19.09.2020, 14:49 Wersja do druku

Bezpański kompas

„Młodzież bez Boga” Thomasa Ostermaiera z Schaubühne w Berlinie na 55 PTMF  Kontrapunkt. Prolog w Szczecinie. Pisze Tomasz Domagała na stronie DOMAGAŁAsięKULTURY.

mat. Stuttgarter Zeitung

Tradycją szczecińskiego Kontrapunktu jest tak zwany dzień berliński, podczas którego za najlepszych czasów widzowie jechali do stolicy Niemiec, żeby tam, w partnerskim mieście „zaznać” tak lubianego i cenionego u nas teatru zachodnich sąsiadów. Dziś, w epoce pandemii organizacja takiego wyjazdu stała się nie tylko trudna, ale i niebezpieczna, dlatego ekipa Prologu 55. PTMF Kontrapunkt 2020 musiała wymyślić nową, stosowną dla tej pięknej tradycji formułę. Nie szukano jej długo, gdyż covidova rzeczywistość już dawno przetarła w tej kwestii ścieżki – dzień berliński zorganizowano zatem przez internet, choć jego odbiór miał miejsce na żywo. W ramach wirtualnej wizyty niemieckich gości odbył się w Teatrze Kana pokaz rejestracji spektaklu Thomasa Ostermeiera Młodzież bez Boga wg powieści Ödöna von Horvátha z berlińskiej Schaubühne oraz transmitowane na żywo przez internet spotkanie z dramaturgiem Thomasa Ostermeiera, Florianem Borchmeyerem  oraz Lukasem Turturem – aktorem, biorącym udział w spektaklu. Miałem zresztą wielki zaszczyt i przyjemność to spotkanie prowadzić.

Spektakl Ostermeiera to arcydzieło. Dość lakoniczna i nieskomplikowana powieść von Horvátha z 1937 roku opowiada o młodych ludziach i procesie ich dojrzewania w czasach rosnącej popularności faszyzmu. Narratorem, a przy tym bohaterem opowieści jest nauczyciel, którego kłopoty w szkole zaczynają się od tego, iż musi tłumaczyć jednemu z uczniów, że inny uczeń i jego rodzina to też ludzie (w spektaklu są to mieszkańcy Afryki). W napiętej atmosferze przedwojennych Niemiec jego postawa wywołuje skandal. Tak rozpoczyna się historia młodych ludzi, którzy przechodzą w czasie szkolnego obozu, w opanowanym przez faszyzm kraju przyspieszony kurs dojrzewania. Thomas Ostermeier wprowadza swojego narratora i bohatera w sposób niezwykły. Na scenę, ograniczoną z tyłu gęstym, ogołoconym z liści lasem (skojarzenia z laskiem wiedeńskim z tytułu najbardziej znanego dramatu autora uprawnione) wychodzi znakomity niemiecki aktor, Jörg Hartmann, i właściwie w swoim imieniu stwierdza (w olbrzymim skrócie), że on i Niemcy wszystko właściwie zawdzięczają Hitlerowi. Jak się okazuje, recytuje prawdziwy list robotnika niemieckiego do Führera z 1935 roku. Gdy kończy mówić, na scenie pojawiają się jego koledzy, żeby pomóc mu ubrać się na naszych oczach w kostium nauczyciela, a tym samym przenieść nas w czasy faszyzmu i w przestrzeń powieści von Horvátha. Już sam pomysł, że wielki niemiecki aktor mówi ze sceny, że wszystko zawdzięcza Hitlerowi, wydaje się genialny. Jego monolog zawiera bowiem w sobie bolesny paradoks: Hartmann przecież mówi prawdę, gdyż grając od lat na różnych niemieckich scenach role i spektakle, przestrzegające przed tym, co zdarzyło się w czasach Hitlera, analizujące istotę zła, w istocie w pewien sposób wszystko mu zawdzięcza. Nie jest to oczywiście powód do dumy, zwłaszcza że Hartmann gra tę scenę z ociąganiem. Niezbyt też chętnie przebiera się w kostium nauczyciela, choć zgodnie z naturą teatru musi to robić na scenie Schaubühne codziennie. Co więcej, ma się wrażenie, że zostaje w ten świat wciągnięty na siłę i zmuszony do opowiedzenia całej historii po raz kolejny; niby sam się czegoś z tego opowiadania uczy, ale my chyba niekoniecznie, bo następnego wieczoru znowu nam tę opowieść o narodzinach zła musi Hartmann opowiadać, gra przecież nauczyciela! Ciekawie w tym kontekście wygląda sprawa kompasu, głównego dowodu zbrodni, jaka dokonuje się w finale opowieści von Horvátha. Nikt nie chce się do owego kompasu przyznać, nikt tym samym nie chce przyjąć na siebie winy i odpowiedzialności za to, co się stało. Jako że kompas w gęstym lesie to przecież przedmiot ratujący życie, przyrząd do odnajdywania właściwego kierunku, właściwej drogi, Ostermeier wydaje się brutalnie diagnozować nie tylko sytuację bohaterów von Horvátha, ale i swoich rodaków, dawniej i obecnie. Złowrogo motyw ten zabrzmiał również i dziś, w Polsce – i zapewne nie bez przyczyny.

O rzemiośle nie piszę, bo wszystko zawrzeć można w jednym zdaniu: był to po prostu wielki teatr! Nazwisko przecież mówi samo za siebie. Gdyby ktoś miał okazję być w Berlinie, niech się wybierze, koniecznie.

Pożegnanie Prologu 55. PTMF Kontrapunkt 2020

Szanowni Państwo, Prolog 55. PTMF Kontrapunkt 2020 się odbył i mimo znacznego okrojenia repertuaru, był bardzo interesujący. Spektakle zagraniczne, choć kameralne (może za wyjątkiem „Młodzieży bez Boga”), okazały się wielkim sukcesem, odsłona Teatru na faktach z kolei była niezwykle ciekawą prezentacją modnego obecnie w Polsce teatru dokumentalnego. Wielkie brawa należą się przede wszystkim Ekipie Kontrapunktu z jego dyrektorem Markiem Sztarkiem na czele! Za to, że się nie poddali, że mimo pandemii, lęków i obostrzeń zorganizowali nam to piękne święto teatru, nie przerywając pięknej tradycji teatralnych spotkań w Szczecinie. Osobiście dziękuję im również za zaproszenie i zaufanie. Rzecznikowi festiwalu, Danielowi Źródlewskiemu, dziękuję przede wszystkim za opiekę i dobrą współpracę. Wyjechałem ze Szczecina naładowany dobrą energią teatralnego święta i jestem przekonany, że żaden covid szczecińskiemu głodowi kultury nie zaszkodzi. Widać to było po  salach pełnych widzów i zadowolonych artystach, dla których zwycięstwo kultury (teatru) nad biologią (pandemia) było i ważne i potrzebne! Dziękuję artystom, widzom i organizatorom i życzę wszystkim zdrowia, wytrwałości oraz  wielu pięknych chwil w teatrze. Do zobaczenia w Szczecinie być może w maju 2021, gdy pokonamy czas i covida!

Tytuł oryginalny

Bezpański kompas

Źródło:

www.domagalasiekultury.pl
Link do źródła

Autor:

Tomasz Domagała

Data:

19.09.2020