115 lat temu, 14 lipca 1911 r., urodził się Tadeusz Fijewski – aktor filmowy i teatralny, żołnierz AK, uczestnik Powstania Warszawskiego, niezapomniany Anatol z serii o „Panu Anatolu”, Ignacy Rzecki z „Lalki” i Kuba Socha z „Chłopów”. – Bliscy mi są ludzie nieszczęśliwi, załamani, zapomniani – mawiał.
„Fijewski Tadeusz – za mała głowa w stosunku do tułowia” – zapisano w uwagach przy jego nazwisku, kiedy uczęszczał do Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej. „Głowy nie mogłem zmienić do tej pory, ale jakoś to przeszło” – wspominał po latach Fijewski. Nazywany był polskim Chaplinem i jednym z najbardziej warszawskich aktorów. Do admiratorów jego talentu zaliczali się m.in. Laurence Olivier i sam Charlie Chaplin. Jerzy Antczak w rozmowie z PAP nazwał Fijewskiego wielkim aktorem i przyjacielem. – Był większy niż życie. Jego obecność była darem niebios – powiedział reżyser.
Tadeusz Fijewski urodził się w Warszawie 14 lipca 1911 r. Jego ojciec, Wacław, był malarzem pokojowym. Matka, Marianna, zajmowała się domem. Wielodzietna rodzina Fijewskich związana była z Powiślem. Troje z jego rodzeństwa – Barbara, Maria i Włodzimierz – także związało się z teatrem. Obecnie u zbiegu ul. Zajęczej i Topiel znajduje się Skwer Tadeusza, Marii, Barbary, Włodzimierza Fijewskich.
„W domu było nas dziesięcioro – czterech braci i sześć sióstr. Każdy miał kolegów, przyjaciół i wielu z nich pracowało w konspiracji, także i nas do tej roboty wciągnęli. Nie kończyłam jednak żadnych wojskowych tajnych kursów, tajny »kurs« mieliśmy praktycznie w domu, kiedy np. mój najmłodszy brat Zbigniew szedł do jakiejś akcji, to wszyscyśmy nie spali. Zbigniew należał do Szarych Szeregów, potem do »Parasola«. Mój starszy brat Tadeusz występował w czołówce teatralnej” – wspominała Barbara Fijewska, cytowana w książce Agnieszki Gubały „Artyści ’44”.
On sam, jak podkreślał w wywiadach, aktorem został z przypadku. „Kiedy pewnego dnia sąsiad Fijewskich, maszynista z Teatru Polskiego, zgarnął dosłownie z ulicy dziesięcioletniego Tadeusza i zaprowadził go do Teatru Polskiego, nikt w rodzinie nie protestował, bo jego dochody mogły podreperować rodzinny budżet. Ów dziesięciolatek codziennie po spektaklu przynosił do domu 2 złote” – przypomniał Leon Łochowski w setną rocznicę urodzin Fijewskiego. Chodziło o sztukę Molière’a „Chory z urojenia”, a mały Tadek podtrzymywał brzuch jednego z aktorów. W tym samym spektaklu w postać Argana wcielił się Aleksander Zelwerowicz, późniejszy profesor Fijewskiego w szkole teatralnej. Atmosfera teatru pochłaniała go coraz bardziej. Na tyle, że postanowił zostać aktorem. Siedem lat później przystąpił do eksternistycznego egzaminu przed komisją ZASP-u i… nie uzyskał tytułu.
Przeszkodą okazał się brak odpowiedniego wykształcenia. Po jego uzupełnieniu dostał się do utworzonego z inicjatywy Leona Schillera i Aleksandra Zelwerowicza Państwowego Instytutu Sztuki Teatralnej (PIST, obecnie to Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie).
„Miał już ze dwadzieścia cztery albo i pięć lat. Raczej chłopak niż mężczyzna. A w ogóle trochę bez wieku. Suchy, niewysoki, kościsty, przestępował z nogi na nogę. Może dlatego, że auto się spóźniało i bał się bury reżysera. Kaszkiet w ręku, na głowie płasko leżały blond włoski, pod pachą teczka. Pumpy. Nie student, nie aktor. Mógłby pomagać w sklepie albo roznosić gazety” – wspominał Erwin Axer, szkolny kolega Fijewskiego. „Oglądałem go z szacunkiem należnym komuś, kto grał już na scenie i samochodem jeździ na zdjęcia. (….). Głos miał szorstki, schrypły, warszawski, ten sam, który mu pozostał do końca życia” – ocenił reżyser.
