Logo
Recenzje

Dwa spektakle Marty Streker

8.10.2026, 11:15 Wersja do druku

„Gospodarstwo zwierząt. Opowieść” i „Folwark zwierzęcy” wg George'a Orwella w reż. Marty Streker w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Pisze Jarosław Ciszek na swoim blogu.

fot. mat. teatru

To dość oryginalny pomysł, by w tym samym czasie i w tym samym teatrze powstały dwie inscenizacje tej samej książki, robione przez tę samą reżyserkę z (niemal) tą samą obsadą. Co je różni? Adresat. Jedna bowiem skierowana jest do dzieci, druga - do dorosłych. Chodzi o "Gospodarstwo zwierząt" oraz "Folwark zwierzęcy", które w Teatrze Polskim we Wrocławiu (scena na Świebodzkim) wyreżyserowała Marta Streker.

Adaptację i dramaturgię kultowej powieści Georga Orwella o buncie zwierząt na farmie przygotował Piotr Froń. Znana nam historia zostaje w obu wersjach mocno skrócona i ograniczona - nie ma kolejnych świńskich zmian przykazań (dyskutuje się właściwie jedynie o "żadne zwierzę nie zabije innego... bez powodu"), a zwierzęta ograniczono do świń (Napoleon i Kwik oraz wspominany Major; zrezygnowano nawet z Piguły), osła Beniamina oraz koni (Koniczyna i Bokser).

Spodziewałem się większej różnicy w tekstach i zdziwiło mnie, że wersja dla dzieci dość obficie cytuje wprost Orwella. Właściwie spektakl dla dzieci zostaje jedynie wyczyszczony z przekleństw (jest ich w wersji dla dorosłych zdecydowanie za dużo) i kilku mocniejszych akcentów, jak pogrzeb Majora czy wywiezienie Boksera. Posłużono się w nim także maskotkami - poza tymi, które trzymają aktorzy, a które wyobrażają odtwarzane postacie, jest ich jeszcze na scenie całe mnóstwo. Problem jest ze stosunkiem do nich - o ile to, że są deptane i rzucane przez świnie jest zrozumiałe, to rzucanie nimi w ludzi przez pozostałe zwierzęta mocno dysonowało mi z sensem tekstu (co ciekawe w serii pospektaklowych pytań do aktorów zwróciła na to uwagę jedna dziewczynka. Wyjaśnienie, że miało to pokazywać rzucanie się zwierząt na oprawców, nie przekonało mnie za bardzo). Znakomitym pomysłem za to było rośnięcie świńskich maskotek oraz pozbywanie się kolejnych zwierząt przez wrzucanie ich do plastikowego kontenera na odpady. Te dwa rozwiązania dobrze pokazują, jak za pomocą prostych, niemal dziecięcych, środków można opowiedzieć o mechanizmach władzy, przemocy i eliminowania niewygodnych przeciwników.

Wydaje mi się, że młodzi widzowie "Gospodarstwa zwierząt" (spektakl przeznaczono dla widzów 7+) poradzili sobie z odczytaniem spektaklowego przesłania. Nawet jeśli władza i rewolucja są dla nich pojęciami abstrakcyjnymi, to już kłamstwo czy zło ubrane w pozór dobra przemawiają do dziecięcej wyobraźni. To jednak dość mroczna i wymagająca historia (nawet jeśli zwierzętom finalnie udaje się wygnać świnie i żyć długo i szczęśliwie), która wymaga przygotowania młodych widzów i rozmowy na temat tego, co zobaczyli, ale zawsze dobrze, jeśli teatr staje się do niej przyczynkiem. Mógłbym jeszcze przyczepić się, że choć tytuł wersji dla dzieci to "Gospodarstwa zwierząt", w tekście konsekwentnie używa się określenia "folwark".

Używa się, bo, jak wspomniałem, tekst obu spektakli różni się niewiele (ciekaw jestem, czy nie zdarzy się kiedyś aktorom zaserwować dzieciom z rozpędu jakiegoś sążnistego przekleństwa), choć oczywiście wersja zatytułowana "Folwark zwierzęcy" jest dużo mocniejsza i bardziej mroczna. Jasne, nieco inaczej rozłożone są akcenty, ale twierdzenie, że to zupełnie różne spektakle, jest nieco na wyrost.

Co ciekawe, choć zwykle to tragedia Boksera wysuwa się na pierwszy plan, tutaj najważniejszą postacią okazuje się Beniamin. To ciekawe przesunięcie akcentu: zamiast skupiać się przede wszystkim na ofierze systemu, przedstawienie każe przyjrzeć się temu, który od początku widzi jego mechanizmy, ale zbyt długo pozostaje bezczynny i może tylko zadawać pytania, ostrzegać, kwestionować. Gra tę postać absolutnie znakomita Agata Obłąkowska-Mazurkiewicz. Jej finałowa mowa naprawdę potrafi ścisnąć gardło.

Boksera, chcącego pracować wciąż ciężej, kreuje udanie Edwin Petrykat. Znakomicie groźna, pomysłowa i nieco szalona jest Anna Haba jako Napoleon. Zwłaszcza w wersji dla dorosłych wrażenie robi jej słodkie przymilanie się na początku, a potem zapowiedź egzekucji. Kwika, który staje się głosem, ale i zbrojnym ramieniem rewolucji, gra znakomity Krzysztof Brzazgoń. Bardzo podobał mi się moment, gdy rozsiada się na spektaklowej karuzeli kręconej przez pozostałe zwierzęta. Jedyną postacią graną przez różne osoby jest Koniczyna, w którą wcielają się Teresa Sawicka ("Folwark...") oraz Jolanta Zalewska ("Gospodarstwo..."). W spektaklu pojawiają się jeszcze nic nie mówiące ludzkie postaci (w ciekawych maskach w wersji dla dzieci) oraz głos z offu (niepotrzebnie modulowany w wersji wieczornej).

Scenografia do obu spektakli, a także kostiumy to dzieło Katarzyny Leks. Jest prosto: ekran, na którym wyświetlają się napisy (głównie nazwy miesięcy podkreślające upływ czasu), drzwi, kawałek eleganckiego salonu i karuzela - wymowny symbol syzyfowej pracy. W wersji wieczornej wrażenie robiły też zmieniające się kostiumy - świńskie futra i podarta po ataku psów suknia Koniczyny. Za reżyserię światła i wizualizacje odpowiada Artur Sienicki, a muzykę, z pogodnym hymnem animalizmu, skomponował Maciej Zakrzewski.

"Jak ktoś za bardzo chce rządzić innymi, to zaskakująco często zaczyna przypominać świnie" - powiedziała po spektaklu dla dzieci jedna z aktorek. I to bardzo mądra pointa, dowodząca nieustającej aktualności dzieła Orwella i potrzeby wracania do niego. Jedno z dzieci zapytało też: "Czemu nikt nie słuchał osiołka?". No właśnie - czemu nie umiemy słuchać tych, którzy ostrzegają nas przed tyranią i zwykłą głupotą rządzących? Może dlatego, że znacznie łatwiej zachwycić się obietnicą zmiany niż posłuchać tego, kto od początku ostrzega, dokąd ta zmiana może prowadzić.

Ocena spektaklu: ⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐/10

Źródło:

kulturalnykonferansjer.pl/blog
Link do źródła

Autor:

Jarosław Ciszek

Data publikacji oryginału:

08.10.2026

Sprawdź także