Logo
Magazyn

90 lat temu urodził się Krzysztof Litwin, artysta Piwnicy pod Baranami

20.06.2025, 08:37 Wersja do druku

Urzędowo stwierdzam, że urodziłem się 19 czerwca 1935 roku koło Nowej Huty, czyli w Krakowie - napisał Krzysztof Litwin, krakowski artysta związany z Piwnicą pod Baranami, w "życiorysie artystycznym" sporządzonym do książki pt. "Krzysztof Litwin – Nie za duży, nie za mały, doskonały".

fot. mat. Filmu Polskiego

"Czerwcowy Bliźniak, wcześniak. Żeby było zabawniej, był to rok śmierci Marszałka Józefa Piłsudskiego i całe życie (z krótką przerwą) mieszkam przy ulicy jego imienia. Wpłynęło to na kształt moich brwi i stosunek do jednego z naszych (polskich) sąsiadów" - dodał.

"Z końcem listopada 1981 roku Piwnicy pod Baranami po raz drugi w karierze udało się wyjechać na Zachód. Po czternastu latach od pierwszego pobytu – ponownie na festiwal w Arezzo" - napisał Janusz R. Kowalczyk w książce pt. "Wracając do moich Baranów" (2012). "Postój w Trieście dawał szansę na krótki spacer po nadmorskim deptaku. Jeden z Włochów stanął nagle oko w oko z Litwinem i entuzjastycznie wykrzyknął: Cywil! Zanim rozpoznany, jak i grupka towarzyszących mu piwniczan, zdołała ochłonąć ze zdumienia, spostrzegawczy miejscowy przechodzień wyjaśnił, że po ich stronie granicy odbierają również telewizję jugosłowiańską. Ta zaś, wśród powtórek, upodobała sobie emisje +Przygód psa Cywila+, w którym to serialu aktor grał niezapomnianą postać sierżanta Walczaka" - relacjonował krytyk, który w zespole krakowskiego kabaretu spędził prawie 10 lat (1978-87).

"Litwin? Moje ekstremum, kiedy myślę o śmiechu w Piwnicy: Krzysiek Litwin i Wiesiek Dymny… Niepohamowane, chyba największe kaskady śmiechu, jakie słyszałem, jakich doświadczałem na jakichkolwiek oglądanych w życiu występach" - napisał Leszek Długosz ("Dziennik Polski", 2010).

Krzysztof Litwin był artystą wszechstronnym - aktorem teatralnym, kabaretowym i filmowym - "Jego twarz, daleka od kanonów aktora amanta, miała swój ciepły, często pełen zakłopotania, wyraz" - czytamy na stronie Polskiego Radia.

"Wiecznie zdziwione dziecko… / z błękitem jezior w oczach / Kpił z odmian czasu i losu… / z Erosa i z Thanatosa / Mieszkał na Drodze Mlecznej / na rogu Plant i herezji / Malował światłem kobiety / i chwile boskiej poezji / Piruet kręcił na scence / nie większej od kapelusza / Frantowską piosnką i gestem / ludzi do śmiechu wzruszał / Gdy się uśmiechał – płakał / Arlekin w ludzkiej komedii / W życiu… życie udawał / a w karnawale… śmiertelnych / Samotnie chodził po linie / rozpiętej nad snem wariata / I milczał smutkiem lirycznym / słuchając wrzawy świata" - wiersz pt. "Krzysztof Litwin – szkic do portretu" napisał inny artysta Piwnicy Andrzej Pacuła w 2016 roku.

Ale Krzysztof Litwin był też kompozytorem - jego autorstwa była "Leokadia", pierwszy piwniczny hymn - malarzem, grafikiem i rysownikiem. Był też uczniem Marii Rudzkiej-Cybisowej i Mieczysława Wejmana, "cenionym za niezwykłą lotność kreski, podążającej tropami nieokiełznanej plastycznej wyobraźni". "W sam raz do przyozdobienia tekstów piosenek" - ocenił Janusz R. Kowalczyk.

"Jako czterolatek namiętnie rysowałem +Pelikanem+ mojego Ojca. Robiłem potem wystawy na oszklonych drzwiach szafy biedermeier. Rodzic był szczęśliwy i przekonany, że pójdę w jego ślady i zostanę architektem" - wspominał Litwin. Rysującą się karierę przerwał jednak wrzesień 1939 roku.

"O okupacji niemieckiej nie będę wspominał, bo za przebijanie opon w niemieckich samochodach i spuszczanie powietrza nie dawano zaświadczeń, więc należenie do ZBOWiD-u - niemożliwe" - napisał skromnie o swych wojennych dokonaniach. "Ukończyłem wszystkie krakowskie szkoły podstawowe oprócz OO. Pijarów" - wspominał na łamach "Przekroju". "W nagrodę Ojciec wysłał mnie do Zakopanego do Szkoły Przemysłu Drzewnego, gdzie mieszkałem w internacie Liceum Plastycznego. Dyrektorem Liceum był wówczas Antoni Kenar. Zgubiła mnie walizka pełna moich rysunków, a opiekun internatu, zarazem profesor rysunku u +Kenara+ spytał: czy nie wolisz chodzić do liceum plastycznego? Wolałem. I tak bez egzaminów znalazłem się w Liceum Plastycznym, najpierw w Zakopanem, potem w Krakowie, w którym spędziłem wspaniałe lata. Za wąskie spodnie w kratkę można było być niedopuszczonym do matury. Dyrektor Włodzimierz Hodys często tak kończył wykład z historii sztuki: ty Litwin, tobie w głowie tylko kobitki i bałałajka" - relacjonował artysta w "Życiorysie".

