Skrzydelski: Od premiery „Czerwonych nosów” w reżyserii Jana Klaty w poznańskim Teatrze Nowym minęły dwa lata. Pamiętam, jak zastanawialiśmy się wtedy, co się stanie w nadchodzących tygodniach. Bo byliśmy w środku pandemii, a spektakle pozwolono grać w ramach pewnego rodzaju eksperymentu z pytaniem, czy nie dojdzie do masowych zakażeń wśród widzów. Już wówczas takie myślenie wydawało się przesadzone, a dziś może być nawet przedmiotem żartów. Tak czy inaczej, dramat Petera Barnesa wpasowywał się w tamte nastroje i dyskusje. (...)
Skrzydelski: Z kolei Anna Wieczur idzie inną drogą. Jej „Czerwone nosy” z kaliskiego Teatru Bogusławskiego raczej pokazują nam świat, w którym dopiero możemy się przejrzeć. Zawsze mam kłopot z nazwaniem takiego teatru. Tradycyjny? To nie jest najlepsze określenie.
Moroz: W każdym razie to teatr pozbawiony wyraźnych gestów. Spokojny, wyważony, dla każdego. Tak nie wolno?
Skrzydelski: Niech i taki będzie, nie odrzucam tego.