13.07.2021, 09:16 Wersja do druku

Bufor bezpieczeństwa

"Ludzie, miejsca i rzeczy" Duncana Macmillana w reż. Anny Wieczur-Bluszcz w Teatrze Collegium Nobilium w Warszawie. Pisze Marta Żelazowska z Nowej Siły Krytycznej.

fot. Bartek Warzecha

„To ja jestem najgorszym diabłem. Albo jestem swoim najlepszym przyjacielem, albo najgorszym wrogiem” – powiedziała Whitney Houston w 2002 roku w wywiadzie dla sieci ABC. Dziesięć lat później znaleziono ją martwą, przyczyną śmierci było zatrucie narkotykami i utonięcie. Huston jest jedną z wielu gwiazd, które mierzyły się z nałogiem. Uzależnienie to choroba demokratyczna, może dotknąć każdego, bez względu na wykształcenie, zawód, czy zasób portfela. Pewne profesje, wiążące się ze stresem i dużym obciążeniem psychicznym, mogą mu sprzyjać. Potrzeba zrelaksowania się, dodania sobie odwagi, napięcie w relacjach z otoczeniem, presja, poddanie permanentnej kontroli i publicznemu osądowi, a czasem miażdżącej krytyce, to częste przyczyny sięgania po używki. Stanowią genezę nałogu. Świadomość społeczna tego problemu jest coraz większa (czemu sprzyjają publiczne wyznania gwiazd, ostatnio Jacka Poniedziałka i Borysa Szyca), ale początek choroby jest wciąż trudny do rozpoznania. Granica między używaniem zabawowym, a przymusem brania jest bardzo płynna. Mimo rozległej wiedzy i doświadczenia w leczeniu, wciąż pozostajemy wobec tego zniewolenia bezsilni.

Anna Wieczur-Bluszcz w warszawskim Teatrze Collegium Nobilium przygotowała ze studentami Akademii Teatralnej (kierunek Aktorstwo Teatru Muzycznego) spektakl dyplomowy o walce z uzależnieniem. Sięgnęła po doskonały tekst Duncana Macmillana „Ludzie, miejsca, rzeczy” (prapremiera w 2015 roku w National Theatre w Londynie), autora znanego szerszej publiczności z „Tchnienia”, które reżyserka również zrealizowała – w 2018 roku w Teatrze im. Ludwika Solskiego w Tarnowie. 

Emmę poznajemy, gdy wciela się w postać Niny z „Mewy” Antona Czechowa. Odgrywa z wielką pasją fragment czwartego aktu, w którym Konstantin Trieplew (Tomasz Osica) peroruje o miłości do Zariecznej, swoim smutku i nieumiejętności pisania. Ona uczucia nie odwzajemnia. Jest jak w transie. Prosi o szklankę wody, miota się, wreszcie zalana łzami pada na scenę. Kiedy wygłasza słynną kwestię: „Jestem mewą… Nie, nie to… Jestem aktorką”, trudno pozbyć się wrażenia, że faktycznie nie wie, gdzie i kim jest. Chwilę potem oglądamy ją w izbie przyjęć kliniki odwykowej. Totalnie otumaniona rozmawia z matką przez telefon, prosząc o uprzątniecie mieszkania z substancji psychoaktywnych, które pochowała po kątach. Jednocześnie wciąga kolejną kreskę. Degeneracja bohaterki pokazana jest w sposób dojmujący. Bełkocząca, zasikana, ledwie trzyma się na nogach. Budzi równocześnie wstręt i litość. Chce się leczyć, by móc pozostać w zawodzie, ale podważa panujące w ośrodku zasady. Terapia grupowa nie przyniesie efektu, jeśli pacjent nie zdobędzie się na szczerość, a Emma nie jest ku temu skłonna. Boi się zmierzyć z demonami przeszłości. W czasie spotkań przedstawia rozmaite warianty życia. Trudno ocenić, który z nich jest prawdziwy. Czasem przypomina Ninę Zarieczną, innym razem Norę z dramatu Henrika Ibsena. Przedstawia się różnymi imionami. Jest i nie jest sobą jednocześnie. 

Rozczłonkowanie osobowości zostało pokazane przez obsadzenie w roli pięciu aktorek: Ady Dec, Jagody Jasnowskiej, Olgi Lisieckiej, Sandry Rusin i Natalii Stachyry. Zapewne podyktowane to było także wymogami dyplomu, który ma dać studentom możliwość zaprezentowania umiejętności, ale nie zmienia to faktu, że decyzja reżyserki jest niezwykle wymowna. Efektu dopełniają hipnotyzujące choreografie Anny Iberszer (zwłaszcza scena detoksykacji), wykonywane przez zmultiplikowaną Emmę (co ujęte zostało już w didaskaliach). Wewnętrzny rozłam może być z jednej strony efektem ubocznym zawodu aktora, z drugiej skutkiem zażywania środków psychoaktywnych. 