"Wspaniałe lata" w Krakowie dotyczyły zarówno studiów w Akademii Sztuk Pięknych - na które miał się dostać, jak sam twierdził, dzięki posiadanym przez jego ojca "znajomościom" - jak i późniejszej działalności kabaretowej. "Być studentem Akademii to nie sztuka, sztuką być dobrym malarzem. Ale by być dobrym malarzem trzeba koniecznie być w kabarecie. No i byłem w kabarecie PIWNICA POD BARANAMI. Tam przez 30 lat traciłem z wielką przyjemnością czas i zdrowie" - opisywał Litwin.

Dyplom na ASP zrobił z grafiki książkowej. "To była jego wąska specjalizacja, z której czuł się dumny i do której był zapalony" - przypomniał Długosz. Grafiki autorstwa Litwina można znaleźć w ofercie wielu współczesnych domów aukcyjnych.

W czerwcu 1958 roku na scenie Teatru im. Słowackiego w Krakowie "Mizantropa" Moliera pokazał paryski zespół Madeleine Renaud i Jean-Louisa Barraulta. Francuscy artyści zażyczyli sobie wizyty w słynnym krakowskim kabarecie.

"Piwnica była akurat na głucho zamknięta przez lokalnych decydentów. Ci, nie chcąc uchybić oczekiwaniom zagranicznych gości, wydali do niej klucze. Scenka pantomimiczna z Litwinem w roli krawca tak się spodobała francuskiemu mistrzowi, że sam pokazał kilka mimicznych kreacji, z własną wersją +krawca+, zszywającego sobie na okrętkę palce. Świadkowie zarzekają się, że +krawiec+ Litwina wcale nie był gorszy" - wspominał Janusz R. Kowalczyk.

Innego wieczora w Piwnicy Litwina zobaczył Jerzy Wojciech Has, co zaowocowało debiutem 24-latka w ekranizacji "Wspólnego pokoju" (1959) i trwale "zainstalowało" go w polskiej kinematografii. Wystąpił w ok. 80 filmach - głównie w epizodach ale zwykle mocno zaznaczając swoją obecność. "Najbardziej żal KRZYSZTOFA LITWINA, znakomitego aktora charakterystycznego i ozdoby Piwnicy pod Baranami, który nie ma tu okazji zabłyśnięcia swym oryginalnym talentem" - pisał Jan Józef Szczepański ("Tygodnik Powszechny", 1966) w recenzji komedii "Pieczone gołąbki" Tadeusza Chmielewskiego. Natomiast Stanisław Grzelecki recenzując w "Życiu Warszawy" (1966) "Całą naprzód" Stanisława Lenartowicza, nazwał Litwina "polskim Busterem Keatonem".

"Recenzenci to też moja widownia" - wyjaśnił Litwin w "Przekroju". "Z krytykiem trzeba się zaprzyjaźnić, aby krytyk wiedział co ma - to znaczy co my chcemy, żeby napisał. Czasem z krytykiem trzeba pójść na kolację. Oczywiście, my płacimy" - dodał.

Sam aktor najbardziej sobie cenił rolę Don Lopeza Soareza w "Rękopisie znalezionym w Saragossie" (1965) Wojciecha Jerzego Hasa. "Wystąpił tam, jak twierdził, w międzynarodowej obsadzie. Grali bowiem: Kozak, Litwin i Niemczyk (Andrzej, Krzysztof i Leon)" - przypomniał Janusz R. Kowalczyk.

Niezwykłą kreację Krzysztof Litwin stworzył w krótkometrażowym filmie "Prawdziwie magiczny sklep" (1969) wyreżyserowanym przez Mieczysława Waśkowskiego. W pamięć młodocianych widzów zapadł też dzięki rolom w serialach "Czterej pancerni i pies" (1966), "Niewiarygodne przygody Marka Piegusa" (1967) i "Przygody psa Cywila" (1970).

W 1972 roku Litwin związał się z "Silną Grupą pod Wezwaniem" - śpiewającym kabaretem, z którym wystąpił m.in. w Monachium podczas otwarcia Mistrzostw Świata w piłce nożnej w 1974 roku. "Śpiewałem po niemiecku choć nie znam tego języka" - wspominał. Cieszył się, bo bardzo lubił futbol.

"A to, że uwielbiam grać w bridge'a, gotować, ulegać słabostkom tego świata, nie robić krzywdy innym, to dlatego, że jest nas dwóch. Nie wiem czy Bliźniaki to On i Ona, ale moje drugie imię to Maria" - podsumował Litwin swój "Życiorys". "Moja profesor, Maria Cybis Rudzka, przestrzegała na zajęciach: najniebezpieczniejsze połączenie kolorów, to zieleń i czerwień. Ja jestem odważny. Łączę te kolory z największą przyjemnością" - dodał.

Krzysztof Maria Litwin zmarł 8 listopada 2000 roku - miał 65 lat.

"Nastolatkiem będąc, znalazłem w jakimś ilustrowanym tygodniku - może był to Przekrój? – test na poczucie humoru. Jedno z pytań brzmiało: Czy chciałbyś osobiście poznać Krzysztofa Litwina?. Wydało mi się, to wówczas równie zdumiewające, jak odpowiedź oczywista" - mówi PAP Janusz R. Kowalczyk. "Chyba dlatego właśnie odnalazłem się na prawie 10 lat w zespole Piwnicy Pod Baranami" - podkreśla.

Źródło:

PAP

Sprawdź także