Szkołę ukończył w 1936 r. Wcześniej, bo jako 16-latek zadebiutował na dużym ekranie. W filmie „Zew morza” (1927) w reżyserii Henryka Szaro wcielił się w postać… dziesięcioletniego Stacha. Do wybuchu wojny w 1939 r. wystąpił w 20 filmach, m.in.: „Prokurator Alicja Horn” (1933) w reżyserii Michała Waszyńskiego, „Młody las” (1934) Józefa Lejtesa, „Dwie Joasie” (1935) oraz „Paweł i Gaweł” (1938) Mieczysława Krawicza. W tym czasie najważniejsza była jednak rola u Aleksandra Forda w „Legionie ulicy” (1932), gdzie wcielił się w postać Władka gazeciarza. Fijewskiego nazwano wówczas „złotowłosym urwisem ekranu”. W międzyczasie występował w warszawskim Teatrze Współczesnym oraz prowadzonym przez Marię Malicką prywatnym Teatrze Malickiej.
We wrześniu 1939 r. zgłosił się do wojska, ale ze względu na stan zdrowia nie powołano go do służby. W czasie okupacji trafił na Pawiak, aresztowany podczas jednej z pierwszych ulicznych łapanek w Warszawie. Wywieziono go do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, a później do Dachau, z którego udało mu się wydostać. Ocalenie zawdzięczał matce swojego kolegi, którą później w wywiadach wielokrotnie nazywał swoją „drugą matką”. „Mam dwie matki. Tę, która dała mi życie, i tę, która mi to życie ofiarowała po raz drugi” – podkreślał.
„Byłem więźniem Sachsenhausen, a następnie Dachau. Po jakimś czasie, nieoczekiwanie, zostałem zwolniony z obozu. Cóż się okazało? Matka Jerzego Kaliszewskiego reklamowała go z obozu pod pretekstem dokończenia realizacji filmu »Szatan z siódmej klasy« rozpoczętego tuż przed wojną. Skorzystała z możliwości i wyreklamowała także mnie, choć w tym filmie nie występowałem” – wspominał aktor na łamach „Filmu”. Po powrocie do Warszawy pracował jako sprzątacz i kelner. Zaangażował się w konspirację, współpracował z Armią Krajową. Występował w teatrze wojskowym należącym do Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej.
W czasie Powstania Warszawskiego był członkiem Grupy Bojowej „Krybar”. Miał pseudonim „Kostek”. Podczas walk Niemcy często wykorzystywali cywilów jako żywe tarcze, pędząc ich przed czołgami. W takiej sytuacji na Czerniakowie znalazł się także Fijewski. Życie uratowało mu symulowanie ataku serca. – W czasie Powstania dostałem się do niewoli. Mieli mnie posłać przed czołgami jako żywą tarczę, ale wymigałem się. Zacząłem udawać umierającego na serce, także to była właściwie moja najlepsza rola, najlepiej zagrana. Przy tym uratowałem czterech młodych ludzi, którzy mnie nieśli w kocu. Potem występowałem też w szpitalu na Czerniakowskiej, gdzie mówiłem monologi – opowiadał w 1972 r. na antenie Polskiego Radia.
Wielokrotnie występował przed powstańcami i cywilami w szpitalach i schronach. „Często aktorskie działania przeplatały się z działaniami konkretnymi, na przykład – ściągano kilka osób z barykad, zmieniano walczących, żeby inni mogli coś obejrzeć. W jednym ze szpitali w czasie występu miałem następujące zdarzenie: część budynku uległa zbombardowaniu, chorzy wyczołgiwali się już po schodach – musiałem więc przerwać grę, spod gruzów wydobywać powtórnie rannych…” – zaznaczył Fijewski, cytowany w książce „Artyści ’44”.
