04.09.2009 Wersja do druku

"Balladyna" w Nowym Jorku to pomyłka

Pomysł ekranizacji "Balladyny" we współczesnych dekoracjach, choć ryzykowny, nie był wcale najgorszy. Nie jest najgorszy scenariusz autorstwa Dariusza Zawiślaka przekuwający romantyczny dramat w pełnokrwistą historię kryminalną. Tyle że wykonanie przekroczyło możliwości wykonania ambitnego planu... - pisze Wojtek Kałużyński w Dzienniku.

Filmowa Balladyna (Sonia Bohosiewicz) pracuje w należącej do ojca nowojorskiej galerii. Marzy o tym, by się wyrwać, zrobić karierę. Tymczasem więcej szczęścia ma jej bliźniacza siostra Alina (także Bohosiewicz), która poznaje pewnego wziętego psychoanalityka Kirka (Mirosław Baka). Niebawem w galerii wybucha pożar, Alina ginie, a Balladyna trafia do szpitala. Chwilę potem jest już żoną Kirka, który na zlecenie terapeutki, dawnej sekretarz stanu (Faye Dunaway) próbuje rozwikłać kryminalną aferę, do której klucz (dosłownie) ma pewien bezdomny ślepiec (Stefan Friedman). Żądna władzy Balladyna postanawia wykorzystać sytuację i nie cofnie się przed niczym, by zdobyć wpływy, władzę i pieniądze. Taka trawestacja akcji dramatu Słowackiego miała potencjał, by spełnić zamierzenie przybliżenia "Balladyny" cybernastolatkom. Tyle że Zawiślak nie sprostał swemu pomysłowi w warstwie realizacyjnej. Jego pomysły inscenizacyjne są momentami tak kurio

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

"Balladyna" w Nowym Jorku to pomyłka

Źródło:

Materiał nadesłany

Dziennik nr 207 online

Autor:

Wojtek Kałużyński

Data:

04.09.2009

Tematy w toku