01.06.2006 Wersja do druku

Dresiarze Słowackiego, klubowicze Wyspiańskiego

Co łączy feministki, gejów, kasjerki z Biedronki i bezdomnych z przejścia podziemnego? Wszyscy są bohaterami polskiego teatru politycznego - pisze Aneta Kyzioł w Polityce.

W 1989 r. reżyserzy teatralni z ulgą zrzucili płaszcz Konrada, sprawy bieżące zostawiając wybranym w demokratycznych wyborach władzom, a ich komentowanie wolnym mediom. Umarł teatr polityczny. Dziś, piętnaście lat później, wraca w odświeżonej postaci. Teatr polityczny oznacza dziś przede wszystkim teatr społecznie zaangażowany. Wrażliwy na problemy wykluczonych i bezrobotnych. Stawiający pytania o znaczenie patriotyzmu w erze globalizmu, o siłę narodowych mitów, stosunek do historii. - Opowiadamy raczej o tym, co szare i biedne niż salonowe- tłumaczy dyrektor Teatru w Legnicy Jacek Głomb. Był jednym z pierwszych reżyserów, którzy po okresie metafizycznym wprowadzili na sceny problematykę społeczną. - Sięgnąłem po lematy leżące na ulicy, nie bojąc się. jak inni koledzy, że się pobrudzę. Zapoczątkowana słynną "Balladą o Zakaczawiu" trylogia legnicka oddawała głos mieszkańcom miasta. Ich własne historie złożyły się na opowieść o k

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Dresiarze Słowackiego, klubowicze Wyspiańskiego

Źródło:

Materiał nadesłany

Polityka nr 22/03-06

Autor:

Aneta Kyzioł

Data:

01.06.2006

Tematy w toku