To nie będzie kolejny ranking znamienitości, które zostawiły trwały ślad w mieście liczącym 680 lat. Nie znamy wszystkich, którzy swymi dokonaniami, doświadczeniami, talentami przysporzyli Bydgoszczy chwały, a mieszkańcom pozwolili żyć i rozwijać się w piękniejszej osadzie, zasobniejszej kasztelanii i grodzie, murowanym mieście, rewitalizowanej i unowocześnianej stolicy województwa. Stąd tylko kilkadziesiąt nazwisk, które naprawdę warto zapamiętać.
Wielcy, wybitni, zasłużeni, bohaterowie – mają pomniki, ulice, murale, są patronami szkół, wyższych uczelni, wszelakich instytucji i obiektów. Nazwiskami wybitnych postaci „chrzci” się samoloty, tramwaje, pociągi. Zatem wybór tych, którzy mają swoje miejsce w 680-letniej historii kazimierzowskiego grodu, nie powinien nastręczać trudności. Czyżby?
Niewiele wiemy o tych, którzy byli przy narodzinach miasta 19 kwietnia 1364 r. To Jan Kiesselhuth i jego wspólnik Konrad – obu król Kazimierz Wielki uczynił zasadźcami, wydając akt lokacyjny. W tymże dokumencie panowie, prawdopodobnie spolonizowani Niemcy, ocenieni zostali jako „mężowie” odznaczający się „niezwykłą mądrością” i przezornością. Brak średniowiecznych akt sprawia, że nieznana pozostaje ich działalność. Faktem jest, że miasto powstało i przetrwało „burze i napory”.
Z początku XV w. znana jest postać Janusza Brzozogłowego (patron ulicy na Jarach), starosty bydgoskiego, który miał nawet przyczynić się do grunwaldzkiej wiktorii w 1410 r. Ponoć dręczył Krzyżaków walką podjazdową, przez co część ich oddziałów nie mogła wziąć udziału w walnej rozprawie z królem Władysławem Jagiełłą.
Ród Kościeleckich, herbu Ogończyk, którego przedstawiciele przez bez mała dwa wieki sprawowali urząd starosty, dobrze zapisał się w dziejach miasta (ma swój plac w jednej z najstarszych części miasta). Dr Janusz Kutta, autor biogramów przedstawicieli tego rodu, podkreśla, że dbali nie tylko o swoje, ale i mieszkańców interesy. Wiele też zawdzięczał im ówczesny Kościół.
Kolejni starostowie z rodu Ossolińskich – Jerzy i jego syn Franciszek – obejmowali urząd w mieście, które mocno podupadło (lata 30. XVII w.). Jerzy miał z dużą energią przystąpić do przywracania miastu jego dawnego znaczenia – zabiegał m.in. u króla o nowe przywileje i potwierdzenie dawniejszych, starał się podnieść handel, który dla miasta był „krwioobiegiem”.
Ważną postacią pierwszej połowy XVII w. był Wojciech Łochowski (zmarł w 1651 r.), rajca miejski, burmistrz, kronikarz. Jako burmistrz przyczynił się do utworzenia w mieście oddziału zbrojnego, mającego zapewnić porządek i bezpieczeństwo mieszkańcom. Był niezwykle hojny dla kościoła pw. św. Marcina i Mikołaja – ufundował dzwony, ornaty i mosiężną chrzcielnicę. Łochowski to także autor jedynej zachowanej kroniki Bydgoszczy, doprowadzonej do 1637 r.
Staropolska i zarazem polska Bydgoszcz kończy się wraz z pierwszym rozbiorem Rzeczypospolitej. Czy w ciągu prawie 150 lat obcego panowania byli tacy przedstawiciele państwa zaborcy, którzy dobrze chcieli nie dla swojego przecież miasta?
W „Bydgoskim Słowniku Biograficznym” (praca zbiorowa historyków i archiwistów: Stanisława Błażejewskiego, Janusza Kutty i Marka Romaniuka, dotąd wydano siedem tomów, w których pomieszczono prawie 700 biogramów) znajdziemy wiele postaci, które swoją działalnością przyczyniły się do rozwoju miasta i polepszenia bytu jego mieszkańców. W tym gronie będzie m.in. Lewin Louis Aronsohn (1850–1928), bankier, poseł do parlamentu pruskiego, radny, radca magistratu, honorowy obywatel Bydgoszczy. Pokaźny majątek umożliwił mu prowadzenie działalności filantropijnej – podarował miastu parcelę z przeznaczeniem na budowę zakładu opiekuńczo-wychowawczego dla dzieci, ufundował pomnik „Łuczniczki”, przekazał sporą sumę na budowę krytego basenu pływackiego (do realizacji nie doszło; Aronsohn wyjechał z Bydgoszczy w 1918 r., dwa lata później miasto było znowu polskie).
