Żyjemy w jakiejś dziwnej rzeczywistości, jeśli nadzorujący instytucję kultury pozbawiany jest prawa do sprawowania tego właśnie nadzoru. Z sytuacji zadania kilku pytań budżetowych ( księgowa wydziału kultury przychodzi do księgowej Teatru i pyta o konkretne rzeczy. Zajmuje im to ok. 6 godzin) robi się aferę do sześcianu. Teatr woła na ratunek media i najważniejszych polityków w mieście - pisze wiceprezydent Łodzi Agnieszka Nowak o sytuacji w Teatrze Powszechnym.
Pytanie retoryczne: czy organ prowadzący, nadzorujący daną instytucję kultury może zadać tej instytucji określone pytania dotyczące realizacji budżetu? Mówiąc prościej i bardziej ludzkim językiem. Organ nadzorujący to wydział kultury i ja - wiceprezydent. Na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy przyszło do mnie z prośbą o rozmowę kilku pracowników Teatru Powszechnego. Przychodzili pojedynczo i każdy w swojej sprawie. Ale w zasadzie każdy z nich mówił prawie to samo. Wskazywali na konkretne działania dyrekcji Teatru, takie które budziły i budzą ich niepokój. Mówili też dużo na temat złej atmosfery w zespole, o rozpadzie zespołu na dwie wrogie sobie części, o złym klimacie pracy. Poprzednio, ponad rok wcześniej, wpływały do mnie anonimowe maile, teraz przychodzą żywi ludzie, pod imieniem i nazwiskiem. Rozgoryczeni, roztrzęsieni, pełni żalu i poczucia dotykającej ich niesprawiedliwości Rzeczy, o których mówili, na które wskazywali, d