Logo
Magazyn

Bezczelna wolność wyobraźni

2.11.2026, 20:41 Wersja do druku

Aktor zawsze oddaje siebie, jest i postacią, i sobą. Nie ma takiego magicznego zaklęcia, które sprawiałoby, że wchodząc na scenę, zostawia w kulisach siebie. Wymiana myśli z aktorką Klarą Bielawką. Rozmawiał Zbyszek Dramat.

fot. Marek Zimakiewicz

Jak zmieniło się Twoje rozumienie aktorstwa od czasu debiutu? 

Zdecydowanie coraz bardziej traktuję je jako pracę – po prostu pracę, którą uwielbiam, która jest ze mną spójna, która daje mi czasem dużo radości, ale do której idę i z której wychodzę. Nie pruję się, kiedy nie ma takiej potrzeby, nie wkładam na siłę całego serca tam, gdzie w coś nie wierzę. Ale jeśli wierzę, aktorstwo staje się najpiękniejszą pracą świata.

W czym tkwi tajemnica dobrego aktorstwa? 

Chyba nie ma czegoś takiego, bo pojęcie dobrego aktorstwa jest wysoce subiektywne.

Czy aktor powinien chronić własną prywatność przed rolą, czy przeciwnie – oddawać jej część siebie? 

Aktor zawsze oddaje siebie, jest i postacią, i sobą. Nie ma takiego magicznego zaklęcia, które sprawiałoby, że wchodząc na scenę, zostawia w kulisach siebie. Postać na scenie ma swoje życie, ale aktor ma na scenie równolegle swoje – postać mówi monolog, a aktor widzi, że widz w drugim rzędzie siedzi w telefonie. Postać przeżywa żałobę, a aktor ma akurat najszczęśliwszy dzień swojego życia. I to wydaje mi się ciekawe. Tak naprawdę to tworzy najciekawsze postaci – chodzi o połączenie aktora i roli, szczególnie jak to się wzajemnie przenika i mieni. I różni w zależności od danego przebiegu spektaklu.

Czy istnieją role, których nie da się dobrze zagrać bez odpowiedniego doświadczenia życiowego? 

Nie da się zagrać dobrze żadnej roli bez uruchomienia wyobraźni. 

Czy współczesny teatr za bardzo tłumaczy świat widzowi, zamiast pozostawiać go z pytaniami? 

Nie do końca wiem, co to znaczy „współczesny” teatr. Zawsze był i pewnie będzie taki teatr, który dopycha wszystko kolanem, traktując widza jak idiotę. Jest zresztą ogromna grupa widzów, którzy taki teatr kochają. I jest teatr, który stawia pytania nie tylko widzom, ale przede wszystkim sobie. To są chyba bardzo indywidualne sprawy, zależne już od danej instytucji, dyrektora, reżysera, twórców.

Kiedy ostatnio wyszłaś z teatru jako widzka i pomyślałaś: „po to istnieje teatr”? 

Ostatnio obejrzałam film Maćka Cuske „Kandydaci śmierci” i pomyślałam, że po to istnieje sztuka.

Jakiego teatru najbardziej Ci brakuje dziś w Polsce? 

Najbardziej brakuje mi magii w teatrze.

W wielu współczesnych spektaklach ciało aktora staje się równie ważne jak słowo. Jak rozumiesz obecność ciała na scenie? 

Wydaje mi się, że ciało zawsze powinno być równie ważne jak słowo, a nawet ważniejsze, bo przecież postać może mówić mało albo być niema. A zresztą, jak często postaci kłamią, wypowiadając słowa!

Czy istnieje granica prywatności, której aktor nie powinien przekraczać nawet w imię sztuki? 

Myślę, że każdy powinien w zgodzie ze sobą ustalać płynność tych granic.

Czy nagość na scenie przestała być dziś środkiem artystycznego wyrazu, a stała się teatralną codziennością? 

Dobrze użyta nagość na scenie może otwierać światy. A i tak zawsze znajdą się tacy, którzy będą się oburzać. 

Czy zdarzyło Ci się zmienić interpretację roli pod wpływem reakcji publiczności? 

Tak na stałe chyba nigdy, ale tak w trakcie spektaklu, w odpowiedzi na to, co dzieje się na widowni, wielokrotnie.

Jak zmieniają się role kobiece wraz z wiekiem aktorki – czy jest to ograniczenie, czy raczej szansa na większą głębię? 

Film jest tutaj zdecydowanie bardziej bezwzględny, teatr to przestrzeń dużo większej wolności – ja po czterdziestce w teatrze wciąż grywam dzieci. Wiek w teatrze to zdecydowanie bardziej umowna sprawa i nie jest żadnym ograniczeniem, jeśli aktor jest młodym duchem. Spójrzmy choćby na fantastycznych Danutę Szaflarską, Stanisława Brudego, Maję Komorowską, Irenę Jun czy moją ukochaną Basię Krafftównę. Głębia wchodzenia w rolę też nie ma wieku.

Czy sztuka ma dziś jeszcze moc zmieniania ludzi, czy raczej pomaga im jedynie lepiej rozumieć samych siebie? 

Jeżeli dzięki niej lepiej rozumieją siebie, to znaczy, że sztuka zmienia ludzi. I co by się nie działo, tej umiejętności na szczęście sztuce nikt nigdy nie odbierze. 

Gdybyś mogła wrócić do siebie z początku lat dziewięćdziesiątych, czego byś sobie zabroniła, a do czego zachęciła? 

Pielęgnowałabym w tej dziewczynce jej bezczelną wolność wyobraźni. Szczęśliwie miałam obok siebie ludzi, którzy pomagali jej tego nie zgubić, nawet jeśli na chwilę wpadała w system. Podziękowania dla mamy i taty, którzy w pełni wspierali nawet odchyły od normy i wymyślanie niestworzonych historii.

Co sprawia Ci największą radość w teatrze/sztuce teatralnej? 

Ludzie!

Czy byłabyś w stanie zagrać samą siebie? 

Hahaha. Byłabym bezlitosna. To by była bardzo przerysowana postać.

Jaką cenę płaci się za wieloletnią wierność teatrowi? 

W ogóle nie chciałabym myśleć takimi kategoriami. 

Czy z biegiem lat w teatrze interesuje Cię bardziej człowiek czy postać? 

Postać też człowiek. Na ogół.

Źródło:

Materiał nadesłany

Sprawdź także