EN
04.08.2022, 14:32 Wersja do druku

Flesz taneczny. Wakacje z premierami i improwizacją

Taneczny lipiec w Warszawie upłynął pod hasłem improwizacji kontaktowej, pokazów ukraińskich i spektakli eksperymentalnych. Mieliśmy nawet kilka premier, tak więc wakacje wakacjami, a artyści nie ustają w działaniach. Pisze Sandra Wilk ze Strony Tańca. 

fot. WILK

Miesiąc otworzyła premiera plenerowego spektaklu „Whole life in a suitcase” w wykonaniu ukraińskiej grupy projektowej Akademii Tańca Zawirowania (3 lipca). Nad Wisłą na Płycie Desantu 3 Dywizji Piechoty pokazano pracę opartą na prawdziwych wspomnieniach wojennych i uchodźczych zrealizowaną na kilkanaście młodych ukraińskich tancerek. Za całość odpowiadały dwie choreografki z Ukrainy Alona Omelina i Angelina Zabelina, które zaproponowały nie tylko opowieść o wojnie i cierpieniu po stracie bliskich ale także o podróży w nieznane, o wzajemnym wsparciu i oporze kobiet.

Kilka dni później, od 8 do 13 lipca, rozpoczął się Międzynarodowy Festiwal Tańca „Warsaw CI Flow” – warsztatowa impreza Fundacji Artystycznej PERFORM promująca improwizację kontaktową, która także miała swój wątek ukraiński. Do budowania programu zaproszono zagranicznych nauczycieli (byli to m.in. Antoine Ragot – Francja, Mirva Makinen – Finlandia, Edo Ceder – Izrael, Iwona Olszowska i Paweł Konior – Polska, jeden z najstarszych duetów improwizacyjnych w Polsce oraz Nita Little – USA, prekursorka kontakt improwizacji na świecie), a w kadrze znalazła się także ukraińska choreografka Svitlana  Pashko pracująca w duecie z rumuńskim tancerzem Danielem Drago.

W programie festiwalu znalazły się zajęcia warsztatowe z improwizacji o różnych poziomach zaawansowania, otwarte pokazy dla publiczności czy jamy tematyczne. A ponieważ termin imprezy zbiegł się 50-leciem istnienia kontakt improwizacji na świecie (w Polsce technika ta jest praktykowana od ponad 25 lat) pierwszym wydarzeniem „Warsaw CI Flow” było otwarcie w Mazowieckim Instytucie Kultury wystawy „50 lat Kontakt Improwizacji: zaczątki, korzenie, gałęzie”. Ekspozycja przygotowana przez kuratorkę Colleen Bartley prezentowała to, jak wczesne eksperymenty grupy tancerzy ze Stanów Zjednoczonych przeobraziły się w jeden z najciekawszych nurtów tańca XX wieku. Na wystawie pokazano rozmaite materiały archiwalne: zdjęcia, fragmenty wypowiedzi artystów i nagrania wideo.

16 lipca Centrum Teatru i Tańca w Warszawie zaprosiło publiczność na eksperymentalny spektakl poświęcony wstydowi, czyli „Blush” w choreografii Michała Adama Górala, a STIDIO teatrgaleria sześciokrotnie wystawiło nietypową feministyczną pracę Anki Herbut i Marty Ziółek „Panie władzo to są tylko tańce” (16-17 lipca i 19-22 lipca). A 23 lipca na Dworcu Wschodnim wystawiono eksperyment taneczno-performatywny „Odyseja” w choreografii Tomasza Ciesielskiego nawiązujący do motywu homerowskiej podróży Odyseusza i poezji kosmosu słynnego filmu Kubricka „2001: Odyseja kosmiczna”.  

Bardzo ciekawym okazał się performance site-specific „Teraz jest przestrzeń. Kiedy jesteś? O geografii osobistej i wspólnej obecności” według koncepcji ukraińskiej choreografki Svitlany Pashko i rumuńskiego tancerza i muzyka Daniela Drago, w którym wystąpili m.in. uczestnicy festiwalu „Warsaw CI Flow”. Sam projekt pokazany został w ramach programu „Centralna Scena Tańca” (21 lipca).

