- Moim marzeniem zawsze było, żeby śpiewać. W szkole teatralnej na śpiew miałam mniej czasu, później okazało się, że mogę do tego wrócić i wszystko, co do tej pory zrobiłam w teatrze, miało związek z muzyką - mówi ANNA CZARTORYSKA.
Media przypięły jej już dwie łatki: "księżniczka" i "narzeczona Adamczyka". Ale Anna Czartoryska zbywa to uroczym uśmiechem. Pracuje, szuka dla siebie nowych ról. Na Novej Scenie w Romie wystąpi w monodramie "Morfina". Monodram to dla młodej aktorki niemałe wyzwanie - trudna, niebezpieczna forma. - Zdaję sobie z tego sprawę. Wiem, że odpowiedzialność jest ogromna. Pomysł na ten spektakl był na początku nieco skromniejszy. Zaczęliśmy od piosenek. Na spotkanie z reżyserem Waldemarem Raźniakiem przyniosłam teksty Agnieszki Osieckiej i Jonasza Kofty, które łączy motyw nocy. Dopiero wtedy Waldek dał mi do przeczytania pamiętniki Jeleny Bułhakowej, które sam przetłumaczył. Okazało się, że te dwa tematy pięknie się łączą. Piosenki stały się komentarzem do tekstu, tekst komentarzem do piosenek. Nie mieliśmy żadnego kłopotu, aby ten materiał scalić. To było naturalne. A jak pracowaliście nad portretem Jeleny Bułhakowej? Jaką kobiet