XXII Międzynarodowy Festiwal Tańca Zawirowania już oficjalnie się zakończył, a ja wciąż nie mogę przestać myśleć o obejrzanych spektaklach. Było mi dane zobaczyć 9 z nich podczas 6 dni festiwalu. Każdy był odmienny i wyjątkowy na swój własny sposób. Pisze Lucyna Milczarczyk.
To niezwykłe, jak ogromny wpływ mają życiowe doświadczenia, taneczne wykształcenie czy pochodzenie artystów na tworzoną przez nich sztukę. Każdy z osobna wnosi do świata tańca coś nowego, wzbogacając go o swój indywidualizm, przeżycia czy wiedzę.
Aż ciężko uwierzyć w tę magiczną moc tańca do jednoczenia ludzi. W końcu wszyscy obecni, zarówno na publiczności, jak i na scenie, a także osoby działające zza kulis i odpowiedzialne za organizację, zebrali się tu w jednym i tym samym celu. W tym momencie przestały mieć znaczenie jakiekolwiek różnice kulturowe czy bariery językowe, bo to mowa ciała pozwalała komunikować się z sobą nawzajem bez przeszkód. Każdy spektakl był opowieścią i, chociaż niosły za sobą różny przekaz, to łączyło je to, że miały moc kreowania rzeczywistości. Widzieliśmy zarówno spektakle całkowicie innowacyjne, jak „Studies for an Ecce Homo” i „Creatures of Interest”, jak i takie, które przy zachowaniu scenicznej widowiskowości niosą za sobą ważne treści, jak „Rouh”. Były momenty poważne i pełne trudnych emocji, jak żal, złość i zwątpienie, czego przykładem są „Płaczki” oraz „Paradise Birds”, oraz takie wprowadzające momenty łagodności, jak „Dedica al Dinamismo” czy „Noa”. Mogliśmy też doświadczyć kwintesencji tańca współczesnego, jak głęboko poruszające „Szepty niewysłuchane”, oraz eksperymentów ze stylami tanecznymi, jak „Cercle”. Autorami wszystkich tych dzieł są niezwykle utalentowani choreografowie, tancerze, kompozytorzy i kostiumografowie, m.in. z Maroka, Polski, Laosu, Ukrainy, Włoch, Belgii, Portugalii, USA, Francji i Meksyku. Ta robiąca wrażenie różnorodność to ogromna wartość dodana, dająca szeroką perspektywę na aktualne nurty i tendencje w tańcu współczesnym. Ta ogromna mnogość pomysłów, wizji, konceptów odbija się nie tylko w tańcu, ale i w muzyce czy strojach. Historie mówią o tęsknocie, rozpaczy, poznawaniu, odkrywaniu siebie oraz innych, korzeniach i wielu innych wątkach. Widać, że wszystko jest tu starannie przemyślane i ułożone podczas długich przygotowań do występu. Dzięki temu nie dało się wychwycić żadnego błędu czy potknięcia – wszystko było wprost idealne.
Gdy po raz ostatni wyszłam z teatru, robiłam to z pewnym żalem, ale jednocześnie z poczuciem bycia bogatszą o doświadczenie i przemyślenia. Rozważania innych przedstawione w formie tańca są często znacznie bardziej obrazowe, niż gdy wypowiadamy je słownie. Dzięki tej emocjonalności, obrazowości i międzynarodowemu dialogowi łatwiej jest dostrzec pewne rzeczy, które normalnie nie wydają się tak oczywiste. Choreografią, która szczególnie skradła moje serce, było „Rouh” w wykonaniu Ahlam El Morsli oraz Wajdi Gagui z Maroka, które było zarówno piękne wizualnie, jak i fabularnie. Spektakl charakteryzował się ogromną siłą i potęgą, które z niego wybijały, nie tracąc przy tym na uczuciowości. Oglądanie go było prawdziwą przyjemnością. Zresztą każde zaprezentowane dzieło miało w sobie coś niesamowitego. Wszystkiego dopełniały wywiady z artystami, którzy poprzez rozmowę i ruch wpuszczali nas na chwilę do swojego świata.