EN
19.02.2022, 12:15 Wersja do druku

Namiastka życia, przedsionek śmierci. O „Judaszu” w Teatrze WARSawy rozmawiają Skrzydelski z Morozem

Skrzydelski: Kiedy dziś przychodzi nam rozmawiać o adaptacji powieści Amosa Oza, której jednym z wątków jest nieunikniony, nierozwiązywalny konflikt między dwoma narodami, trudno nie pomyśleć o tym, co się dzieje przy granicy ukraińsko-rosyjskiej. Mimo że nie da się bezpośrednio porównywać kwestii arabsko-żydowskiej z wojną, która w każdej chwili może wybuchnąć obok nas (a tak naprawdę trwa już od dawna), bo tło i przyczyny są zupełnie inne, to nie można uciec od refleksji, które dotyczą sensu i bezsensu każdej wojny.

Moroz: Przedstawienie Adama Sajnuka obejrzeliśmy już dwa tygodnie temu i chyba nasza perspektywa była wtedy nieco odmienna. Nie łączyliśmy tych spraw, nawet w planie ogólnym. Rzeczywiście „Judasz” skupia się na zgoła innym wymiarze historii, rozgrywającej się w innym miejscu, ale przecież często jest tak, że teatr, który opiera się na dyskusji, sporze racji, natychmiast wyłapuje szerszy kontekst sytuacji, którą zastajemy po wyjściu z teatru. Tak, od ogólnych przemyśleń wokół wojny nie sposób zatem się uwolnić.

Skrzydelski: Ale czy dzięki temu spektakl Sajnuka, tym razem grany gościnnie w Teatrze Studio, zyskuje dodatkową rangę? Z pewnością wiele zdań, które w nim usłyszałem, obchodzi mnie teraz bardziej, czuję, że są do ponownego przemyślenia.

Moroz: To dlatego, że „Judasz” jako literatura jest dla tych, którzy lubią pytania rodzące się w niespiesznych dialogach. I dla tych, którzy lubią nie dostawać gotowych recept. 


Całość rozmowy - w "Magazynie" e-teatru 

Źródło:

Materiał własny