EN

17.04.2023, 10:41 Wersja do druku

Freddie Mercury w szkole ministra Czarnka

„We Will Rock You” Bena Eltona w reż. Wojciecha Kępczyńskiego w Teatrze Muzycznym Roma w Warszawie. Pisze Jacek Cieślak w „Rzeczpospolitej”.

fot. Krzysztof Bieliński

„We Will Rock You” to kolejna znakomita produkcja warszawskiej Romy. Iskrzy się humorem, ale ma też cywilizacyjno-polityczny podtekst, bo orwellowska wizja Bena Eltona zarówno w Polsce, jak i na świecie zaczyna się niebezpiecznie spełniać.

Już choćby z filmowego przeboju „Bohemian Rhapsody” wiemy, że piosenki Freddiego Mercury’ego, frontmana Queen, nie były przypadkowym wołaniem o wolność, tylko krzykiem człowieka, który musiał walczyć o akceptację dla swojej tożsamości.

Ben Elton, librecista musicalu „We Will Rock” wkleił hity Queen w orwellowską opowieść o dalekiej przyszłości, kiedy wszystko i wszystkich kontrolować będzie Wielki Brat o nazwie Globalsoft Corporation. Londyńska prapremiera odbyła się w 2002 r., ale to co było wtedy zabawą w science-fiction - dziś ma kontekst coraz niebezpieczniejszych manipulacji w mediach społecznościowych. Wyszły na jaw m. in. po brexicie czy wyborze Donalda Trumpa, co być może wybrzmi na premierze nowej wersji musicalu, która odbędzie się w Londynie już w czerwcu.

My zaś możemy się śmiać – chciałoby się powiedzieć: jeszcze! – z wizji szkoły, która kojarzy się z modelem promowanym przez ministra edukacji Przemysła Czarnka: z pełną kontrolą programu nauczania i tępieniem jakichkolwiek „odchyleń” od tak zwanej normy, o której decyduje partyjna władza.

Na scenie Romy oglądamy Ga-Ga planetę, z Ga-Ga szkołą, w której wszystkie Ga-Ga dzieciaki są zuniformizowane jakby wyszły z drukarki 3D: te same plastikowe fryzury, te same „optymistycznie” pastelowe ubranka i marszowy taniec dziecięcych robotów, okazujących entuzjazm pod kierunkiem ubranej na czarno, zmutowanej retro nauczycielki, a nad wszystkim dominuje logo Globalsoft. Kto się nie mieści w ustalonej odgórnie matrycy - nie ma szans na przetrwanie.

A jednak znalazł się buntownik Galileo (Maciej Dybowski), który chce żyć po swojemu, czego wyrazem w zuniformizowanej rzeczywistości jest pisanie własnych piosenek, rock i nonkoformistyczne ubranie. Takich jak Galileo szef Ga-Ga policji Khashoggi (Łukasz Zagrobelny) wysyła na pranie mózgu do szpitala. Na szczęście można spotkać tam kogoś takiego jak Scaramouche (Maria Tyszkiewicz), zbuntowaną gotkę. Jest okazja by zaśpiewać pełną piersią „I Want to Break Free” i „Somebody to Love”.

W żartobliwie napisanym libretcie, para podąża za objawioną we śnie przepowiednią o marzycielu, który zmieni zniewolony świat. W kraju podzielonej opozycji fraza o konieczności pójścia „drogą tych, którzy wygrali” ma swój dodatkowy smaczek, a brzmi też jak optymistyczna wersja herbertowskich przykazań. Zwłaszcza, gdy panująca na Ga-Ga planecie Killer Queen (Małgorzata Chruściel) ostrzega, że niezorganizowani buntownicy mogą stać się groźni – kiedy tylko znajdzie się lider. Wszystko to oprawione jest w zabawnie potraktowany motyw zbuntowanej sztucznej inteligencji, taka jest bowiem przeszłość Killer Queen , stającej na czele czarnych zastępów. Grożąca: „Jeszcze jeden gryzie piach” („Another One Bites the Dust”).

Warszawska wersja „We Will Rock You” w inscenizacji Wojciecha Kępczyńskiego jest o niebo lepsza od tego, co można było oglądać w Londynie. Spektakularny charakter nadaje jej ekran, dopełniający wizualizacjami 3D akcję na scenie, gdzie wiruje zespół taneczny po licznych zmianach kostiumów, nomen omen ruchome schody z ambonami do przemówień, a także pompowana poducha-tron, z którego Killer Queen śpiewa „Fat Bottomed Girls”.

fot. Karol Mańk

Kępczyński i Michał Wojnarowski, autor polskiego przekładu, a także scenograf Mariusz Napierała nasycili i zobrazowali oryginał licznymi polskimi odniesieniami. Kryjąca się przed Ga-Ga policją hipisowska bohema (Ula Milewska - Oz i Kamil Franczak - Brit) przebywa w kopalnianych sztolniach jak bohaterowie „Seksmisji” Machulskiego. W dialogach padają odniesienia do polskich rockowych hitów i zespołów, czego nie będę spoilerował. Mogę jednak dodać, że gdy ktoś krzyczy „Mamma mia!” – tytuł granego w Romie wcześniej musicalu, odpowiedź brzmi, że dziś tego nie będzie.

Zabawne są rozmowy hipisów, którzy z plakatami AC/DC i Ozzy’ego Osbourne’a w tle starają się odtworzyć świat rocka, który ze zbiorowej świadomości usunęła Ga-Ga policja. Scaramouche jak feministka walczy o swoją kobiecą pozycję, nie ustępując Galileo o krok, co ma miejsce w przewrotnie pieprznych rozmowach. Autorzy z przymrużeniem oka podchodzą bowiem do dyżurnych tematów dzisiejszej społecznej debaty. Reprezentantem „dziadersów” jest Buddy (Tomasz Steciuk), śpiewający „These Are the Days of Our Lives”, a autorzy nie kryją sympatii dla rozmów wolnych od przesadnie stosowanych nowych konwenansów politycznej poprawności. Przeszłość symbolizuje dumnie kaseta VHS, która okazuje się nośnikiem rockowej biblii. Pędzi przez scenę Harley.

Znakomity jest koncertowy finał w „We Will Rock You”, które w polskim tłumaczeniu otrzymało brzmienie „My chcemy rocka”, przede wszystkim zaś „Bohemian Rhapsody”. To majstersztyk, w którym Wojciech Kępczyński nawiązał do słynnego teledysku.

Osobne brawa należą się zespołowi pod dyrekcją Jakuba Lubowicza. Partie gitar, wykonane zresztą na instrumentach, jakich używa Brian May, są tej klasy, że gitarzysta Queen na warszawskiej prapremierze wywoływany przez Wojciecha Kępczyńskiego dla żartu – wcześniej czy później przyjedzie do Romy i będzie miał wielki powód do radości. My zaś mamy kolejny po krakowsko-gdańskim „1989” i wrocławskiej „Priscilli” musical, namawiający do poszerzenia sfer wolności w państwie, gdzie coraz więcej dziedzin podlega jednej partyjno-rządowej wizji społeczeństwa.

Tytuł oryginalny

Szkoła wolności i rocka

Źródło:

„Rzeczpospolita” nr 90

Link do źródła

Autor:

Jacek Cieślak

Data publikacji oryginału:

18.04.2023