EN
25.09.2021, 08:41 Wersja do druku

Białostocki Teatr Lalek. Spektakle dla dorosłych ocenione. Po raz pierwszy przyznano Nagrodę Publiczności

Po raz pierwszy w tym roku na Międzynarodowym Festiwalu Teatrów Lalek dla Dorosłych organizowanym przez Białostocki Teatr Lalek widzowie mogli głosować na ulubione przedstawienia. Który z blisko 20 spektakli dostał Nagrodę Publiczności?

„Casanova" / mat. teatru

Białostocki Teatr Lalek. Rozmowa z Jackiem Malinowskim
Monika Żmijewska: Po sześciu festiwalowych weekendach, rozdzielonych wakacjami, w Białostockim Teatrze Lalek zakończył się Międzynarodowy Festiwal Teatrów Lalek dla Dorosłych „Metamorfozy". Widzowie oceniali spektakle twórców m.in. z Polski, Hiszpanii, Czech, Litwy, Chile, Izraela, Niemiec. Podliczyliście właśnie głosy widzów, i…?


Jacek Malinowski, dyrektor Białostockiego Teatru Lalek: - Jesteśmy mile zaskoczeni, bo to spektakl naszego teatru, „Casanova" w reż. Marii Wojtyszko i Jakuba Krofty, który miał premierę podczas festiwalu - zdobył najwięcej punktów. Wygrał o włos ze spektaklem „Eh man he" Zero en Conducta z Hiszpanii. To dwa bardzo różne spektakle - ten pierwszy jest głównie kostiumowy, choć widać, że grają w nim lalkarze, ten drugi to mistrzostwo animacji.

Jaką przyjęliście metodę liczenia głosów?

- Przede wszystkim sumowaliśmy punkty, jakie widzowie wystawiali spektaklom na kartkach zaraz po wyjściu z widowni. Punkty, a można było ich wystawić od 1 do 5, dzieliliśmy na liczbę głosów. Po przeliczeniu punktów wystawionych podczas dwóch spektakli Hiszpanów okazało się, że średnia w przypadku pierwszego spektaklu to 4,90, w przypadku drugiego - 4,95. Natomiast w przypadku „Casanovy", który również podczas festiwalu został wystawiony dwa razy, średnia wyniosła odpowiednio: 4,95 i 4,96.

Tak więc „Casanova" dostał największą liczbę głosów, choć różnica między nim a „Eh man he" jest naprawdę minimalna. W dalszej kolejności pod względem średniej punktów znalazły się m.in. nasz spektakl „Little shop of horrors", „(Hashtak) Witkacy" Spider Demon Massacre, „Ostatnia sztuczka Georgesa Meliesa" Divadlo Drak z Czech. Na wszelki wypadek postanowiliśmy też korzystać z alternatywnego źródła oceny, w przypadku, gdyby liczba punktów oddanych na spektakle byłaby identyczna. Nagrywaliśmy oklaski i mierzyliśmy ich długość. O czym widzowie nie wiedzieli.
I jaki jest rezultat tych pomiarów? Najdłużej oklaskiwane spektakle to również te, które otrzymały najwięcej punktów?

- Dane są ciekawe. Bowiem najdłuższe oklaski dostał zupełnie inny spektakl - grany przez naszych aktorów „Sen nocy miłości". Oklaskiwano go dokładnie 3 minuty i 20 sekund. Natomiast jeśli chodzi o średnią punktową, to ten spektakl dostał dużo mniej punktów niż spektakle, które przytaczałem wyżej. Długo oklaskiwano też wspomniany „Little shop of horrors". Natomiast liderzy pod względem średniej punktów dostali nieco mniej oklasków - „Casanovę" oklaskiwano blisko 3 minuty, a „Eh man he" - dokładnie 2 minuty i 43 sekundy.

Zauważyliśmy, że teatr oparty głównie na słowie otrzymywał nieco mniej punktów. Być może „Casanova" dostał tak dużo punktów od widzów, gdyż w tym spektaklu jest pewien balans, refleksja i rozrywka w jednym, w formie, która nie jest napuszona, a opowiada o świecie z dowcipem i lekkością.

Ilu widzów obejrzało festiwalowe spektakle w ciągu tych 6 - czerwcowych i wrześniowych - weekendów?

- Na festiwalu gościliśmy łącznie 4714 widzów. Tu dodajmy jeszcze, że 3634 osoby oglądały spektakl w ramach limitu wyznaczonego przez obostrzenia, ale 1080 osób mogło wejść na pokazy z racji podwójnego zaszczepienia, co dobrowolnie nam deklarowały, i ze względu na zaszczepienie nie były już wliczane do limitu. Pamiętajmy też, że w przypadku pierwszej, przedwakacyjnej części festiwalu obowiązywał jeszcze limit 50 proc. możliwych zajętych miejsc na widowni. Na ocenę spektakli decydowało się średnio 50-60 proc widzów.
Jak teraz, po zakończeniu, ocenia pan festiwal?

- Myślę, że nie mamy powodów do narzekań. Oceniam go dobrze - zarówno pod względem poziomu artystycznego, jak i frekwencji czy logistyki. Paradoksalnie, to, co poniekąd wymusiła na nas pandemia, czyli rozciągnięcie festiwalu w czasie, rozłożenie go na sześć weekendów, a nie na intensywne np. dwa, też miało pozytywne strony. Mam wrażenie, że w efekcie festiwal był bardziej komfortowy i dla widzów, i dla pracowników teatru, i dla aktorów. Nie było pędu. Owszem, podczas festiwalu, gdy mamy więcej spektakli w ciągu dnia i jest on bardziej „gęsty", buduje się pewna festiwalowa atmosfera, a przy rozbiciu na dłuższy okres czar nieco pryska.

Ale są inne zalety - tegoroczna formuła była mniej męcząca, bardziej sprzyjała refleksji. Mimo tego rozciągnięcia mam wrażenie, że w widzach i aktorach było dużo entuzjazmu. Jestem bardzo zadowolony z naszych aktorów. Dali z siebie bardzo dużo - jako gospodarze pokazaliśmy dużo różnorodnych spektakli pod względem środków wyrazu. A na jaką formułę festiwalu zdecydujemy się podczas następnej edycji - zobaczymy. Mamy do niej jeszcze dwa lata.
Sądzi pan, że wśród widzów były osoby, dla których teatr lalek opowiadający historie dla dorosłych to absolutna nowość?

- Myślę, że tak. Sporo osób mówiło naszym pracownikom, ja też słyszałem takie głosy, że dzięki festiwalowi już w inny sposób patrzą na teatr lalek. Myślę, że naszym festiwalem, prezentującym duży przekrój spektakli w różnych technikach, zarówno skłaniających do refleksji, i rozrywkowych, penetrujących różne przestrzenie, wychowujemy sobie publiczność. Zależy nam, by pokazywać zmienność teatru lalek, otwartość i to, że sztuka nie ma wyłącznie jednej słusznej drogi.

Tytuł oryginalny

Białostocki Teatr Lalek. Spektakle dla dorosłych ocenione. Po raz pierwszy przyznano Nagrodę Publiczności

Źródło: