Logo
Magazyn

105 lat temu urodził się Stanisław Lem – pisarz „niefilmowy” i praktycznie bez bestsellera

11.09.2026, 12:24 Wersja do druku

Ekranizacje swoich dzieł uważał za „chały” i „pasztety”. Żadna też z przeszło 40 książek urodzonego 12 września 1921 r. Stanisława Lema nie stała się bestsellerem, „mieszającym” w światowej kulturze. Nie został noblistą, bo „za fantastykę, jak wiadomo, Nobli nie dają”.

fot. Wikipedia/ domena publiczna

Pisarz, zapytany w 1995 roku, czy nie czuje z tego powodu niedosytu, odparł: nie, w ogóle. „Moje książki sprzedają się równomiernie, przez cały czas” – powiedział Lem w rozmowie z Markiem Oramusem, zatytułowanej „Jestem Casanovą nauki” (1995).

Fanom pisarza trudno wybrać jego najważniejsze dzieła. Oramus, pisarz, krytyk, autor książki pt. „Bogowie Lema”, wymienia na pierwszym miejscu „Kongres futurologiczny” (1971), w którym Lem „przedstawił groteskowy przykład procedowania futurologicznego w warunkach tłumnego zajmowania się tą dyscypliną”. Na tytułowym kongresie naukowcy mają się wypowiadać o przyszłych losach cywilizacji. Ponieważ jednak zgłoszono 198 referatów i nie ma czasu ich wygłaszać – uczestnicy debaty musieli zapoznać się z nimi wcześniej. Kluczowe tezy są ponumerowane, co sprawia, że także dyskusja przebiega w sposób dość osobliwy.

„Stanley Hazelton z delegacji USA zaszokował od razu salę, powtarzając z naciskiem: – 4, 6, 11, z czego wynika 22; 5, 9 ergo 22; 3, 7, 2, 11, skąd wynika znowuż 22!! – Ktoś wstał, wołając, że jednak 5, ewentualnie 6, 18 i 4; Hazelton odparował zarzut błyskawicznie, tłumacząc, że tak czy owak 22. Poszukałem w jego referacie klucza numerycznego i dowiedziałem się, że liczba 22 oznacza katastrofę ostateczną” – relacjonował wysłany przez Lema na kongres Ijon Tichy.

– Mamy tu uwypuklone główne wady futurologii: stadne generowanie prognoz, ustalanie konsensu na podstawie tego, za czym opowie się większość, podatność werdyktu na zjawiska socjologiczne spoza pola problemowego, które się bierze pod uwagę – powiedział PAP Oramus. „Kongres futurologiczny” zapowiadał ostateczny rozbrat Lema z futurologią, którą wcześniej pisarz wydawał się być zachwycony. – Nie dość, że nobilitowała ona jego zajęcie, dodając mu nimbu naukowości, to jeszcze sytuowała go w centrum mody naukowej – wyjaśnił autor „Bogów Lema”.

Na początku lat 70. nastąpił światowy kryzys paliwowy - cena ropy naftowej skoczyła z 2 do 35 dolarów za baryłkę. Żaden futurolog oczywiście tego nie przewidział. W 1974 r. Lem opublikował w warszawskiej „Kulturze” artykuł pt. „Sonda w niebo i piekło przyszłości”, w którym wykazywał, że futurologów mianuje potrzeba, a nie kompetencje, ekspertem w tej dziedzinie może zostać byle kto, i to na całe życie.

Według prof. Jerzego Jarzębskiego, redaktora „Dzieł zebranych” Stanisława Lema, pisarz był przede wszystkim „wielkim myślicielem” a „pisarstwo służyło mu do tego, żeby mówić rzeczy ważne na temat całego świata i człowieka".

Stanisław Lem urodził się we Lwowie jako jedyne dziecko lekarza Samuela i Sabiny z domu Woller. Gdy uczęszczał do II Gimnazjum im. Karola Szajnochy, władze oświatowe przeprowadziły test inteligencji uczniów. Młody Lem okazał się młodzieńcem o najwyższym ilorazie inteligencji w południowej Polsce – o czym rodzina i sam zainteresowany dowiedzieli się dużo później. Od najmłodszych lat odznaczał się ponadprzeciętną fantazją i ciekawością świata - projektował urządzenia, dużo rysował, m.in. prehistoryczne zwierzęta oraz te, których - według niego - do tej pory w paleontologii brakowało. Całe dnie spędzał na czytaniu. Wspominając pierwsze lektury, mówił o atlasach anatomicznych i dziełach medycznych z biblioteki ojca.

Zadebiutował wierszem „Gama kolorowa” opublikowanym w tygodniku „Nasza Opinia” w 1938 roku. „Kiedy miałem jakieś siedemnaście lat, zacząłem pisać wiersze. Były bardzo niedobre, ale przywiązałem się do nich, więc kiedy w czasie okupacji zostawiłem je w »spalonym« mieszkaniu, miałem głębokie przekonanie, że kultura narodowa ponosi wielką stratę” – wspominał Lem w rozmowie ze Stanisławem Beresiem.

