„Kiedy stopnieje śnieg” Katarzyny Minkowskiej i Tomasza Walesiaka w reż. Katarzyny Minkowskiej z TR Warszawa na XXIX MFT Kontakt w Toruniu. Pisze Wiktoria Skowron w „Gazecie Festiwalowej Złap Kontakt”.
Wchodzimy do świata, który będziemy mogli podglądać przez niewidzialną ścianę. Do domu, do którego wracają ci, którzy kiedyś z niego odeszli. Rodzina. Ciekawe, że to właśnie tragedie najmocniej potrafią połączyć ludzi. Katarzyna Minkowska (scenariusz, reżyseria i scenografia) oraz Tomasz Walesiak (scenariusz, dramaturgia) w Kiedy stopnieje śnieg wprowadzają nas w przestrzeń pełną napięć i słów, które nie dotykają sedna. W tym spektaklu nie ma ciszy – ludzie nie potrafią ze sobą rozmawiać, więc mówią o wszystkim, byle nie o tym, co najważniejsze. Najlepiej, komentując życie. Oczywiście nie swoje, tylko innych.
Wśród tej kakofonii najwięcej znaczą momenty pęknięcia – chwile, gdy coś się wymyka. Kiedy jedno słowo uruchamia emocje. Jakby ten dom był pełen szczelin, przez które wypływa to, czego nie da się już dłużej trzymać. Scenografia podkreśla zresztą to napięcie – wielka, niemal absurdalna pralka umieszczona z tyłu sceny daje dostęp do wnętrza tego domu i jego niedopowiedzianych historii. Nie pierze brudu i nie oczyszcza – nie oczyszczają się więc także osoby, które do niej wchodzą, a raczej bezradnie kręcą się w kółko.
Żałoba w spektaklu Minkowskiej nie ma jednej twarzy – jest chaotyczna, zagłuszana, wypierana czy obśmiewana. Nikt nie umie się z nią tak naprawdę skonfrontować, ale każdy przeżywa ją na swój sposób. I choć członkowie rodziny czasem się ranią, uciekają we wzajemne osądy i złośliwości – jest coś poruszającego w tym, że są razem. Niezgodni, pogubieni, ale obecni. Jakby sama ta obecność była już jakimś wysiłkiem, może odpowiedzią.
Pytanie tylko, kiedy ten śnieg w końcu stopnieje? I jeśli stopnieje – czy mamy jakikolwiek wpływ na to, żeby nie wrócił? Chciałabym wierzyć w to, że mamy w sobie taką moc.