19.02.2007 Wersja do druku

Bezdomne koty

- Dwadzieścia lat temu pomyślałam, że pora otworzyć szkołę artystyczną o całkowicie autorskim programie, w której dzieci uczyłyby się, tańczyć i śpiewać. Trochę wzorowałam się na szkołach zachodnich, gdzie zapisać mógł się każdy, bez względu na predyspozycje czy talent. Spróbowałam i chyba się udało - wspomina Elzbieta Armaty, założycielka Studia Teatru Muzyki i Tańca w Krakowie.

Kiedy w warszawskim Teatrze Muzycznym "Roma" wystawiana jest nowa premiera, piszą o niej największe ogólnopolskie gazety. Na castingi zgłaszają się tysiące młodych ludzi. Gdy krakowskie Studio Teatru Muzyki i Tańca chce, po raz kolejny, zaprezentować swoją wersję "Kotów" [na zdjęciu], okazuje się, że nie ma pieniędzy. Nawet na wynajem sali, nawet na jeden wieczór - wieczór obchodzącym 25 lecie - Oczywiście, że boli mnie przepaść, jaka istnieje między rozgłosem, jakim cieszy się "Roma", a ciszą panującą wokół mojego studia. Rozumiem - to ogromny, profesjonalny teatr, a my zaledwie amatorsko działające studio artystyczne. Ale, patrząc obiektywnie, jesteśmy jedyną krakowską grupą wystawiającą spektakle, na tak dużą skalę. Z ogromnym rozmachem, wspaniałymi kostiumami, spektakle w którym każdorazowo gra co najmniej pięćdziesiąt osób - dzieci i młodzieży. I to już od dwudziestu lat - mówi Elżbieta Armatys, założycielka Studia. -

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Bezdomne koty

Źródło:

Materiał nadesłany

Dziennik Polski nr 41/17.02.07

Autor:

Maria Włodkowska-Banaś

Data:

19.02.2007