakomite monologi – tytułowego Młodzika, Księcia czy Triszatowa. Wizja opery, konkretnie „Fausta”, odmalowana przez Michała Pawlika zadziwia. Triszatow, do tej pory gdzieś na uboczu, ledwie przemykający przez scenę, teraz wysuwa się na plan pierwszy, przykuwa uwagę i zachwyca – jego opowieść o „Fauście” wywołuje niemal dreszcze.

Spektakl spójny, pulsujący czytelnym rytmem ma odpowiednią oprawę – to zasługa odpowiedniej muzyki, scenografii Honzy Polivki i kostiumów. W inscenizacji ważny element gry stanowią drzwi, wytyczające granice – tu się zaczyna, a tu kończy oczywistość. W sposób fizyczny ograniczają długość przestrzeni scenicznej i tego, co widz może zobaczyć. Reszta pozostaje w sferze domysłu. Piękne kostiumy autorstwa Magdaleny Dąbrowskiej, wysmakowane, dopracowane, barwne i nieco zaskakujące, podkreślają charakter postaci, ich udział w grze pozorów, oderwanie od tu i teraz.

Uniwersalność historii o poszukiwaniu własnej tożsamości, o granicach „wolności osobistej”, ucieczce od odpowiedzialności, drapieżności życia w świecie zdominowanym przez relatywizm zamyka się w kameralnej, działającej na zmysły i emocje, znakomicie wyreżyserowanej, bardzo dobrze zagranej, doprawionej dekoracją, oszczędnym rekwizytem scenicznej opowieści.

Tytuł oryginalny

Gdzie się podziały młodzieńcze idee i marzenia?

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Anna Czajkowska

Data publikacji oryginału:

13.01.2022