Moroz: Dokąd my znowu trafiliśmy? Tego się nie spodziewałem.
Skrzydelski: Nie podobało się? Praktycznie jak na offie.
Moroz: Czy mi się podobało, o tym jeszcze porozmawiamy. Na razie odnotowuję, że mnie – niepełnego jeszcze warszawiaka – ciągasz na daleką Pragę…
Skrzydelski: To są Szmulki.
Moroz: Na jedno wychodzi? I tak musisz przedrzeć się przez miasto, pokonać rzekę, zapuścić w gąszcz prawobrzeżnych uliczek…
Skrzydelski: Znalazł się lokator lewej strony! Ja się na Pradze wychowałem i bardzo proszę nie podawać tej dzielnicy w wątpliwość. Choć była to Praga Południe.
Zatem po tej wyczerpującej podróży w nagrodę docierasz na ulicę Otwocką, przy której mieści się jak najbardziej teatralna przestrzeń. Była tam niegdyś Fabryka Trzciny, zasłużony ośrodek kultury.
Moroz: A teraz to miejsce, w którym grają poobiednie komedie.
Skrzydelski: Komedie – ważna sprawa. Po dniu ciężkiej pracy albo ciężkim obiedzie dla niektórych to możliwość wzięcia głębszego oddechu. Ale sam tytuł sztuki, którą zobaczyliśmy, „Inteligenci”, zdradza pewne ambicje.