Ukończenie liceum zbiegło się z początkiem okupacji sowieckiej. Nieprzyjęty na Politechnikę z powodu „burżuazyjnego pochodzenia”, Lem rozpoczął w 1940 r. studia na wydziale lekarskim Uniwersytetu Lwowskiego. Gdy skończył pierwszy rok studiów, do Lwowa wkroczyli Niemcy. „W tym okresie w sposób bardzo bezpośredni i »praktyczny« dowiedziałem się, że nie jestem »Aryjczykiem«” – pisał Lem po latach w „Autobiografii”. „Moi przodkowie byli Żydami, choć ja nie miałem pojęcia ani o judaizmie, ani, niestety, o kulturze żydowskiej. Właściwie dopiero nazistowskiemu ustawodawstwu zawdzięczam świadomość, że w moich żyłach płynie żydowska krew. Udało nam się jednak uniknąć uwięzienia w getcie – dzięki fałszywym dokumentom zdołałem przetrwać ten czas wraz z rodzicami” –  dodał. Pracował jako mechanik i spawacz w garażach niemieckiej firmy Rohstofferfassung, zajmującej się odzyskiwaniem surowców.

Lemowie uniknęli osadzenia w getcie, ostatnie kilkanaście miesięcy okupacji spędzili w ukryciu. Wojciech Orliński, autor książki „Lem. Życie nie z tej ziemi” (2017) znalazł wiele śladów okupacyjnych przeżyć w późniejszej twórczości Lema. Bez świadomości, co przeżył, przechodzi się na tymi fragmentami jego książek do porządku, gdy się wie - składają się one w całość, w bardzo dramatyczny obraz. Wiadomo, że Lem przeżył we Lwowie dwie fale pogromów, że najprawdopodobniej został przez Niemców zatrzymany na ulicy i zmuszony do oczyszczania piwnic z trupów, że na własne oczy widział stosy zwłok, a sam przez całe lata czuł się jak zaszczute zwierzę na ulicach swojego rodzinnego miasta.

Niektóre wątki w prozie Lema wracają jak refren. Obraz stosu trupów niekiedy przedstawiany jest przez Lema z makabrycznym humorem jak w „Dziennikach Gwiazdowych czy „Cyberiadzie”. Czasem realia okupacyjnego Lwowa są oddane bardzo realistyczne. Akcja powieści „Eden” rozgrywa się na innej planecie, ale bohaterowie odkrywają zbiorowy grób, a topografia miejsca kaźni przypomina lwowską Kortumową Górę, gdzie Niemcy utworzyli dla Żydów obóz. Bohaterowie odwiedzają miejsca przypominające getto, obóz zagłady, ściga ich coś w rodzaju międzyplanetarnego SS.

„Lem został pisarzem science-fiction trochę wbrew sobie. Człowiek pisze takie książki, na które jest w stanie zawrzeć umowę z jakimś wydawnictwem” - ocenił Orliński. „Jak wiadomo, Lem napisał realistyczną powieść - »Szpital Przemienienia« - która nie mogła się ukazać przez długie lata. Gdyby się ukazała we właściwym czasie, to prawdopodobnie wspominalibyśmy dziś Lema jako pisarza realistę, który popełnił dla zabawy i pieniędzy kilka książek science-fiction. Być może jako realista dostałby też tego literackiego Nobla, który mu się niewątpliwie należał. Ale za fantastykę, jak wiadomo, Nobli nie dają” - wyjaśnił. „Science-fiction traktowana jest do dziś jako literatura, powiedzmy, gorszego sortu. Odium tego, że jest pisarzem niepoważnym, ciągnie się za Lemem do dziś” - podsumował Orliński.

W epoce cywilizacji obrazkowej niewątpliwą miarą znaczenia książki jest jej ekranizacja - tu Lem, na pierwszy rzut oka, miał wielkiego pecha. Do realizacji filmu według „Kongresu futurologicznego” w reżyserii Andrzeja Wajdy w latach 70. nie doszło z powodów finansowych. Podobnie rzecz się miała z wcześniejszą próbą ekranizacji „Powrotu z gwiazd” (1961), podjętą przez Aleksandra Forda. „Bardzo chciał ten film realizować, ale jeszcze bardziej chciał na nim zarobić. Ponieważ musiałaby to być droga, duża produkcja, Ford liczył na zachodnich partnerów z workami pieniędzy. Jak wiadomo –  nie doczekał się” – powiedział Lem Łukaszowi Maciejewskiemu w rozmowie pt. „Święty spokój” („Kino”, 2000).

Stosunkowo wcześnie, ale bez efektu, proza Lema trafiła do Hollywood. „Tych ofert była cała masa, Disney chciał na przykład realizować pierwsze opowiadania z cyklu »Przygód Ijona Tichego«. Najlepszy interes z Amerykanami zrobiłem na przełomie lat sześćdziesiątych. Wówczas Michael Rudesone kupił ode mnie prawa do realizacji »Niezwyciężonego«. Uważam, że »Niezwyciężony« jest utworem, który bardzo dobrze mógłby sprawdzić się na ekranie. Jest widowiskowy, ma niesamowitą scenerię: latające chmury insektów. Realizacja takiego filmu musiałaby jednak kosztować fortunę, a byłby to jednak projekt komercyjnie dosyć ryzykowny. Dlatego Rudesone przez cztery lata bezskutecznie szukał producentów, przy okazji płacąc mi należne, niebagatelne tantiemy za przedłużanie opcji. Film w końcu nie powstał, a byłby zapewne okropny, za to ja sporo zarobiłem. Miłe wspomnienia” - opowiadał Lem Maciejewskiemu.

