EN
17.01.2022, 13:49 Wersja do druku

Dwie odsłony jednoaktówki

„Wieczór z Mrożkiem według jednoaktówek Sławomira Mrożka (Na pełnym morzu i Strip-Tease)” w reż. Jacka Malinowskiego w BiałostockimTeatrze Lalek. Pisze Beata Popczyk-Szczęsna, członkini Komisji Artystycznej VII Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa”.

Teatry nieczęsto grają dziś Mrożka. Sztuki autora Tanga – wielosłowne, złożone z długich fragmentów konwersacyjnych, dramaty bohaterów rozgrywające się w języku – nie wzbudzają szczególnego zainteresowania wśród współczesnych twórców teatralnych. Właśnie ze względu na ten żywioł mowy, dyskursywny i retoryczny wymiar dialogów, sofistykę w dowodzeniu, napięcia w potyczkach słownych postaci. Pewną nieufność z dzisiejszej perspektywy wzbudzać może również modelowość sytuacji dramatycznych, w jakich Mrożek umieszczał swych bohaterów, eksponując ich stereotypy mentalne i instynkt samozachowawczy, a także dowcipy i aluzje, mające swe odniesienia do społeczno-politycznego status quo Polski komunistycznej. Tymczasem dzisiaj, a piszę to z pełną świadomością uogólnienia, w teatrze dominuje konkret – cielesny i emocjonalny wymiar doświadczeń jednostkowych czy zbiorowych, uobecnionych innymi zgoła środkami niż rozbudowane partie dialogowe bohaterów, doświadczeń reprezentowanych w splocie materialności sceny i wielu medialnych zapośredniczeń. Nie znaczy to oczywiście, że dramaty Mrożka zupełnie zniknęły z repertuarów teatralnych. Od czasu do czasu, dość cyklicznie, pojawia się na scenie słynne Tango (ostatnia premiera w 2019 roku, w Teatrze im. Witolda Gombrowicza w Gdyni w reżyserii Krzysztofa Babickiego, który połączył Tango z jednoaktówką Na pełnym morzu); całkiem niedawno, w czerwcu 2021 roku, przypominano Vatzlava (Teatr Klasyki Polskiej w Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie, reżyseria – Jarosław Gajewski), zdarzają się również powroty czy raczej odkrycia sztuk zapomnianych (przykładem może być Śmierć porucznika, zrealizowana w 2020 roku jako spektakl dyplomowy studentów IV roku białostockiej Akademii Teatralnej w reżyserii Bernardy Bieleni). Każda taka inscenizacja prowokuje pytanie: co można dziś powiedzieć sztukami Mrożka?... I w jaki sposób przekaz powstały z pracy nad okrągłymi frazami i „gładką” formą sztuk tego autora, współbrzmi z oczekiwaniami publiczności?...

fot. Krzysztof Bieliński

W obecnej sytuacji repertuarowej, gdy sztuki Sławomira Mrożka nie cieszą się zbytnim powodzeniem u reżyserów teatralnych, realizacja wczesnych jednoaktówek tego autora wydaje się być pomysłem zarówno ciekawym, jak i ryzykownym. Wyzwanie dla twórców scenicznych tkwi w samej strukturze tych sztuk, dopiętych do granic, zaprogramowanych tak precyzyjnie, że trudno wyobrazić sobie jakieś zaskakujące warianty inscenizacyjne bez naruszania całości tekstowego mechanizmu Mrożka. Takie wyzwanie podjął Jacek Malinowski, który wyreżyserował w Białostockim Teatrze Lalekdwie jednoaktówki – Na pełnym morzu i Strip-Tease.