„Struktura pokazu była urozmaicona – raz akcja rozgrywała się w sposób rozproszony na tyle, że trudno było podążać za każdym solistą czy parą, innym razem performerzy mieli sekwencje grupowe, jak w przypadku „spływania” po schodach czy ustawieniu się w jednej linii i ekspresyjnego podawania sobie z rąk do rąk „kuli energii”. To był jeden z ważniejszych momentów skierowania uwagi widzów ku temu, co niewidoczne, na relację z drugim człowiekiem, na to, co możemy od siebie dawać innym. Częścią całego procesu twórczego było zresztą rozwijanie umiejętności obserwowania, jak relacje mogą informować i generować działania performatywne w czasie rzeczywistym. To się udało. Wykonawcy byli wśród nas i reagowali także na nas – malowali pod naszymi nogami kredą swoje hasła, krzyczeli do nas, reagowali na aparaty fotograficzne, na zachowanie widzów, a równolegle realizowali swoje założenia, coraz bardziej zbliżając się ku sobie. W finale zbili się w dużą grupę, a na polu gry pojawił się muzyk grający na didgeridoo przypominający nam o pierwotnych potrzebach bycia razem” [fragment recenzji „Bez izolacji”, Strona Tańca – przyp. red.].

A na zakończenie lipca widzowie obejrzeli najnowszą premierę Teatru Tańca Zawirowania i węgierskiego choreografa Ferenca Fehéra (30-31 lipca). Ich wspólny spektakl  „Freefall” jest odpowiedzią na kryzys wartości, niepokój i zagrożenia współczesnego świata – praca opowiada o podróży samochodem przez bezdroża Teksasu trójki bohaterów, którzy mają już tylko siebie. Odrzucając to, co przynosi im świat zewnętrzy spalają się we własnych relacjach, emocjach i wspólnych doświadczeniach.

„Wchodzimy w tę historię w połowie, bo gdy zaczyna się spektakl bohaterowie już są wyraźnie znużeni drogą – wygłupiają się na siedzeniach z nudów, potem przysypiają. (…) W miarę rozwoju spektaklu mają kilka „przystanków” w drodze, podczas których poznajemy ich bliżej – widzimy spory, miłość, próbę romansu, konflikty, okresy obrażania się. Wszystko choreograficznie pokazane jest w pętli oraz w scenach naprzemiennie bardzo dynamicznych i bardzo statycznych. Mimo tej sinusoidy „Freefall” jest niezwykle intensywnym spektaklem – pełnym skoków, podnoszeń, zaskakujących ruchowych rozwiązań, ciekawego przebiegu zdarzeń, wszystko okraszane było a to albo głośną elektroniczną muzyką, a to momentami ciszy. Fehér nie tylko w udany sposób zaprojektował tu ruch, ale też niemal w pełni wykorzystał możliwości trójki wykonawców budując spektakl oparty na technikach wywodzących się physical dance i floor work, nie ukrył przy tym naturalnych cech swoich tancerzy (np. rozwiewające się wciąż włosy nadały całości kompozycji dodatkowego waloru). Udało mu się przy tym stworzyć pracę, która nie jest rwana, tylko swobodnie płynie, widz może bez przeszkód uczestniczyć w wiecznej (jak się później okaże) podróży trójki osób, a nawet wyobrażać sobie, że jest ich kierowcą. Siedząc na widowni podczas „Freefall” kibicujemy bohaterom, śledzimy ich ucieczki od problemów i zagrożeń, próby dowartościowania się, wzajemne niezbyt poukładane relacje, aż do nagłego… końca życia” [fragment recenzji „Teksas może być wszędzie”, Strona Tańca – przyp. red.]. 

Źródło:

Materiał nadesłany
Strona Tańca
Link do źródła

Autor:

Sandra Wilk