Moroz: Nie da się ukryć: oczekiwania były duże.
Skrzydelski: Po pierwszej, znakomitej premierze w Teatrze Dramatycznym za dyrekcji/niedyrekcji Moniki Strzępki, czyli po „Moim roku relaksu i odpoczynku” w reżyserii Katarzyny Minkowskiej, przebieraliśmy nóżkami na kolejny krok nowej ekipy. I mówię to bez cienia ironii. Po prostu chyba obaj byliśmy ciekawi, co tym razem wydarzy się przy placu Defilad.
Moroz: Zatem to, co nastąpiło, to upadek z dużej wysokości.
Skrzydelski: Rzeczywiście kontrast jest zadziwiający. U Minkowskiej: reżyseria poprowadzona pewną ręką, przemyślane i zindywidualizowane aktorstwo, mądry przekaz, oszałamiająca mieszanina komizmu i goryczy, spójna forma pomimo trudu narracji wybranej dla tego spektaklu. A w „Arce i ego” według koncepcji Lucy Sosnowskiej?… Nie do końca wiem nawet, jak to nazwać. Problem w tym, że możemy się wygłupiać, uciekać w żart czy kpinę, ale tym razem zostałem w teatrze zupełnie pozbawiony energii. I przyznam: pogubiłem się totalnie.
Całość rozmowy - w Magazynie e-teatru