Na pełnym morzu i Strip-Tease połączone zostały w jeden spektakl zatytułowany Wieczór z Mrożkiem (premiera: 30 maja 2021). Tytuł przedstawienia tyleż oczywisty, co zapowiadający, przynajmniej w moim skojarzeniu, teatralną miniaturę o charakterze ludycznym, wieczorną rozrywkę dla widzów, gwarantowaną nazwiskiem autora rozpoznawalnego dziś nie tyle z powodu znajomości jego utworów, co ze względu na utrwalone w społecznym obiegu przekonania o prześmiewczym charakterze tej twórczości. Moje początkowe intuicje poniekąd się sprawdziły – w obu jednoaktówkach, pomimo zasadniczych różnic obsadowych i stylistycznych, ewidentnym założeniem inscenizacyjnym był komediowy walor widowiska. Choć dodać trzeba, że uzyskany dzięki różnym odmianom komizmu. I tak na przykład w pierwszej części przedstawienia, w jednoaktówce Na pełnym morzu, dominował żywioł farsy. Strip-Tease z kolei przygotowany został w mniej jednoznacznej tonacji – wykorzystano tu zarówno pomysły rodem z teatru absurdu, jak i konwencje typowe dla widowiska grozy. Nie brakło też rozwiązań plastyczno-wizualnych przypominających widzom, że realizacja sztuk Mrożka ma miejsce w znanym ośrodku lalkarskim, czyli w Białostockim Teatrze Lalek. 

Na pełnym morzu rozgrywa się z pełną gamą chwytów komicznych i jawnoteatralnych. Bohaterowie jednoaktówki Mrożka, czyli Gruby, Średni i Mały, usytuowani zostali na ruchomym podeście imitującym tratwę; w scenie z Listonoszem, który dostarcza depeszę Małemu, nie brakło strug wody, a Lokaj – majordomus w dawnym stylu – przybył na tratwę na desce z kółkami. Zamaszyste gesty aktorów, ich ruch sceniczny i sposób podania frazy nie pozostawiały wątpliwości, że pierwsza odsłona przedstawienia to wariant farsowy – ze sporą ilością gagów scenicznych i z karykaturalnym wizerunkiem postaci. 

Od początku akcji rozkład sił jest ustalony, niezmienny: Dwa do Jednego. Tym samym w trylogu dramatycznym, gdzie dwaj bohaterowie jednoczą się przeciw trzeciemu, nie ma miejsca na żadne negocjacje i zmiany; od razu wiadomo, kto będzie ofiarą. Dominujący Gruby – w tej roli Ryszard Doliński, który swą posturą i tubalnym głosem dobitnie wyznacza hierarchię postaci – od początku zdarzeń ustala reguły gry, określa pozycje swych kompanów, dobiera sobie sojusznika, czyli Średniego. Dzieje się tak niezależnie od starań i strategii retorycznej Małego, który w wykonaniu Pawła Sławomira Szymańskiego wydaje się nawet dość sprytnym osobnikiem – jednak nadaremnie, bo na dłuższą metę nie jest w stanie przeciwstawić się przemocy fizycznej i werbalnej Grubego. Klarowny, niezmienny układ sił między postaciami, w połączeniu z konwencją gry aktorskiej, powoduje, że nie ma w tym przedstawieniu stopniowania sytuacji osaczenia, a typowe dla jednoaktówki fatalistycznej zbliżanie się momentu katastrofy jest raczej konwencją niż realnym zagrożeniem, którego atmosferę mogliby odczuć widzowie przy innym rozkładzie środków wyrazu. Tonacja prześmiewcza i rozrywkowa trwa od początku do końca sztuki, a pointą takiego przebiegu spektaklu, swoistym „mrugnięciem oka do widza”, jest wielka ręka, która zawisła nad Małym, gotowym do przyjęcia roli ofiary – na palcach tej ręki zawieszone zostały trzy antycovidowe maseczki.

