EN
24.11.2020, 12:57 Wersja do druku

Bitwa na słowa

„Henryk V” Williama Szekspira w reż.  Vity Marii Drygas na XXIV Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku (projekcja na kanale VOD). Pisze Paulina Janas z Nowej Siły Krytycznej.

fot. mat. organizatora

Tegoroczny Festiwal Szekspirowski z powodu pandemii koronawirusa i zamknięcia teatrów przeniósł się do internetu, część przedstawień prezentowana jest w formie nagrań, część grana i transmitowana na żywo z Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego lub z rodzimych scen (przy pustej widowni). Różnorodność programu to ukłon w stronę odbiorcy, każdy znajdzie tu coś dla siebie (od pantomimy, przez czytania, po spektakle obcojęzyczne), jest też możliwość uczestniczenia w spotkaniach z artystami, wysyłając pytania esemesem.

24. edycję festiwalu (20-28 listopada) rozpoczął rzadko wystawiany, ostatni z cyklu kronik historycznych, dramat Williama Shakespeare’a – „Henryk V”. Nagranie zostało wyprodukowane przez „Raport o stanie świata Dariusza Rosiaka”. Czarno-biały obraz, krótkie, dynamiczne dźwięki wiolonczeli, ujęcie na puste miejsca dla publiczności, na schodach porzucona maseczka (zdjęcia – Mateusz Wajda – nakręcone w Domu Kultury „Świt” na Targówku), ten widok napawa smutkiem i tęsknotą za spotkaniem aktorów z widzami w teatrze.

Trzech aktorów chodzi po scenie, przysiadają, machają nogami. Nerwową ciszę przerywa Piotr Fronczewski, jako Chór jest przewodnikiem, komentatorem zdarzeń. Jego słowa o nikłej scenografii i roli wyobraźni w teatrze są łącznikiem pomiędzy czasami elżbietańskimi, kiedy inscenizacji rzeczywiście nie poświęcano specjalnie uwagi, a tu i teraz – pulpity stanowią jedyny rekwizyt. Teatr odbywa się w słowie, geście – aktorzy czytają przekład Piotra Kamińskiego. On też wyłuskał z tekstu najważniejsze dialogi dotyczące kwestii moralnych najazdu Anglii na Francję i ironiczną ocenę tych działań przez rywala, który dysponuje dużo większą armią. Spektakl zamyka się w niespełna godzinie.
Grzegorz Damięcki (Henryk V) i Marcin Rogacewicz (pozostałe role) świetnie ukazali konflikt dwóch narodów, znany pod nazwą wojny stuletniej. Król Anglii przekonywany przez arcybiskupa Cantenbury do podboju Francji nie potrafi zrozumieć, czemu hierarcha chce „śpiący miecz obudzić”.

Nieprzemyślane przez Francuzów kwestie prawa salickiego (kobiety nie mogą dziedziczyć tronu) okazują się głównym argumentem w sporze, wreszcie Henryk orzeka: „Zły to król Anglii, co Francją nie włada”. Ufa Bogu, nie rozstaje się z różańcem.

Głęboki głos Fronczewskiego „maluje” następne sceny, aktor zachwyca przemyślanym przekazem słowa. Anglicy płyną na wojnę. W tle ekspresyjnego monologu Henryka, którym podnosi morale żołnierzy, słychać dźwięki wiolonczeli i instrumentów klawiszowych, zagrzewają do walki, zdradzają niepokój. Henryk ma też dość siły, by przekonać komendanta miasta Harfleur do poddania się. Poseł Montjoy przekazuje zuchwałe słowa Karola VI o przewadze swych wojsk i braku szans na wygraną Anglików. Dwukrotne spotkanie posłańca z Henrykiem nie zachwieje powziętym przez niego zamiarem. Groteskowo wybrzmiewają słowa o zarażeniu się władcy Anglii pychą od Francuzów i jego elegancki ukłon zakończony gestem podniesienia do góry środkowego palca.
Henryk bardzo ceni poddanych, niemniej pragnie zbadać ich posłuszeństwo. Nocą, przed rozstrzygającą bitwą pod Azincourt, naciąga na głowę kaptur, rozmawia w obozie z żołnierzem, który wyznaje, że wolałby nie ginąć w podboju innego kraju. Król wyrzuca mu (odkrywając, kim jest), co znaczy oddanie ojczyźnie. Modli się o chart ducha dla swych wojsk. Gdy hrabia Westmoreland, jego kuzyn, informuje o kondycji i liczebności armii wroga, nie lęka się, jest przekonany o słuszności natarcia na Francję. Pragnie walczyć u boku jedynie oddanych sprawie.

Dzień świętego Kryspiana (25 października 1415) ma stać się dla Anglików dniem chwały i męstwa. Ostatnie przybycie Montjoy’a zwiastuje zwrot akcji. Pokorne prośby o zaprzestanie walk są jednoznaczną informacją o zwycięstwie angielskiego króla. Marcin Rogacewicz przedstawia skruszonego, żałującego okazanej dumy Francuza. Niestety w jego grze przeważa monotonia, co wobec ekspresyjnej roli partnera (Henryk Grzegorza Damięckiego jest nerwowy, wykrzykuje nawet „k….”), bardzo się uwidacznia. Henryk V i Karol VI podpisują pokój, ukryta w górze kamera ukazuje rozejście się aktorów – prywatne. To klamra odnosząca się do pierwszych słów Chóru o tworzeniu iluzji historycznej sytuacji na deskach teatru.

Aktorzy z pewnością nie mieli łatwego zadania, grając do pustej widowni. Niezwykle ważną rolę w nagraniu odegrało nie tylko słowo, ale i drobne gesty, spojrzenia, które bacznie wychwycili operatorzy kamery (Kamil Niewiński i Grzegorz Ruzik). Momenty strachu, ciszy, oczekiwania nie były nadużywane i dzięki temu nabrały większego znaczenia. Zaczesanie włosów przez króla Anglii po burzliwym monologu, czy strach francuskiego posła to momenty nadające smaku inscenizacji. Bitwę na słowa i między aktorami wygrywa Henryk V, Grzegorz Damięcki.  

***
William Szekspir
„Henryk V”
przekład: Piotr Kamiński
reżyseria: Vita Maria Drygas
występują: Grzegorz Damięcki, Piotr Fronczewski, Marcin Rogacewicz 

„Raport o stanie świata Dariusza Rosiaka”, premiera na YouTube: 14 czerwca 2020; projekcja 20 listopada 2020 na kanale VOD w ramach 24. Festiwalu Szekspirowski w Gdańsku

***
Paulina Janas – absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie (specjalizacja teatrologiczna i edytorska). Studentka IV roku śpiewu solowego w Akademii Muzycznej w Gdańsku.

Źródło:

Materiał własny

Autor:

Paulina Janas

Wątki tematyczne