21.06.2021, 09:05 Wersja do druku

Fuga Mundi, czyli remedium na chorobę

"Mizantrop" Moliera w  reż. Edwarda Wojtaszka w  Teatrze im.  Jaracza w Łodzi. Pisze Katarzyna Wojtysiak-Wawrzyniak w Teatrologii.pl.

fot. Krzysztof Bieliński

Mam tę wadę, iż zbyt wielką otwartość w moje sądy kładę.
Mizantrop, Molière.

Molier to miano kojarzone od wieków ze sztuką teatru. 29 maja Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi zaprezentował Mizantropa. Spektakl wyreżyserował Edward Wojtaszek, znany także z innych realizacji francuskiego klasyka. Tekst przetłumaczył, zresztą nie jedyny Moliera, Jerzy Radziwiłowicz.

Reżyser już w pierwszej scenie spektaklu postanowił przedstawić decydujące starcie między Alcestem (Krzysztof Wach) a Filintem (Krystian Pesta). Bohaterowie znajdują się w przestrzeni, która może być zarazem drogą albo nowocześnie urządzonym salonem. Kanapa przypomina wielki kamień, bieżnia zaś drogę. Scenografia w tym przedstawieniu jest zaledwie zarysowana, pomyślana jako swoiste tło uzupełniające grę aktorską i kostiumy. Pewne niedookreślenie współgra z wyświetlanymi abstrakcyjnymi projekcjami przypominającymi obrazy z kalejdoskopu, pozwala też bardziej skupić się na tak ważnym u Moliera słowie. Pomaga w tym naturalny, wplatający elementy stylu wysokiego przekład Radziwiłowicza. Należy jednak pamiętać, że przekład ten jest scenocentryczny.

Widzimy Filinta ubranego w szarobeżowy wykwintny, lecz pozbawiony wyrazu strój i bosonogiego Alcesta ubranego jedynie w czarne eleganckie spodnie z kantem. Czyżby nagość Alcesta była sygnałem prawdomówności i prostoty? Wszak prawda jest naga.

Reżyser umieścił Alcesta na ruchomej bieżni, która może być swoistym symbolem ucieczki przed światem. Alcest ćwiczy, chodzi, wykonuje gwałtowne ruchy jakby w obronie przed nastającym na niego otoczeniem. Filint, nieco znudzony, stara się z galanterią przekonać przyjaciela do swoich racji i zachęcić go, by stał się nieco mniej uparty. Sceptycyzm nieco flegmatycznego Filinta zostaje zderzony z pełną pasji i werwy postawą Alcesta.

fot. Krzysztof Bieliński

Ustawienie postaci przywodzi na myśl odwieczny spór natury z kulturą sprowadzony tutaj do postaci Alcesta, nieco nieokrzesanego, obnażającego swoje najskrytsze myśli i uczucia, oraz powściągliwego Filinta podporządkowanego kanonom i konwencjom społecznym. Co prawda także w oryginale postaci są mocno skontrastowane, niemniej jednak mamy wrażenie, że to dopiero synteza obydwu elementów, czyli natury i kultury tworzy jedną harmonijną całość. W realizacji Wojtaszka sympatię budzi prostoduszny i pełen wewnętrznej gorączki Alcest, który jednak zdaje się być przede wszystkim zdenerwowany, nie zaś zgorzkniały.

Następne sceny prowadzą nas wprost do salonu Celimeny (Agnieszka Skrzypczak). Pełni on funkcję opiniotwórczą, kształtuje mody i feruje wyroki. Widzimy zdemoralizowanych i nieco zniewieściałych markizów – Klitandra i Akasta., a także piastującego wysokie stanowisko na dworze Oronta, piszącego zabawne, lecz pozbawione wartości sonety. Główną ozdobę salonu stanowi sama Celimena z charakterystycznym dla niej poczuciem humoru i inteligencją. Warto wspomnieć, że taka postać kobieca stanowi kontrapunkt dla zakochanego w niej, stroniącego od ludzi Alcesta. Tutaj postać Celimeny zdaje się być nakreślona w zbyt dynamiczny i jednoznaczny sposób. Wprawdzie nie brakuje jej charakterystycznej dla pierwowzoru kokieterii, lecz pozbawiona jest pewnej dozy wykwintności i przekory.

W wydobyciu charakteru każdej z postaci pomagają znakomicie dobrane kostiumy autorstwa Weroniki Karwowskiej. To połączenie tradycji z awangardą. Pod względem formy nawiązują do epoki Moliera, ale jest to forma uwspółcześniona. Karwowska wyczuwa konwencję spektaklu, balansując na granicy tego, co dawne i tego, co współczesne. Na fragmentach strojów widoczny jest tekst przywodzący na myśl rękopisy. Mamy zatem do czynienia z zabiegiem intertekstualności pojawiającej się na… kostiumie. Stroje są w przewadze wielobarwne, a nawet krzykliwe, co oddaje klimat salonu dworskiego i upodobania uroczej, pociesznej ,,wykwintnisi” Celimeny, pragnącej znajdować się zawsze w centrum uwagi. Sam Alcest ubrany jest w czarny, majestatyczny kostium, który paradoksalnie staje się bardziej widoczny wśród innych kolorów.

Mizantrop to satyra salonowa, a właściwie satyra społeczna odsłaniająca blichtr i powierzchowność stosunków ludzkich, demaskująca nie zawsze czyste motywacje i ukryte pragnienia. To zwrot w kierunku komedii charakterów. Realizacja Wojtaszka pokazuje wielobarwny korowód salonowych typów. Interesującą postacią jest niewątpliwie Oront (Michał Staszczak),który wciela się w rolę zabiegającego o uznanie swojej twórczości bywalca sfer wyższych.

Na uwagę w tym spektaklu zasługuje reżyseria światła (Karolina Gębska), które wraz z projekcjami tworzy zapadające w pamięć obrazy. Czarne tło i kolorowe światełka wyobrażają Alcesta i wirujący wokół niego barwny tłum. Muzyka z epoki Moliera rytmizuje akcję i jest podobnym intertekstualnym zabiegiem, jak tekst wyobrażający rękopis na kostiumach.

Reżyser wybrał niełatwą drogę, ponieważ jego adaptacja nie wpisuje się w nurt wiernego odtwarzania arcydzieł literatury, ani też nie podąża drogą uwspółcześniania, czy też swoiście rozumianej dekonstrukcji tekstu oryginału. Wojtaszek wybiera trzecią drogę. Skupia się na oddaniu formy i treści sztuki Moliera, ale czyni to na swój własny sposób. Jego Mizantrop skrzy się ironią i humorem. Jest po prostu aktualny i wydaje się być odpoczynkiem po natłoku sztuk współczesnych, zaangażowanych co prawda społecznie, ale często pełnych sloganów i zbyt łatwych uogólnień.

Bez wątpienia Mizantrop Wojtaszkato sztuka działająca jak lekarstwo w trudnym czasie choroby, zarówno tej ujawnionej, jak i tej ukrytej, zawsze gotowej wypłynąć na powierzchnię w najmniej oczekiwanym momencie. Molier pokazuje człowieka takim, jakim on jest, zawieszonego między grą społecznych ról i konwenansów a pragnieniem wolności. Prawda, jak wiemy, jest gorzka w smaku, lecz słodka w skutkach. Dawkujmy ją jednak z umiarem i w odpowiednim czasie.

Mizantrop. Autor: Molier, przekład: Jerzy Radziwiłowicz; reżyseria: Edward Wojtaszek; asystent reżysera: Bogusław Suszka; reżyser światła: Karolina Gębska; scenografia i kostiumy: Weronika Karwowska, muzyka: Tomasz Bajerski; projekcje: Karolina Gębska, Weronika Karwowska, Piotr Skórka. Obsada: Iwona Karlicka, Natalia Klepacka, Agnieszka Skrzypczak, Mikołaj Chroboczek, Radosław Osypiuk, Krystian Pesta, Michał Staszczak, Łukasz Stawowczyk, Bogusław Suszka, Krzysztof Wach. Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi, premiera 29 maja 2021

Tytuł oryginalny

Fuga Mundi, czyli remedium na chorobę

Źródło:

www.teatrologia.pl
Link do źródła

Autor:

Katarzyna Wojtysiak-Wawrzyniak

Data:

21.06.2021