Logo
Aktualności

Bezsilność Anioła

29.04.2025, 14:50 Wersja do druku
„Anioły w Ameryce” Tony Kushnera w reż. Krzysztofa Warlikowskiego w Nowym Teatrze w Warszawie. Pisze Alicja Cembrowska w Teatrze dla Wszystkich.

„Anioły w Ameryce” w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego nie starzeją się. I to dla nas jako społeczeństwa fatalna wiadomość. Obcowanie z doskonale skomponowanym przedstawieniem, gdy świat się rozpada, stanowi jednak drobne pocieszenie.

Kilkugodzinne spektakle dla współczesnego widza to abstrakcja, a nawet męka. Wiecznie spragnione bodźców i ekranowego światła mózgi mają coraz większy problem z konsumowaniem produktów kultury bardziej angażujących niż kilkusekundowe filmiki. Warto jednak trenować umiejętność koncentracji, a „Anioły w Ameryce” są dobrym materiałem ćwiczeniowym.

Głos Anioła, którego nikt nie słucha

Tekst Tony’ego Kushnera (tłum. Jacek Poniedziałek) jest spuchnięty od symboli i odniesień; soczysty, wulgarny i emocjonalny. Warlikowski, jeżeli oddala się od niego, to tylko na chwilę i po coś – na przykład, by na chwilę uaktualnić inscenizację subtelnością o gorsetach Balenciagi czy przemycić polityczne mrugnięcie (fragment programu informacyjnego o Putinie i Trumpie). To nienachalne drobnostki. Reżyser nie przekształca opowieści w manifest czy wiec. Nie musi, by widz zrozumiał, że wtedy czy teraz – daleko ludzkości do oświecenia, wspólnoty, moralnej naprawy. „Zatrzymajcie się, nie idziecie do przodu, wy tylko tratujecie” – na nic zdają się rozpaczliwe i bolesne nawoływania Anioła (Magdalena Cielecka).

Wizualnie na zaślepienie i zbiorową halucynację zdaje się odpowiadać scenografia Małgorzaty Szczęśniak. Centralną część przestrzeni wydzielają ściany z „lustrami”, które odbijają ogół, ale nie szczegół, zniekształcają, wyginają nienaturalnie sylwetki i twarze. Ta przestrzeń, przez którą przewijają się postaci, przypomina trochę pułapkę, środek labiryntu bez wyjścia. Przemeblowywanie sceny jest tylko pozorne.

„Anioły w Ameryce” wciąż aktualnie bolesne

Być może kontekst dziury ozonowej się przeterminował, ale pod względem klimatycznym jest tylko gorzej. Mamy lek, który blokuje wirusa HIV – osoby zakażone żyją zupełnie normalnie, ale mamy tysiąc innych kłopotów zdrowotnych. Brak otwartości na inność, kiszenie się w toksycznych plemionach, bezwzględne układy bogatych, nierówności społeczne, narastająca agresja, ale też rozrywanie się więzi rodzinnych i społecznych, wyobcowanie, poczucie zagubienia – to wszystko w „Aniołach” jest. I wokół nas też jest. Symultanicznie rozgrywane sceny podkreślają, że ludzie przeżywali i przeżywają podobnie – że gej, Żyd, mormon, chory, kochanek czy żona to tylko etykiety nawigacyjne. Niewiele mówią o stanie duszy.

Dlatego ten spektakl nadal działa. A działa tym bardziej, że jest precyzyjnie zrealizowany. Niemal 20 lat od premiery czuć, że aktorzy po prostu w tę historię wchodzą. Zachwyca swoją ekspresją Tomasz Tyndyk; onieśmiela Danuta Stenka. Maja Ostaszewska rolą Harper pokazuje, że jest w absolutnej czołówce polskich aktorek. Cały zespół prezentuje aktorstwo, które chce się podziwiać, w które chce się wierzyć.

„Zaczyna się Wielka Praca”. Trudno nie zapamiętać tego zdania, które w „Aniołach” staje się wręcz refrenem. Być może kiedyś niosło nadzieję. Teraz? Wydaje mi się, że przeraża i zasmuca, bo zapowiadane zmiany nie nadchodzą. Praca nadal się nie zaczęła, a zdawałoby się, że już dawno powinna być wykonana.

Tytuł oryginalny

Bezsilność Anioła

Źródło:

Teatr dla Wszystkich
https://teatrdlawszystkich.pl
Link do źródła

Autor:

Alicja Cembrowska

Data publikacji oryginału:

29.04.2025

Sprawdź także