„Przypadkowa śmierć anarchisty” Dario Fo w reż. Michała Zadary w Teatrze Powszechnym im. Zygmunta Hübnera w Warszawie. Pisze Szymon Białobrzeski w Teatrze dla Wszystkich.
Ocena recenzenta/tki: (6/10) – niezły
Ranking poważanych zawodów przeprowadzony przez SW Research w 2025 roku plasuje policjanta na 26. miejscu. To wyżej niż księdza, posła czy dziennikarza, ale wciąż daleko od czołówki. Zbyt często w naszej historii policja stawała się narzędziem w rękach polityków, czego symbolem są pałki i gaz łzawiący.
Dlatego „Przypadkowa śmierć anarchisty” jest historią, która bardzo dobrze wpisuje się w nastroje społeczne. Choć sprawa wyrzucenia przez okno niesłusznie oskarżonej aktywistki nie jest oparta na wydarzeniach z polskiego podwórka, stanowi uniwersalny przykład systemowej opresji. Pozostaje pytanie – czy Michał Zadara umiejętnie to wykorzystuje?
Nie do końca. To festiwal ostentacyjnego wyśmiewania ludzkiej głupoty. Czy działa? Owszem – trudno nie czuć się lepszym od dużych chłopców bawiących się na naszych oczach granatnikiem, bombą czy, co gorsza, ludzkim życiem. „Przypadkowa śmierć anarchisty” funkcjonuje jako sprawna farsa, ale niekoniecznie jako komediowa interwencja. Na interwencyjność jest zbyt powierzchowna, co tylko podkreślają gagi polityczne pokroju zniszczenia zdjęcia z wizerunkiem prezydenta Karola Nawrockiego czy bardzo karykaturalny obraz policjantów. Brakuje momentu przełamania, w którym widz zobaczyłby, że przemoc jest realna, a jednocześnie niezwykle ironiczna. Polskie piekiełko zbyt często sprowadza się do słownych czy wizualnych nawiązań, które nie niosą ze sobą większej wartości – to trochę jak przeglądanie rolek na Make Life Harder.
Nie zmienia to faktu, że farsa przedstawiona przez Zadarę bawi. Widzę tu wiele podobieństw do „Snu nocy letniej” w jego reżyserii (mimo znaczącej różnicy tonalnej). Reżyser ma niezwykłe wyczucie tempa. Akcję napędzają sprawne gagi, oparte zresztą na drobnych interakcjach z rekwizytami – najlepszym przykładem jest segment z szukaniem szklanego oka. Nie brakuje też sprytnych gier słownych, szczególnie ze strony Wariatki, znakomicie zagranej przez Barbarę Wysocką. Aktorka cudownie bawi się ekspresją postaci, które wymyśla jej bohaterka. Szczególnie zachwyca w roli prokuratorki – to jej najbliżej do ironicznego dyskomfortu, którego zabrakło całości. Jako jedyna przypomina, że zmarła anarchistka była żywym człowiekiem, a nie tylko atramentem brudzącym akta. Aktorzy grający policjantów nie mają praktycznie żadnych momentów przełamania, ale dobrze wypełniają komediowe zadania.
Moje główne zarzuty wobec „Przypadkowej śmierci anarchisty” nie dotyczą więc tego, co spektakl robi, ale tego, czego nie robi. Oddaje charakter Daria Fo, a nawet próbuje przekładać go na polskie realia, lecz nie przełamuje konwencji. To udana farsa, ale średnio udana interwencja. Nie wskazuje przyczyn, rzadko wzbudza empatię, natomiast sprawnie stereotypizuje, co – owszem – może bawić.