O rodzinie Franke dziś najczęściej piszą media społecznościowe (emocje budzi rewitalizacja obiektów przemysłowych). Urodzony w Bydgoszczy Herman (1829–1913) i jego syn Konrad (1865–1917) to właściciele firmy C.A. Franke. Założona przez Carla Augusta, ojca Hermana, mała destylarnia spirytusu została rozbudowana w latach 70. XIX w., stając się monopolistą w dostawach spirytusu dla Bydgoszczy i okolic. Kolejną dużą inwestycją był tartak parowy. Franke pobudował przy ul. Czartoryskiego magazyny i rafinerię spirytusu. Znaczne dochody pozwoliły na urządzenie ogólnodostępnych zakładów kąpielowych oraz założenie fundacji, która miała wybudować dom starców.
Czy jest ktoś w Bydgoszczy, kto nie słyszał o firmie C. Blumwe i Syn (polska wersja to Fabryka Obrabiarek do Drewna; dziś na terenie zakładu przy ul. Nakielskiej powstaje nowe osiedle)? Carl Blumwe zaczynał w 1865 r. od warsztatu budowy i naprawy maszyn rolniczych, by po przyjęciu do spółki syna Franza Juliusa ograniczyć profil do budowy traków i maszyn do obróbki drewna. Pod jego rządami firma została przekształcona w spółkę akcyjną. Franz znany był z działalności społeczno-charytatywnej; z jego inicjatywy utworzono w zakładzie pracowniczą kasę chorych i kasę pogrzebową. W 1900 r. otworzył dom opieki nad dziećmi rodziców pracujących zawodowo.
Nie tylko wielkim fabrykantem, ale także filantropem był Hermann Otto Löhnert (1845–1910), założyciel firmy produkującej maszyny do rozdrabniania minerałów (powojenne „Makrum”). Dr Marek Romaniuk, autor biogramu Löhnerta, pisze, że „powszechnie znana i ceniona była jego umiejętność, z jaką potrafił ułożyć sobie stosunki z robotnikami zatrudnionymi w fabryce; miał uznanie dla ich umiejętności i pracy, szczególną wdzięczność robotników zyskał, fundując im książeczki oszczędnościowe”. Pomagał też Przemysłowej Szkole Dokształcającej.
Gdy niemieccy przemysłowcy rozwijali swoje biznesy, pojawił się w Bydgoszczy doktor Władysław Piórek (1852–1926). Miał za sobą studia medyczne w Berlinie i lata praktyki w niewielkiej Krajence w powiecie złotowskim (tam zaczęła się także jego działalność na polu narodowym i społecznym). Otworzył praktykę na Wełnianym Rynku, miał wielu pacjentów, najczęściej pochodzących z robotniczego Szwederowa. Współpracował z bydgoskim „Sokołem”, czynnie wspierał polskie placówki kulturalne, oświatowe i charytatywne. Był prezesem Koła Towarzysko-Kupieckiego, które skupiało przedstawicieli bydgoskiej inteligencji i mieszczaństwa. Powszechnie uchodził za „przywódcę polskich mieszkańców”. Gdy miasto wróciło do Macierzy, został naczelnym lekarzem Kasy Chorych. Na krótko przed nagłą śmiercią został obdarzony godnością Honorowego Obywatela.
Znaczącą postacią jeszcze w pruskiej, a po 1920 r. w polskiej Bydgoszczy był Antoni Weynerowski (1864–1939), współtwórca obuwniczej potęgi. Wraz z synami, Henrykiem i Witoldem, doprowadził do powstania spółki „LEO” Fabryka Obuwia S.A., która należała do największych fabryk tej branży w Polsce (firma miała też własne sklepy w kraju). Weynerowscy znani byli z działalności patriotycznej i narodowej – np. w 1919 r. wsparli Polską Radę Ludową kwotą 100 tys. marek na rzecz organizowanego w mieście polskiego szkolnictwa. Antoni wraz z żoną Leokadią wspierali darmowym obuwiem bezrobotnych.
Jeszcze w pruskiej Bydgoszczy, 16 sierpnia 1905 r., przyszedł na świat Marian Adam Rejewski, najwybitniejszy bydgoszczanin. Matematyczno-kryptologiczny geniusz objawił się u 27-letniego pracownika Biura Szyfrów Oddziału II, gdy otrzymał do złamania utajniane niemiecką Enigmą wojskowe depesze. Sam dokonał „złamania Enigmy”, następnie z kolegami z Uniwersytetu Poznańskiego – Henrykiem Zygalskim i Jerzym Różyckim – doskonalił metody deszyfrowania. Wiele lat po zakończeniu wojny poznał wartość tego, co robił jako kontraktowy pracownik BS4. Skromny bydgoszczanin jest w gronie tych, których praca przyczyniła się do skrócenia wojny i uratowania kilku milionów ludzi.
