19.04.2021, 20:10 Wersja do druku

Balladyna

fot. Bartek Barczyk / mat. teatru

„Balladyna" Juliusza Słowackiego w reż. Pawła Świątka w Teatrze Słowackiego w Krakowie. Pisze Rafał Turowski na stronie rafalturow.ski

Trochę od końca zacznę – Balladyny szlag na końcu nie trafia. Może dlatego, że wiemy, że tak się stanie, a może dlatego, że – choć bardzo byśmy chcieli, żeby zapłaciła za swoje przewiny, to jednak przecież rządzący prawie nigdy nie ponoszą konsekwencji ani swoich win ani zaniedbań. Ktoś poniósł? No dobrze, dawno temu w Rumunii, ale to jednak wyjątek. Mogą więc rządzić jak im się podoba, spokojnie z pogodą patrząc w przyszłość, bez strachu przed konsekwencjami. Pustelnik, czyli Popiel – choć pozbawiony władzy, ma się przecież nie najgorzej pędząc dni w kinie i zajadając się popcornem… Dostaje się też Goplanie, wszak i ona jest panią na swoich włościach, mściwa, pamiętliwa i kapryśna, do tego flejta, Gopło prawie wyschnięte i śmieciem oraz betonem zakwitłe. Tak jakby najbardziej była zajęta nie - rządzeniem, a karmieniem swoich mediów społecznościowych. Chociaż czy tylko „tak jakby”? Skierkę i Chochlika i samą królową jakbyśmy skądś znali, prawda? (cudowne role Dominiki Bednarczyk, Karoliny Kazoń i Natalii Strzeleckiej).

To gorzkie przedstawienie, ale oglądałem je z zachwytem, mamy bowiem napisaną przez Słowackiego (i wierną oryginałowi, z nieznacznymi skrótami) rzecz o… pozbawionych mózgu celebrytach, o mściwych i żądnych krwi nieudacznikach, bawiących się w politykę, czy - o zachłannych prostakach, którzy uważają się za elitę.

Słowacki naprawdę wielkim poetą był!

Źródło:

www.rafalturow.ski
Link do źródła