Logo
Recenzje

Dobra zabawa, idiotyczny kompromis

16.01.2026, 10:41 Wersja do druku

„Idioci. Spass!” Anieli Płudowskiej w reż. Jakuba Zalasa w Teatrze Barakah. Pisze Szymon Białobrzeski w Teatrze Dla Wszystkich.

fot. mat. teatru

Lars von Trier jest artystą bynajmniej nie dlatego, że w debiucie realizuje scenę gang bangu z ludźmi udającymi osoby z niepełnosprawnością, lecz dlatego, że poprzez radykalne cierpienie potrafi poprowadzić swoje postacie do świętości — pełnego ogołocenia — pozostając przy tym wiarygodny.

Jak z debiutem Duńczyka — „Idiotami” — radzi sobie Teatr Barakah? Zależy.

Spektakl pod pewnymi względami kurczowo trzyma się pierwowzoru: przejmuje rys fabularny, imiona bohaterów i koncepcje filozoficzne. To wciąż historia o ludziach, którzy poszukują wewnętrznego „idioty” w celu wyzwolenia (bądź zniewolenia) samych siebie. Z drugiej strony środki wyrazu zdecydowanie się różnią. Tam, gdzie von Trier starał się przesuwać wewnętrzne granice bohaterów, „Idioci. Spass!” ograniczają się do cynizmu postaci.

Nie oznacza to jednak rezygnacji z imitowania osób z niepełnosprawnościami ani z ekspresyjnych, scenicznych ekscesów.. Dużo częściej pozwalają sobie jednak na żartobliwe tyrady dotyczące własnej sytuacji, sztuki czy vontrierowskich teorii. To postawa oryginalna, ale zbyt asekuracyjna — tam, gdzie Lupa, Kleczewska czy Warlikowski postawiliby swoje postacie pod ścianą, gen Z szuka poprawnych rozwiązań i wycofuje każdy gest, zanim stanie się on zbyt „ryzykowny”.

Aktorzy już na początku informują nas, że to, jak będą się zachowywać, może urazić bardziej wrażliwe osoby. Nie uraża. Bohaterowie łamią czwartą ścianę, tańczą, opowiadają o swoich traumach, jednak w większości wypadków nadal pozostają w wyraźnej konwencji.

Teatr nie ma być poprawny. Ma być słuszny. Nie musi to oznaczać skandalizmu, ale powinno oznaczać bezkompromisowość w odkrywaniu siebie i drugiego. Tego spektaklowi zdecydowanie zabrakło, co nie znaczy, że w całości jest zły.

Doceniam humor i werwę, którymi bardzo łatwo się zarazić. Nawet najprostsze momenty interakcji z publicznością budziły mój szczery uśmiech. Chylę czoła przed swobodą aktorską, w szczególności Michała Nowickiego, Aurory Lipartowskiej i Zofii Justyńskiej. Mimo małej przestrzeni, w bardzo kreatywny sposób osiągnięto też niepowtarzalny klimat. Odpowiada za to zdecydowanie ciekawa warstwa muzyczna, tworzona zresztą na żywo przez Piotra Korzeniaka i Pawła Stusa. Również światło — często diegetyczne — dobrze buduje dramaturgię.

Jest nawet kilka ciekawych zabiegów inscenizacyjnych, jak na przykład scena seksu rozegrana poprzez powolne angażowanie się statycznych ciał aktorów. Niestety, równoważą je żmudne monologi, tłumaczące w bezpośredni sposób autorskie intencje.

„Idioci. Spass!” nie muszą być więc doświadczeniem nieprzyjemnym — pod wieloma względami są wręcz wygodni. Momentami oferują satysfakcję, śmiech i poczucie wspólnoty między sceną a widownią. Szkoda jednak, że na tym się zatrzymują. To nie jest teatr, który stawia pod ścianą. To teatr, który najpierw przeprasza, a potem upewnia się, że nikt nie poczuje się zbyt nieswojo. Tym samym unieważnia własny temat. Twórcom brakuje pokory, by przyznać przed sobą złożoność człowieka. Widzą w „Idiotach” von Triera zagubione dzieci, ale nie potrafią znieść obecności zagubionych szaleńców.

4,5/10

Tytuł oryginalny

Dobra zabawa, idiotyczny kompromis

Źródło:

Teatr dla Wszystkich

Link do źródła

Autor:

Szymon Białobrzeski

Data publikacji oryginału:

15.12.2025

Sprawdź także