Młodszy o dwa lata od Rejewskiego był Bernard Ormanowski (1907–1984). Największy sukces odniósł na początku kariery sportowej: 27 sierpnia 1928 r. jako szlakowy w czwórce ze sternikiem zdobył brązowy medal podczas igrzysk olimpijskich w Amsterdamie (takiego triumfu w dziejach Bydgoskiego Towarzystwa Wioślarskiego wcześniej nie było). Ormanowski to czterokrotny mistrz Polski w latach 1932–1935 w „ósemce” i „czwórce”. Po zakończeniu kariery sportowej był przez wiele lat (1959–1976) trenerem w Kolejowym Klubie Wioślarskim. Jego wychowankami byli J. Broniec – A. Ślusarski, świetna dwójka bez sternika.
Pochodzący ze Środy Wielkopolskiej Władysław Stoma (1888–1968), aktor teatralny i filmowy, przez 11 sezonów (1927–1938) był dyrektorem Teatru Miejskiego. To wyjątkowo zasłużona postać dla kultury pisanej przez duże K. Jako 32-letni aktor grał w Bydgoszczy już 22 stycznia 1920 r. w „Warszawiance”. Świetnie spełniał się jako menedżer, reżyser i aktor. Nauczył bydgoszczan chodzić do teatru. Teatrowi dał Stoma sukces artystyczny oraz stabilizację kadrową. Adam Grzymała-Siedlecki nazwał go „Padrone Stoma”.
Warszawianinem z urodzenia był Witold Bełza (1886–1955). Zdobyte wykształcenie – ukończył studia na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Lwowskiego – i praktyka (pracował w Bibliotece Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Lwowie i w Muzeum Polskim w Rapperswilu) czyniły z niego odpowiedniego kandydata na stanowisko dyrektora Biblioteki Miejskiej w Bydgoszczy (objął je 1 września 1920 r. i kierował do 1939 r. oraz w latach 1945–1952). Bełzie współcześni i potomni zawdzięczają powiększenie i spolonizowanie zbioru książnicy. Jego zasługą było to, że biblioteka stała się centrum życia kulturalnego miasta. Publikował recenzje, felietony, artykuły, przekładał utwory z języków niemieckiego i francuskiego.
Joanna Witt-Jonscher (1914–1982), zapomniana i nieobecna medialnie, to ekscentryczna skandalistka, malarka zauroczona teatrem i aktorami, najbarwniejsza postać Bydgoszczy z szarych lat PRL-u, gospodyni salonu artystycznego przy ul. 20 stycznia. Tu wystąpił Miron Białoszewski, na pianinie grał Artur Rubinstein, wiersze mówił Jarosław Iwaszkiewicz. Salon u Joanny gościł bydgoską bohemę: plastyków, śpiewaków, muzyków, pisarzy. To był świat w zupełnie starym stylu.
Dziś takich badaczy jak prof. Ryszard Kabaciński (1940–2007) chyba już nie ma. Uczeń prof. Kazimierza Jasińskiego na UMK, mediewista, wybitny znawca dziejów Kujaw i Ziemi Dobrzyńskiej. Pionier (wespół z prof. Z. Guldonem) wnikliwych badań nad historią Bydgoszczy. Równolegle zajmował się działalnością edytorską źródeł historycznych. Niemal całe życie zawodowe, cechujące się nieposzlakowaną uczciwością, poświęcił nauczaniu, nauce historycznej i pracy w Bydgoskim Towarzystwie Naukowym. W kwietniu 1996 r., gdy Bydgoszcz szykowała się do obchodów 650-lecia narodzin, mówił o lokacji miasta na prawie magdeburskim: „Sześć wieków temu nie było zwyczaju jeżdżenia po dotacje gdziekolwiek”.
Przypomnę – znamienitych bydgoszczan (Aleja Bydgoskich Autografów) specjalna kapituła wybiera od 2007 r. W ciągu ulicy Długiej jest już prawie 60 tabliczek z brązu (w kilku przypadkach na jednej uhonorowano więcej niż jedną osobę). Są tam przedsiębiorcy, artyści, lekarze, dziennikarze, sportowcy, politycy. W 2020 r., podczas gali wieńczącej obchody stulecia powrotu miasta do Polski, ogłoszono nazwiska „Bydgoszczan Stulecia” (każdy mógł zgłosić swoich kandydatów; kapituła miała nie lada problem, by z grona ponad 220 osób wybrać 25 postaci). Patronów, wybieranych spośród uznanych i ważnych postaci, mają też nowe bydgoskie tramwaje.
Pierwszy tom ukazał się w 1994 r., ostatni – siódmy – w 2006 r. (mają być kolejne). Kto zajmuje się historią Bydgoszczy, nie może nie zaglądać do tego cennego wydawnictwa. W 2020 r. Stanisław Błażejewski, Janusz Kutta i Marek Romaniuk, autorzy „Bydgoskiego Słownika Biograficznego”, zostali uhonorowani „Bydgoskim Autografem”. Pod rozwagę kapituły tę potrójną kandydaturę zgłosiła „Gazeta Pomorska”.
--