02.02.2020, 19:08 Wersja do druku

Bukowski i jego koty

Z jego wierszy i fragmentów prozy powstały dialogi dla trójki aktorów grających koty (Mateusz Bieryt, Agnieszka Kościelniak, Anna Tomaszewska), którzy śpiewają, tańczą, zaczepiają się nawzajem, skacząc po meblach w małym mieszkaniu. Oprócz zwykłych sprzętów (stół, niewielka lodówka i deska do prasowania), widzimy ogromnych rozmiarów wycieraczkę i powiększone do tej samej skali płytki kuchenne, zapewne tak widziane oczami kotów. I jeszcze monstrualna, pluszowa kocia pupa z równie monstrualnym ogonem, która wystaje zza kulis. Nie sposób jej przegapić. Tak wygląda właśnie mały-wielki świat Bukowskiego wykreowany przez Annę Marię Karczmarską na Scenie Miniatura w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. A sam Bukowski?

Cóż, grany przez Tomasza Wysockiego, odpowiada stereotypowi reputacji, jaką przypisuje się temu pisarzowi. Otoczony pustymi butelkami po alkoholu, w białym podkoszulku drugiej świeżości i niebieskim szlafroku, w ustach papieros, na biurku maszyna do pisania. Wtacza się na scenę, burcząc przekleństwa pod nosem, siada pod ścianą na ogromnej wycieraczce z napisem HOME, żeby z satysfakcją obserwować kota, który usilnie próbuje zeskoczyć z pianina. "Nooo kombinuj teraz!" - zachęca z pijackim śmiechem. Drugiego zaczepia, rzucając okruchy bułki.


Koty Bukowskiego według Tomasza Cyza to aktorzy z ogromnymi maskami tych zwierząt. Z pewnością są utalentowane muzycznie, lubią grać w kapeli ze swym panem, siedząc na biurku. Mają własne sprawy i wyjątkowe charaktery, które nam chętnie prezentują. Kiedy stają w przyciemnionym świetle przed pijanym Bukowskim, wyglądają na tyle kuriozalnie, że można sądzić, iż to halucynacje alkoholika. Wrażenie jednak nie utrzymuje się długo. Koty są bardzo aktywne, przyciągają uwagę, mają świetne głosy i do spółki z Bukowskim potrafią rozśmieszyć widzów. Wiedzą też jak komunikować się z opiekunem, ale ta relacja nie pogłębia portretu pisarza.

Niewiele więcej dowiadujemy się też o tym, jak Bukowski, mający zarówno opinię kobieciarza jak i wrażliwego samotnika, postrzegał miłość. Wielokrotnie pojawia się zdanie: "Nie lubię miłości jako rozkazu, poszukiwania. Ona musi przyjść do ciebie jak głodny kot pod drzwi". Widzimy zachwyty nad kobiecym ciałem, czy też taniec z kotką Winnie (Anna Tomaszewska), która bardziej przypomina przez chwilę dawną miłość Bukowskiego niż jego czworonożnego pupila. Niestety, mam wrażenie, że to wszystko tylko epizody, które nie zdołały się wykluć i powiedzieć o pisarzu coś więcej niż to, co widać na pierwszy rzut oka.

Bukowski-Wysocki kończy spektakl z własną maską pod pachą, którą od pozostałych odróżniają wielkie, smutne oczy. Tym razem ubrany jest w biały szlafrok, być może na wzór ulubionego białego kota, którego życie pokiereszowało równie mocno, jak pisarza. "W przyszłym życiu chcę być kotem. Sypiać po dwadzieścia godzin dziennie i czekać, aż mnie nakarmią. Siedzieć, liżąc sobie tyłek. Ludzie są zanadto żałośni, wściekli i monotematyczni" - mówi i sadowi się na krześle pomiędzy kotami.

Jest to na pewno refleksja typowa dla Bukowskiego, twórcy rozczarowanego gatunkiem ludzkim, osoby o uszczypliwym humorze. W ustach Wysockiego nabrała niebanalnej ironii.

**

Charles Bukowski

"O kotach"

przekład: Michał Kłobukowski

dramaturgia: Patrycja Mnich

reżyseria: Tomasz Cyz

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, Scena Miniatura, premiera 17 stycznia 2020

występują: Agnieszka Kościelniak, Anna Tomaszewska, Mateusz Bieryt, Tomasz Wysocki

*

Joanna Raba - studentka piątego roku teatrologii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Pisuje również dla portalu "Teatr dla Wszystkich".

Źródło:

Materiał własny

Autor:

Joanna Raba