„Trochę podobna sytuacja – w szpitalu na Jasnej. Mówiłem tam jakieś monologi czy wiersze. W pewnym momencie – potworny nalot, bombardują niedaleko szpitala. Ranni zwlekają się z łóżek, uciekają. Musiałem interweniować, krzyknąłem: »Proszę o spokój!« (…). Grałem więc podwójną rolę – bałem się sam, ale musiałem opanować sytuację. Inaczej doszłoby do paniki i wzajemnego tratowania” – podsumował aktor.
Kiedy Powstanie upadło, trafił do obozu jenieckiego, w którym także występował, podtrzymując innych na duchu. „Cudowny, kochany Tadzio, na pewno wielu wtedy kolegów uratował swym humorem, nieustannymi dowcipami, długimi monologami i wygłupami. Czynił to w najgorszych momentach, czynił to nawet wtedy, gdy – wiem to dobrze – formalnie zdychał, trzymając się za umęczone serce, ledwie mogąc złapać trochę oddechu. Lekarze ratowali go jakimiś kroplami i pastylkami, a Tadzio posłusznie łykał, dawał się badać, a później wstawał i szedł dalej” – napisał Tadeusz Domaniewski w książce „Niedaleko od prawdy”. Autor podkreśla w niej, że „jeńcy szli pieszo do Bremy ponad 1000 km”.
W 1945 r. wrócił do Polski. Początkowo zamieszkał w Toruniu, potem w Łodzi, by w końcu wrócić do swojej Warszawy, obróconej przez Niemców w kupę gruzów. Wraz ze swoją rodziną włączył się w odbudowę miasta. – To był chłopiec z Powiśla. Jeden z najbardziej warszawskich aktorów – zaznaczyła na antenie Polskiego Radia Barbara Osterloff. – Nie tylko warszawskie sceny były jego domem, ale on się też w Warszawie urodził i przez całe swoje życie był z tym miastem związany – podsumowała krytyczka.
Po powrocie do Warszawy początkowo związał się z Teatrem Nowym (1947–49). Dwa lata później przeniósł się do Narodowego, by po kolejnych sześciu przez 12 lat występować na deskach Współczesnego. Jedną z jego najważniejszych ról był Gogo z „Czekając do Godota” według Samuela Becketta w reżyserii Jana Kreczmara. „Podziwiam tu zwłaszcza Fijewskiego, który balansuje jako Gogo na pograniczu cyrku i przeraźliwego tragizmu z mistrzostwem cechującym się żelazną dyscypliną. Jego kostium i charakteryzacja są najbardziej clownowskie, cyrkowe. Ale taki jest też Gogo w tekście Becketta” – recenzowano na łamach „Teatru”.
Ostatnim teatralnym przystankiem Fijewskiego był ten, gdzie wszystko się zaczęło – Teatr Polski w Warszawie. „W roku 1968 progi Teatru Polskiego przekroczył dojrzały, finezyjny aktor - uwielbiany przez publiczność, ceniony i szanowany przez krytykę i kolegów, laureat wielu nagród, twórca wielu świetnych kreacji teatralnych, filmowych i telewizyjnych, wnosząc do zespołu tego teatru barwę jedyną, niepowtarzalną. Jesienią roku 1971 w Teatrze Polskim rozpoczęły się próby »Chorego z urojenia«, w którym Argana gra Tadeusz Fijewski” – podsumował Kowalczyk w wydanym przez Teatr Polski specjalnym druku z okazji 50-lecia pracy artystycznej Fijewskiego.
Jego pierwszym powojennym filmem był „W chłopskie ręce” (1946) w reżyserii Leonarda Buczkowskiego. Fijewski wcielił się w Józka, pomocnika głównego bohatera. Ważniejsza była podwójna rola – Bronka Cieplikowskiego i fryzjera strzygącego Kuśmiraka w „Ulicy Granicznej” Aleksandra Forda. W 1954 r. wystąpił w „Pokoleniu” Andrzeja Wajdy. Trzy lata później po raz pierwszy wcielił się w tytułową rolę pana Anatola w filmie Jana Rybkowskiego „Kapelusz pana Anatola”. Główną rolę grał także w kolejnych częściach – „Pan Anatol szuka miliona” (1958) i „Inspekcja pana Anatola” (1959). Kreacje te przyniosły Fijewskiemu dużą popularność.
