03.02.2020 Wersja do druku

Chodzi turoń, paszczą kłapie

Gromniczna za pasem, ostatnia to już więc chwila najbardziej nawet wydłużonych obchodów świąt Bożego Narodzenia i czas najwyższy rozbierania choinki nawet dla tych, którzy lubią ją mieć pod swym dachem ile się tylko da - pisze Jarosław Komorowski w portalu Teatrologia.info.

Pracowicie składając bombki w pudełkach przypomnijmy sobie jeszcze drugie obok szopki tradycyjne, barwne widowisko polskich Godów - wędrujących kolędników. "Z kozą, piszczałką i turoniem, Gdy wieje wicher świętokrzyski" - jak wspominał w Waszyngtonie w 1949 roku Czesław Miłosz. Albo jak śpiewano na Spiszu : "Skakaj mi turoniu jako wisz, a ja ci upiekę w piecu mysz". Pewnie, na taką propozycję każdy podskoczy... Od Śląska i Wielkopolski po dalekie Kresy, z gwiazdą, kozą czy turoniem, niedźwiedziem, bocianem, diabłem i aniołem albo i strażakiem w błyszczącym hełmie, podążali kolędnicy na chwałę Pana od domu do domu. Dokumentacja jest tu obfita, sięgnijmy zatem po nieznaną, bo ukrytą w dziale rękopisów wrocławskiego Ossolineum relację ze "Wspomnień" Ireny Hołyńskiej. Autorka oglądała owych kolędników na przełomie XIX i XX wieku, w swoim rodzinnym majątku Prokopówka koło Homla, w ówczesnej guberni mohylewskiej (dziś na Białorusi). J

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Chodzi turoń, paszczą kłapie

Źródło:

Materiał własny

Teatrologia.info

Autor:

Jarosław Komorowski

Data:

03.02.2020

Tematy w toku