Strip-Tease poprowadzony został w nieco innym rytmie, zdecydowanie wolniej na początku, co nie znaczy, że nierytmicznie i z przedłużeniami. W przypadku tej drugiej jednoaktówki wyraźnie widać proces podporządkowywania się bohaterów okolicznościom, które przerosły nie tylko ich oczekiwania, ale również najśmielsze wyobrażenia. Pan I i Pan II, choć podobni strojem, różnią się zasadniczo zarówno sylwetką, jak i usposobieniem. Aktorzy zadbali o skontrastowanie postaw swych bohaterów, osaczonych i coraz bardziej instrumentalizowanych. Michał Jarmoszuk w roli Pana I, szczupły i giętki, prezentuje postawę teoretyka/racjonalisty, który za wszelką cenę pragnie oswoić słowem niekorzystny rozwój sytuacji, upatrując w takiej strategii szansę na przetrwanie. Krzysztof Bitdorf z kolei, o zupełnie innej fizjonomii i sylwetce, kreuje Pana II jako okrągłego i niezwykle ruchliwego nerwusa/działacza, który nie może trwać bezczynnie, i nieopatrznymi gestami skutecznie napędza mechanizm frustracji i agresji, jaki połączył dwóch obcych sobie mężczyzn, zamkniętych w małej przestrzeni, skazanych na destrukcyjne działania Ręki. 

fot. Krzysztof Bieliński

Atmosfera narastającego zagrożenia kreowana jest w jednoaktówce nie tylko poprzez zmieniającą się relację interpersonalną, widoczną w grze aktorów, ale również dzięki jazzowej muzyce Marcina Nagnajewicza oraz efektom wizualno-akustycznym: kilkukrotnie w szybkim tempie przetacza się przez scenę mały automacik z czerwonymi światełkami, niczym zapowiedź egzekucji, zagrażającej bohaterom. Pełną wersją tej niebezpiecznej zabawki będzie metalowa kończyna z czerwonymi odblaskami, która w finale spektaklu pojawia się z lewej strony sceny, a przypomina swą strukturą zarówno dłoń cyborga, jak i momenty akcji horroru Koszmar z ulicy Wiązów. Nadmienić trzeba, że wcześniej dyscyplinuje bohaterów zupełnie inna Ręka: to duża, ruchoma imitacja ludzkiej kończyny w rękawiczce, pojawiająca się cyklicznie z prawej strony sceny. Precyzyjna automatyka tej Ręki, a zwłaszcza ruchy palców, nakazujące stosowne zachowania upodrzędnionych postaci, przyciągają wzrok ze względu na widowiskowość i plastyczność rekwizytu. To dobitny sygnał miejsca inscenizacji jednoaktówek Mrożka, które jako modelowe miniatury dramatyczne sprawdzić się mogą świetnie na scenach teatrów lalkowych. 

Zakończenie sztuki – w ostatniej scenie bohaterowie miotają się w workach na głowie, a za nimi ukazuje się „mechaniczny smok” – nie jest tak prześmiewcze jak finał Na pełnym morzu. Pastiszowy wymiar inscenizacji drugiej jednoaktówki i nawiązania popkulturowe, obecne głównie w chwytach scenograficznych, powodują jednak, że Strip-Tease nie odbiega zasadniczo od pierwszej części spektaklu, więcej w nim tonacji komicznej niż absurdalnej. 

Obie sztuki wyreżyserowane przez Jacka Malinowskiego ułożyły się zatem w pogodny Wieczór z Mrożkiem, który spędzić można w towarzyskiej atmosferze w Białostockim Teatrze Lalek. Nie jest to propozycja teatralna w stylu śmiałej reinterpretacji sztuk autora Tanga. Jednoaktówki Mrożka w tej wersji scenicznej są raczej przykładem standardowego repertuaru klasycznego, który aktualizuje się w kolejnej realizacji jako dobry przykład rozrywki dla widza, bez szczególnego uruchomienia napięcia w odbiorze sztuki czy refleksyjności. 

Wieczór z Mrożkiem według jednoaktówek Sławomira Mrożka (Na pełnym morzu i Strip-Tease), reż. Jacek Malinowski, BiałostockiTeatr Lalek, prem. 19 grudnia 2020.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne