Logo
Recenzje

Dziewczyny z Abu-Dhabi

17.06.2026, 12:08 Wersja do druku

Dziewczyny z Abu-Dhabi Alfreda Kawuli w reż. Łukasza Czuja w Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy. Pisze Jarosław Ciszek na stronie kulturalnykonferansjer.pl.

fot. Piotr Krzyżanowski

Srogim rozczarowaniem mogę określić "Dziewczyny z Abu-Dhabi" - najnowszy spektakl Teatru im. Modrzejewskiej w Legnicy w reżyserii Łukasza Czuja. A przecież uwielbiam spektakle śmieszno-smutne i mieszanie konwencji. Co więc w tej 3,5-godzinnej smutnej komedii nie zagrało?

Miałem pewne obawy już wówczas, gdy przed spektaklem sięgnąłem do jego programu, w którym autor tekstu, Alfred Kawula, tłumaczył na czym polega humor jego dzieła. Pozwólcie Państwo zacytować kilka zdań (cały program jest dostępny na stronie Teatru): "To sztuka która jest w pierwszym wrażeniu skierowana do trochę innej widowni niż głombowsko-legnicka (to nawiązanie do poprzedniego, wieloletniego dyrektora legnickiego teatru, Jacka Głomba - przypis J.C.). Ma przyciągnąć publiczność wychowaną na stand-upach, kabaretach, sitcomach". I dalej czytamy tak: "Niegrzeczna, burząca stereotypy odbioru, z dyskusyjnym poczuciem humoru, bo teatr w Polsce stał się teatrem bezpiecznym, politycznie poprawnym, nie testuje ryzyka, przekonuje przekonanych". A to jeszcze nie koniec, clou zaczyna się dalej: "W Dziewczynach z Abu-Dhabi miksujemy komedię typów, która używa niezmiennych modeli i figur społecznych (śmiejemy się, bo ktoś zachował się dokładnie tak, jak myśleliśmy), z komedią charakterów, która śmieje się z indywidualnych psychik i zachowań (komizm wynika z nieprzewidywalnych reakcji postaci). (...) Dziewczyny z Abu-Dhabi to komedia mieszana (typów i charakterów) z elementami stand-upu i satyry obyczajowej, zbudowana na fundamencie z farsy. Można też powiedzieć, że to komedia postmodernistyczna, bo wypróbowuje wszystkie rodzaje śmiechu, a na koniec okazuje się, że wcale nie była komedią. (...) Komizm komedii polega na manipulowaniu stereotypami. Uprzedzeniami. Niewiedzą. Mylnymi wyobrażeniami. Komedia dokonuje wrogiego przejęcia obiegowego sądu i wykorzystuje go przeciwko tym, którzy go nadużywają. W komedii stereotyp ma śmieszyć, a nie ranić. To śmiech obronny, dający ulgę, wytrącający broń z ręki stereotypom życia codziennego".

To trochę jak z żartem, który kogoś nie bawi - im dłużej go tłumaczymy, bronimy, dopowiadamy, tym jest gorzej i głupiej. Wyglądamy jak ten biedny, sfrustrowany Piotr Fronczewski w skeczu o studencie, który miał na imię Awas. Humor ma po prostu bawić i albo będzie do kogoś trafiał, albo nie. Tłumaczeniem tego spektaklowego "dyskusyjnego poczucia humoru" czuję się mocno zażenowany. Zażenowany czułem się też wielokrotnie na widowni. Podam reprezentatywny przykład żartu:

"- Co pani robiła w Polsce?
- Przeważnie kupę."

Nie jestem przeciwko komedii, nawet grubej. Doskonale rozumiem też, że jeśli coś nie bawi mnie, wcale nie znaczy, że nie jest śmieszne dla innego. Ale jednak mam wrażenie, że nie tędy droga i wielokrotnie przekroczono pewną granicę, osuwającą spektakl w odmęty drętwego humoru wielu współczesnych, polskich kabaretów - tych stereotypowo złych i bazujących jedynie na przesadzie.

Zakładam, że głupkowaty humor miał być mocną przeciwwagą do poważnych tematów i mrocznych point. Bo spektakl opowiada o tytułowej grupie dziewczyn, które wyjeżdżają do odległych krajów by zarobić upragnione pieniądze, wielkie pieniądze, spełnianiem zachcianek arabskich szejków. Mamy wśród nich m.in. stereotypową niezbyt elokwentną dziewczynę, mamy panią piszącą doktorat, mamy matkę odbierającą co rusz telefony od synka. Oraz - bo przecież żart kabaretowy często idzie w tę stronę (z równym - mam wrażenie - powodzeniem) - polityczkę o subtelnie aluzyjnym nazwisku Barbara Mydło (a czasem nawet Barabara Mydło) i jej syna księdza, którego dla ratowania wizerunku musiała wywieźć z kraju. Ksiądz ma dziecko i serię rozwiązłych przygód w Dąbrowie Górniczej, bo przecież samo wspomnienie tej nazwy w kontekście kapłańskim wywołuje salwy śmiechu (tu akurat rzeczywiście ludzie na widowni się śmiali, bo w wielu momentach spektaklu po żarcie następowała znacząca cisza). A najgorsze jest w tym wszystkim rozciągnięcie tej historii rodem ze skeczu na trzy i pół godziny (z jedną przerwą).

Czy zdarzają się momenty lepsze? Tak. Te poważniejsze sceny niosą ładunek emocjonalny. Dobrze wypada wątek Teresy Orlowsky (Anita Poddębniak), o której chętnie obejrzałbym cały spektakl. Ma ona w swoim monologu niestety za dużo żenujących żartów (te o koniach, ta fotka episkopatu...), ale autentyczność postaci sprawia, że jej wątek wydał mi się ciekawy, choć wrzucony w spektakl mocno od czapy. Im dalej, tym lepiej wypada też historia męża i córki, szukających matki, która wyjechała do Arabii (nawet humor z dziewczyną przebraną za chłopaka mnie tutaj rozbawił za sprawą świetnej Zofii Bąk. Ale i Paweł Wolak wypadł w swojej roli dość dobrze). W swoich rolach zwrócili na siebie uwagę Jakub Stefaniak, potrafiący wyróżnić się nawet z bezbarwnego męskiego tłumu (znakomita scena z pływaniem) oraz Paweł Palcat, a także Anna Sienicka i Ewa Galusińska (zwłaszcza w swoich finałowych scenach). Generalnie trudno tu mieć pretensję do aktorów (w spektaklu grają także Aleksandra Listwan, Magda Skiba, Gabriela Fabian, Magda Biegańska, Katarzyna Dworak, Arkadiusz Jaskot, Zuza Motorniuk, Małgorzata Urbańska, Łukasz Kucharzewski, Mateusz Krzyk, Bartosz Bulanda, Maciej Rabski, Mariusz Sikorski), którzy dostali wątpliwej jakości materiał oraz których starano się przerobić na postaci z kabaretu lub obyczajowego serialu. Wygrywali ci, którzy mogli pokazać coś więcej. Nie mogę - niestety - nie wspomnieć o początkowej sekwencji muzycznej, która była jedną z najgorzej i najbardziej nierówno zaśpiewanych, jakie zdarzyło mi się w teatrze usłyszeć.

Na pochwałę zasługuje dobra scenografia zaprojektowana przez Agatę Stanulę i kilka choreograficznych pomysłów Jarosława Stańka. To jednak zdecydowanie za mało na blisko cztery godziny nieśmiesznej komedii, aspirującej nie tylko do wyśmiania, ale i do powiedzenia jakiejś prawdy o współczesnym świecie. Czy to spektakl odważny? Nie sądzę. Przełomowy? W żadnym razie. Nowatorsko łączący to, co śmieszne, z powagą czy wręcz tragedią? Niestety nie! Mam wrażenie, że na rzecz kabaretowych żartów zmarnowano potencjał powiedzenia czegoś ciekawego o współczesności. Z buńczucznych zapowiedzi z programu o burzeniu stereotypów odbioru i teatrze, który nie chce być bezpieczny i politycznie poprawny zostało tylko "dyskusyjne poczucie humoru", bo śmianie się z prostych ludzi, polityków, księży czy Donalda Trumpa nie wydaje się ani odkrywcze, ani szczególnie ryzykowne. Niestety zmarnowano aktorski potencjał grupy oraz sporo czasu.

Ocena spektaklu: ⭐⭐⭐⭐/10

Tytuł oryginalny

Dziewczyny z Abu-Dhabi

Źródło:

kulturalnykonferansjer.pl
Link do źródła

Autor:

Jarosław Ciszek

Data publikacji oryginału:

03.06.2026

Sprawdź także