Logo
Aktualności

Białystok. Rodzina, aktorzy, przyjaciele pożegnali aktora Andrzeja Beyę-Zaborskiego

18.08.2026, 14:45 Wersja do druku

Rodzina, aktorzy, przyjaciele, mieszkańcy Białegostoku, przedstawiciele władz miasta i regionu pożegnali we wtorek Andrzeja Beyę-Zaborskiego. Zmarły 11 sierpnia aktor teatralny i filmowy spoczął na Cmentarzu Farnym w Białymstoku.

fot. PAP/xxx

Andrzej Beya-Zaborski miał 75 lat. Zmarł po długiej chorobie. Urnę z jego prochami złożono w rodzinnym grobowcu. Przez 40 lat aktor był związany z Białostockim Teatrem Lalek. Szeroka publiczność poznała go m.in. dzięki filmowej roli komendanta policji z posterunku w Królowym Moście w serii filmów Jacka Bromskiego.

Przewodniczący uroczystości pogrzebowej ks. Roman Balunowski podkreślił, że Andrzej Beya-Zaborski był aktorem, człowiekiem o wielu zdolnościach, który tymi zdolnościami służył innym ludziom.

- Misja aktora na pewno nie jest łatwa. Każdy aktor podejmuje się w ramach swojego zawodu niezwykle trudnego zadania, wcielając się w bardzo różne postacie, ukazując różne, nie zawsze właściwe postawy życiowe. Inspiruje swoich widzów do głębokiej refleksji, do odkrywania tego, co jest w życiu najważniejsze i najwartościowsze, do odkrywania życiowych zasad, właściwego fundamentu, tak aby w codziennym życiu nikt z nas nie był aktorem, ale byśmy byli autentycznymi ludźmi - powiedział ks. Balunowski.

Andrzeja Beyę-Zaborskiego ogólnopolska publiczność poznała dzięki roli komendanta policji z serii filmów Bromskiego: „U Pana Boga za piecem”, „U Pana Boga w ogródku”, „U Pana Boga za miedzą”, „U Pana Boga w Królowym Moście”. Grał też m.in. w filmach Wojciecha Smarzowskiego: „Wesele”, „Drogówka”, gościnnie występował też w serialach telewizyjnych, np. „Kruk” czy „Ojciec Mateusz”.

Obecny na pogrzebie reżyser Jacek Bromski przypomniał, że prace na planie filmowym pierwszego z filmów - „U Pana Boga za piecem” - rozpoczęły się 30 lat temu, w sierpniu 1996 r. w Supraślu. Dziękował za 30 lat przyjaźni i współpracy z Andrzejem Beyą-Zaborskim. Dziękował mu za stworzenie postaci, którą uwielbiają oglądać miliony widzów, na którą wpływ miały talent i osobowość zmarłego.

Reżyser nawiązał do sceny z filmu „U Pana Boga w Królowym Moście”, w której komendant rozmawia ze swoją filmową żoną. - Ona mówi: słuchaj, jak umrzesz przede mną, to daj mi znać, jak tam jest. (...) Mam nadzieję, że może dotrzymasz słowa i dasz nam znać, żeby wiedzieć co robić, jak się z tobą spotkamy u Pana Boga na drugim świecie - pożegnał zmarłego aktora Jacek Bromski.

Andrzej Beya-Zaborski urodził się 7 marca 1951 r. w Wałbrzychu. Jak przypomniał we wtorek rektor Akademii Teatralnej w Warszawie prof. Wiesław Czołpiński, Beya-Zaborski w 1978 r. był w roczniku pierwszych absolwentów ówczesnego białostockiego Wydziału Lalkarskiego PWST im. Zelwerowicza w Warszawie (obecnie to białostocka filia Akademii Teatralnej w Warszawie). Dodał, że zmarły był artystą z pierwszego pokolenia współtwórców białostockiej szkoły lalkarskiej, a scena BTL była jego teatralnym domem przez 40 lat. Był też wykładowcą.

Czołpiński podkreślał, że każda z wielu ról teatralnych, które stworzył w tym teatrze Beya-Zaborski, „miała coś z niego - charakter, dowcip, przekorę, ciepło i tę niezwykłą umiejętność bycia prawdziwym”. Dodał, że Beya-Zaborski mocno kojarzył się także z Białymstokiem i Podlasiem nie tylko dlatego, że przez tyle lat był częścią BTL, ale ze względu na swoją otwartość, poczucie humoru i sposób patrzenia na świat.

Andrzej Beya-Zaborski był już wcześniej uhonorowany Nagrodą Artystyczną Prezydenta Miasta Białegostoku za całokształt twórczości oraz odznaką „Za zasługi dla Województwa Podlaskiego”.

Wiceprezydent Białegostoku Rafał Rudnicki powiedział, że zmarły był wybitnym aktorem, mistrzem sztuki lalkarskiej, dobrym człowiekiem, po którym zostaje pamięć i cały dorobek artystyczny, który zostawił. - Zostaną po nim wybitne kreacje - dodał.

- Trudno dziś mówić o Andrzeju w czasie przeszłym, bo Andrzej był człowiekiem, którego obecność trudno było przeoczyć. Wchodził do sali, na scenę i od razu robiło się jakoś żywiej. Był człowiekiem wyrazistym, serdecznym, pełnym energii, poczucia humoru i własnego spojrzenia na świat - podkreślił Wiesław Czołpiński. - Żegnaj i niech ci tam będzie jak u Pana Boga za piecem - dodał.

Źródło:

PAP

Sprawdź także