W międzyczasie wystąpił w „Pętli” (1957) Wojciecha Jerzego Hasa, wcielając się w postać Władka alkoholika. Był to jednocześnie debiut fabularny późniejszego reżysera takich filmów, jak „Rękopis znaleziony w Saragossie” (1964) i „Sanatorium pod Klepsydrą” (1973). „Spotkaliśmy się trzy razy: »Pętla«, »Złoto« i »Lalka«. To jest doświadczony, wielki artysta. Przychodzi przygotowany i ma gotową propozycję. To jest jego ciężka praca, ale tego nie widać” – ocenił reżyser.
„Muszę wyznać, że przejęła mnie moja własna rola, gdy oglądałem »Pętlę«. Jakie czynniki wpłynęły na to? Może bliski kontakt z reżyserem, wzajemne porozumienie? A może fakt, że moim partnerem był tak znakomity aktor jak Gustaw Holoubek? A może jeszcze jedna okoliczność, najważniejsza - bliscy mi są ludzie nieszczęśliwi, załamani, zapomniani. I choć sam nie jestem zapomniany - ich nieszczęścia przemawiają do mnie o wiele bardziej niż czyjeś sukcesy. I kiedy postać, którą mam grać, ujawnia przede mną swój dramat, wchodzę z nią łatwo w bliski kontakt” – opowiadał Konradowi Eberhardtowi.
U Hasa Fijewski zagrał jedną ze swoich najważniejszych, najbardziej rozpoznawalnych i wysoko ocenionych przez krytyków ról. Mowa oczywiście o postaci Ignacego Rzeckiego w „Lalce” (1968). Cztery lata później wcielił się w nie mniej zapadającą w pamięć rolę Kuby Sochy w „Chłopach” Jana Rybkowskiego. Jego postać odrąbuje sobie nogę siekierą. Fijewski robi to w tak wiarygodny sposób, iż niektórzy widzowie myśleli, że aktor naprawdę pozbawił się kończyny.
Chłopem był także u Jerzego Antczaka w „Nocach i dniach” (1975) oraz serialu „Czterej pancerni i pies” (1966-70). Ostatni raz na ekranie Fijewski pojawił się w „Pełni” (1979) Andrzeja Konratiuka. „Ja w zasadzie nigdy nie miałem szczęścia grać roli dla siebie. Albo grałem w krótkich majtkach, albo wskakiwałem od razu w peruki jakieś. Telewizja mi to w jakimś stopniu dała, szczególnie w widowiskach, które reżyserował Jerzy Antczak. Tam mogłem się wyżyć, tam mogłem pokazać siebie, swoją osobowość” – wspominał w 1972 r.
Zdaniem Konrada Eberhardta „bohaterowie Fijewskiego, nawet jeśli są zabawni czy wręcz groteskowi - wywołują w odbiorcy nie tylko śmiech – skłaniają go do zadumy; rozczulają go – a także trochę niepokoją”. „Tadeusz Fijewski wyposaża swoich zabawnych bohaterów w cechy wykraczające poza potoczne rozumienie komizmu; ich śmieszność jest jakby cokolwiek żałosna, zachęcająca do współczucia, więcej nawet: ociera się niepostrzeżenie o dramat. Czy odnajdziemy w tym dalekie podobieństwo do Chaplina, tego ze »Świateł wielkiego miasta«? Sprawa godna przemyślenia. Dlatego też gdy pytamy: czy Tadeusz Fijewski jest aktorem komicznym? – musimy odpowiedzieć: tak, dodając natychmiast: jest zwłaszcza aktorem tragicznym. U Fijewskiego komizm sąsiaduje z tragizmem w sposób uderzający” – podsumował krytyk.
Tadeusz Fijewski zmarł 12 listopada 1978 r. w Warszawie. Spoczął na Powązkach w Alei Zasłużonych. „Był bardzo bezpośredni i ciepły w obyciu. Kochał ludzi, a ludzie jego. Zresztą jego dobroć, ciepło, człowieczeństwo przebijało się przez role, które tworzył” – powiedziała aktorka Barbara Dobrzyńska, siostrzenica Fijewskiego.
Po śmierci aktora wyszło na jaw, że przez wiele lat wspomagał finansowo jeden z warszawskich domów dziecka, o czym nigdy nie wspominał, nawet najbliższym.