„Zmierzch bogów” wg scenar. Luchino Viscontiego w adapt. i reż. Waldemara Raźniaka w Teatrze Polskim im. Hieronima Konieczki w Bydgoszczy. Pisze Anita Nowak.
W okresie międzywojnia nad Bydgoszczą unosiły się jeszcze pruskie klimaty czasu zaborów. Stąd m. in. nazywano ją Małym Berlinem. Wpływ na to miała i architektura. Dlatego usytuowane w dawnej Hali Pomp Muzeum Wodociągów twórcy spektaklu „Zmierzch bogów” uznali za idealne miejsce dla rozgrywania tam akcji przedstawienia. O lepszy entourage w pobliżu byłoby trudno. Można nawet powiedzieć, że przedłużający się remont dużej sceny Teatru Polskiego tej akurat inscenizacji wyszedł na dobre. Eklektyczny styl mocno nacechowany elementami neogotyckimi doskonale przywołuje atmosferę wytwornych wnętrz rezydencji bogatej niemieckiej burżuazji.
Sięgnięcie po scenariusz filmu Luchino Viscontiego właśnie na bydgoskim gruncie koresponduje w dużym stopniu z historią ostatnich przedstawicieli rodu von Alvenslebenów od stuleci rezydujących w podbydgoskim Ostromecku, również kolaborującego z hitlerowcami.
Chociaż scenariusz „Zmierzchu bogów” w dominującej części oparty jest na dziejach słynnej rodziny Kruppów, potentatów niemieckiego przemysłu zbrojeniowego, w spektaklu odnaleźć można też wiele odniesień do tragedii antycznych, jak choćby sofoklesowego „Króla Edypa” czy słynnych dramatów Szekspira - „Makbet”, „Hamlet”.
Podobnie jak film Viscontiego, tak i inscenizacja Waldemara Raźniaka to rzecz niesłychanie głęboka, tak pod względem bardzo dziś aktualnego tła socjologicznego, jak i psychologicznych zagrożeń czyhających na uwikłanego w niezdrową sytuację polityczną człowieka.
Scenografka Barbara Guzik doskonale wykorzystała elementy architektoniczne wnętrza pod kątem wielowymiarowego rozlokowania miejsc akcji, ale też bardzo ciekawie i pomysłowo ubrała poszczególne postaci, dostosowując kostiumy do akcentowania ich osobowości i obnażania cech charakterów. Oprawę plastyczną, wsparła znacząco rewelacyjna reżyseria świateł, Ady Bystrzyckiej, podkreślając barwą i natężeniem koloru wymowę poszczególnych scen i nastroje bohaterów.
Idealnie dopasowuje się też do całości warstwa brzmieniowa spektaklu. Muzyka Karola Nepelskiego doskonale buduje klimat rozgrywających się na scenie rodzinnych dramatów i tragedii. A nawet niczym partytura, kieruje emocjami bohaterów; zdaje się dyktować im ruch sceniczny i gesty. W scenach orgiastycznych tańców jest doskonale zsynchronizowana z choreografią Oskara Malinowskiego, choć tu układy dla poszczególnych osób są odmienne, niski, pulsujący dźwięk utrzymuje je w tym samym rytmie.
Ciekawym akcentem spektaklu jest też wokal zaproszonych do inscenizacji śpiewających pięknie brzmiącymi barytonami studentów Akademii Muzycznej Bruno Maciejewskiego i Oskara Ruppela, wcielających się też w kilka epizodów, m. in. w kamerdynerów rodziny Essenbecków.
Spektakl aż kipi od doskonałego aktorstwa. Marian Jaskulski w roli Joachima Essenbecka zgodnie ze scenariuszem gra postać etycznego przemysłowca odżegnującego się od produkcji broni, grą wyraźnie daje do zrozumienia dlaczego jego bohater nie ma szans na przeżycie w chorej sytuacji politycznej przedwojennych Niemiec.
Do uczciwych przedstawicieli rodziny należą też kończący tragicznie Elisabeth i Hubert Thallmanowie. Michalina Rodak i Marcin Zawodziński tworzą tu bardzo ciekawe i wiarygodne postaci. Ona zachwyca nie tylko urodą, ale i arystokratyczną klasą, jaką bardzo wiarygodnie obdarza swą bohaterkę; on wstrząsająco gra rozpacz ojca i męża, któremu podstępnie zniszczono rodzinę.
Przeciwieństwem Elisabeth jest Sofia von Essenbeck kreowana tu przez Kamilę Baar. Aktorka w ciekawy sposób odsłania nam kolejne twarze swojej bohaterki-przykładnej matki, dystyngowanej damy, spod której dość szybko wypełza wyuzdana erotomanka, pazerna oszustka okradająca z majątku własnego syna, wreszcie obłąkana kobieta zmuszona do połknięcia trucizny przez jedynaka.
Kamila Baar w każdej z wersji swojej postaci używa innych środków aktorskich. Ale prawdziwym majstersztykiem jest subtelne przenikanie z jednej w drugą. Najwspanialsze są jej sceny z brawurowo wcielającym się w postać Martina Michałem Surówką.
Wspaniale prezentują się też w spektaklu Jerzy Pożarowski jako Konstantin von Essenbeck i Paweł L. Gilewski jako Aschenbach. Przerażający wręcz w dopisanym do scenariusza przemówieniu Goebbelsa, które 1 grudnia 1939 roku, wygłosił w Bydgoszczy. Bardzo kojarzącym się z naszą aktualną rzeczywistością.