05.08.2007 Wersja do druku

Festiwal Szekspirowski. Dzień drugi

"Król Lear" w znakomitej realizacji Dodina jest niezwykle, boleśnie wręcz aktualny. Każdy szczegół, jak cisza sceniczna, wykorzystana przez reżysera dla wzmocnienia nastroju, pojawia się w ściśle określonym celu. Po drugim dniu Festiwalu Szekspirowskiego pisze Łukasz Rudziński z Nowej Siły Krytycznej.

Po "Komedii Omyłek" przyszedł czas na "Króla Leara". To dzieło w tegorocznej edycji festiwalu ma charakter wyjątkowy, ponieważ interpretację mistrza Lwa Dodina będzie można skonfrontować z wizją innego wielkiego reżysera Roberto Ciullego. Pierwsze słowo należy do Lwa Dodina. Reżyser "Braci i sióstr" według prozy Abramowa, które utrzymują się na afiszach Małego Teatru Dramatycznego w Sankt Petersburgu nieprzerwanie od ponad dwudziestu lat, jeden z najwybitniejszych rosyjskich reżyserów, zaprezentował Leara portret własny. W "Królu Learze" Dodinowi nie chodzi o tragedię jednej postaci. Jego spektakl to tragedia wszystkich bohaterów, którzy pojawiają się na scenie. Nawet tak marginalna postać jak Oswald, staje się pełna odcieni, co każe się powstrzymać przed stawianiem jednoznacznych diagnoz. Przepis na wybitną sztukę wydaje się prosty, gdy ogląda się teatr Dodina. Wystarczy znaleźć świetnych aktorów, którzy są w stanie "wejść" w posta

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Łukasz Rudziński

Data:

05.08.2007

Tematy w toku

Festiwale