Spektakl jest serią powracających uporczywie doznań, wspomnień. Bohaterka raz jest na scenie, raz w tętniącym życiem nocnym klubie, by za chwilę znaleźć się w ośrodku odwykowym (oświetlony jarzeniowym, zimnym światłem drewniany kub). Błękitne światło i głośna muzyka towarzyszące zmianie dekoracji unaoczniają nadwrażliwość na bodźce wizualne i dźwiękowe u osoby upojonej. Realne miesza się z imaginacją. Lekarka i terapeutka przypominają Emmie matkę. Role grane są, z subtelnymi różnicami, przez tę samą aktorkę – doskonałą Maję Polkę. Gdy wydaje stanowcze komunikaty, przybiera groźny wyraz twarzy, czemu towarzyszy zmiana oświetlenia. To ilustracja zaburzonego postrzegania rzeczywistości. 

fot. Bartek Warzecha

Anna Wieczur-Bluszcz pokazuje powszechność uzależnienia w środowiskach artystycznych, stres związany z poddaniem się terapii oraz niepowodzenia z nią związane. Postacie w dramacie Macmillana noszą imiona Laura, Jody, Meredith, Shaun, T i tak aktorzy zwracają się do siebie, ale wyglądają jak Amy Winehouse, Britney Spears, Janis Joplin, Ryszard Riedel, Jim Morrison. Ci, którzy walczyli z nałogiem mniej lub bardziej skutecznie. Niektórzy wracali na odwyk kilkakrotnie. Emma decyduje się kontynuować terapię, gdy sięga dna. Koszmar odwyku okazuje się jednak nie tak przerażający, jak powrót do życia, do tytułowych ludzi, miejsc, rzeczy – katalizatorów ucieczki w substancje psychoaktywne.

Niezwykle przejmująca jest scena spotkania z rodzicami, którzy na przeprosiny nie reagują tak, jakbyśmy przewidywali. Maciej Kozakoszczak w roli ojca balansuje na skraju cierpienia, rezygnacji, miłości, ale i dystansu wobec córki. Matka przepełniona tłumionym gniewem nie ma siły jej wybaczyć. Uzależnienie dotyka w równym stopniu bliskich chorego, a wyrządzone krzywdy nie zawsze dają się naprawić. Emma sięgnęła po używki rekompensując sobie potrzebę miłości i bycia widzialną w życiu tak, jak aktorka na scenie. Gra w prowincjonalnych teatrach, jest wystarczająco dobra tylko we własnej imaginacji, choć i tak nie zawsze. Marzy, by być gwiazdą, ale zderza się z brutalną rzeczywistością, której nie da się znieść bez bufora bezpieczeństwa, jakim są środki psychoaktywne. W ostatniej scenie staruje w castingu w konkurencji z sobowtórem. Trudno pozbyć się wrażenia, że nałóg nie jest jej winą, ale symptomem bezduszności świata wobec wrażliwej jednostki. 

W spektaklu Wieczur-Bluszcz zachwyca aktorstwo. Każda, nawet najdrobniejsza rola przygotowana została z ogromną precyzją. Wykonana z pasją, zaangażowaniem, młodzieńczą energią. Oglądamy postacie na wskroś ludzkie, zwyczajne. Targane emocjami, problemami: Emma jest zdystansowana wobec formy leczenia, balansuje na granicy obłędu, jest kłótliwa i pokorna zarazem; Juliusz Godzina jako Paul miota się w schizofrenicznym szale; Wojciech Melzer jako stanowczy Mark usiłuje nakłonić protagonistkę do respektowania zasad terapii. Wielka w tym zasługa reżyserki, która z ogromną pieczołowitością rozczytała tekst i postawiła na klarowność psychologii postaci. Prowadziła adeptów sztuki aktorskiej tak, aby każdy stworzył zapadającą w pamięć rolę.

***

Duncan Macmillan

„Ludzie, miejsca, rzeczy” 

przekład: Małgorzata Wrzesińska

reżyseria: Anna Wieczur-Bluszcz

premiera: 4 lipca 2021, Teatr Collegium Nobilium w Warszawie, Sala im. Jana Kreczmara występują: Ada Dec, Jagoda Jasnowska, Olga Lisiecka, Maja Polka, Sandra Rusin, Natalia Stachyra, Karol Czajkowski, Juliusz Godzina, Maciej Kozakoszczak, Wojciech Melzer, Tomasz Osica

***

Marta Żelazowska – pedagog, absolwentka studiów podyplomowych Wiedza o teatrze i dramacie z elementami wiedzy o filmie w Instytucie Sztuki Polskiej Akademii Nauk oraz Laboratorium Nowych Praktyk Teatralnych, otrzymała wyróżnienie specjalne w VI edycji Ogólnopolskiego Konkursu im. Andrzeja Żurowskiego na Recenzje Teatralne.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne