21.11.2020, 12:06 Wersja do druku

Filozoficzne Święto Niepodległości

"niePODległość" wg Clive’a Staplesa Lewisa w reż. Doroty Drozd w Teatrze im. Andreasa Gryphiusa  w Głogowie (premiera na Facebooku). Pisze Adam Zawadzki z Nowej Siły Krytycznej.

fot. mat. organizatora

Wolność, wolna wola, demokracja, niepodległość... Do takich haseł odnosi się inscenizacja „niePODległość”, która pojawiła się na Facebooku z okazji święta 11 Listopada na profilu Miejskiego Ośrodka Kultury w Głogowie.

Miejscowy Teatr im. Andreasa Gryphiusa (amatorski zespół dla dorosłych) stworzył spektakl na podstawie „Listów starego diabła do młodego”. Powieść Clive’a Staplesa Lewisa łączy cechy satyry i eseju. Stary diabeł, Krętacz (Bartłomiej Adamczak), pisze do ucznia, Piołuna (Michał Wnuk), wskazuje mu ludzkie słabości (na przykład egoizm, próżność, dumę) i daje wskazówki, jak kusić człowieka.

Dorota Drozd (reżyserka, scenarzystka i aktorka w jednej osobie) uznała, że rozprawka z 1942 roku na temat zła i manipulowania człowiekiem ma się idealnie do sytuacji Polski pod zaborami, a odzyskanie niepodległości po stu dwudziestu trzech lat do pokonania diabła przez jednostkę (to postać pacjenta, który jest nękany przez Piołuna, ginie bohaterską śmiercią i trafia do raju – brakuje jej w spektaklu). Wybrała z prozy angielskiego pisarza wyrazy (na przykład śmiech, radość, paplanina, muzyka) i poddała dyskusji ich znaczenie, przydatność w życiu. Debatujący za stołem dochodzą do wniosku, iż większość z tych słów jest dziś zbędna na co dzień, ponadto są na tyle wyszukane, że może ich używać inteligencja (za którą diabły się uważają).

W "niePODległości" rozpatrywane są także zjawiska współczesne, na przykład komórkomania, która dotyka już nie tylko młodzież, ale także dorosłych. Wystarczy, że usłyszymy sygnał smsa i każdy sięga po telefon, nawet wtedy, kiedy powinniśmy kogoś słuchać, a przecież w ten sposób okazujemy mu lekceważenie.

Akcja rozgrywa się w dość małym pomieszczeniu, najprawdopodobniej w piwnicy. Gospodarzem jest Krętacz, do którego przychodzą przyjaciele. Jednym z nich jest Serwetnik (Tomasz Olczak), fajtłapa, któremu brakuje odwagi i kultury, choćby w zachowaniu savoir-vivre’u przy jedzeniu, ale jest oczytany. Swoboda rozmowy wynika także z suto zastawionego stołu: góry hamburgerów i frytek, tworzących hiperboliczną, nie do pochłonięcia porcję jedzenia są prawdziwe, alkohol „grają” soki.

W połowie przedstawienia, gdy postacie są po kilku głębszych i zaczyna się im plątać język, pojawiają się brzmienia techno trance. Na początku oświetlenie to łagodny fiolet, podkreślający mrok pomieszczenia, w trakcie konwersacji rozjaśnia się do naturalnej barwy światła. Gdy już wszyscy są upojeni alkoholem, wraca oświetlenie fioletowe, by po monologu Krętacza (wspomina, że diabły potrzebują człowieka nękanego przeszłością) pojawia się ostrzejsze światło czerwone.

Aktorzy nie przenoszą emocji postaci z jednej sytuacji do drugiej, nie nadużywają ekspresji (diabły mają się wszak za intelektualistów), poza finałem, gdy w tle brzmi Etiuda opus 10 nr 12 Fryderyka Chopina jako znak oswobodzenia. Świetnie sobie radzą nie tylko w nawiązywaniu kontaktu między sobą, ale także z widzem. Choć proces ten w internecie wygląda trochę inaczej niż w teatrze granym na żywo, lata rozmaitych doświadczeń w kulturze dały piękne rezultaty.

Oczekiwania były – pisząc kolokwialnie – wielkie. Na premierowej wizji zjawiło się ponad sto osób. Nie oglądaliśmy spektaklu na żywo, ale zmontowane nagranie. Mogliśmy pokusić się o edytowanie filmu, zmianę kompozycji barw czy nałożenie filtru. Widzowie social medium byli bardzo zadowoleni z efektu, co wyrażali w czasie rzeczywistym. Wśród komentujących pojawili się również aktorzy i producenci.

***
Adam Zawadzki – student pierwszego roku w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Głogowie, na kierunku Nowe Media; aktor epizodysta i freelancer.

Źródło:

Materiał własny

Autor:

Adam Zawadzki

Tematy w toku