Zawiedzeni takim obrotem sprawy fani „Niezwyciężonego” (1964) zasilili prawdopodobnie szeregi wielbicieli „Gwiezdnych wojen” George’a Lucasa (1977).

„Wszystkie ekranizacje swej prozy, poza »Przekładańcem« (1968) Andrzeja Wajdy, uważał za nieudane. O znakomitej adaptacji »Szpitala Przemienienia« (1978) Edwarda Żebrowskiego, o cenionym przez miłośników fantastyki oryginalnym »Solaris« (1972) Andrieja Tarkowskiego wyrażał się z zadziwiającym lekceważeniem, bo reżyser z jego fascynacji tajemnicami kosmosu zrobił liryczną przypowieść o tęsknocie za Ziemią. O socrealistycznej »Milczącej gwieździe« (1959) Kurta Maetziga wg »Astronautów« źle mówi Lem i krytyka, choć miłośnicy sentymentalizują tę ekranizację” - przypomniał Maciej Parowski w artykule pt. „Lem w kinie” (2006).

„»Milcząca gwiazda« była okropną chałą, bełkotliwym socrealistycznym pasztetem. Dla mnie to bardzo smutne doświadczenie. Jedynym pożytkiem wynikającym z realizacji tego knota była możliwość obejrzenia zachodniej strony Berlina. Mur dzielący Berlin na dwie części jeszcze nie istniał, zatem w przerwach pomiędzy ciągłym awanturowaniem się z reżyserem, wymykałem się na stronę zachodnią” - wspominał Lem.

Spodobał mu się spektakl telewizyjny „Wyprawa profesora Tarantogi” (1991) w reżyserii Macieja Wojtyszki. „Odnalazłem u Wojtyszki pełne pokrewieństwo duchowe z moim własnym spojrzeniem na ten tekst, który jest przecież satyryczny, a nawet groteskowy” –  wyjaśnił.

Światowego kina fantastycznego Lem zdecydowanie nie cenił, dostrzegając w nim jedynie gry banałami i eksplozje efektów. Jedynym reżyserem wymienionym w dwóch grubych tomach „Fantastyki i futurologii” (1970) jest Stanley Kubrick - twórca „Mechanicznej pomarańczy” (1971), „Doktora Strangelove'a lub jak przestałem się martwić i pokochałem bombę” (1964) i „2001: Odysei kosmicznej” (1968). Tym ostatnim filmem pisarz nie był jednak zachwycony. „Moim zdaniem komputer, który opanowuje statek kosmiczny, musi mieć jednak trochę poważniejsze motywacje od potrzeb twórczych. Chciałbym się dowiedzieć, z jakich pobudek to robi, jaki jest sens artystyczny, poznawczy, etyczny, czy moralny podobnych działań” – mówił Lem.

„Lema pisarza, intelektualistę, wizjonera, filozofa… interesowały idee, byty kosmiczne, postępy technologii, pułapki cywilizacji, konfrontacje kosmicznych inteligencji, olśniewające wielopoziomowe gry językowe — film zdawał się nie dysponować dla tych spraw językiem ani stanowić dla nich areny. W odwrotną stronę magia działała znakomicie — reżyserzy marzyli o filmowaniu jego dzieł — ale ten fakt mało dla pisarza znaczył” - napisał Maciej Parowski. „Także kino wysokie, kino w ogóle, właściwie nie funkcjonuje w Lemowej eseistyce jako system kulturowych odwołań” –  dodał.

„Być może powstają na świecie bardzo wybitne filmy, do których nie mam dostępu. Ale też nie mam ochoty siedzieć ranki i wieczory przed ekranem telewizora w poszukiwaniu arcydzieła. Mówiąc prawdę, ja to olewam” - opowiadał Lem Maciejewskiemu. Wspominał, jak przy pracy nad scenariuszem „Solaris” (1972) wściekły tupał nogami i krzyczał do Andrieja Tarkowskiego - „wy, durak!”.

„Jakkolwiek przyznaję, że wizja Soderbergha niepozbawiona jest ambicji, smaku i klimatu, wyeksponowanie akurat samego wątku miłosnego mnie nie zachwyca. Ten obraz bardzo ładnie pachnie, ale z całego bukietu, jaki dostarcza książka, akurat wolę inne aromaty” - powiedział Lem Agnieszce Kozik (wyborcza.pl, 2005) o drugiej, amerykańskiej adaptacji „Solaris” (2002), zrealizowanej przez Stevena Soderbergha.

„Solaris” doczekała się nawet wersji baletowej wystawionej w 1990 r. przez Państwowy Teatr Opery i Baletu w Dniepropietrowsku. „Myśl o tym, że »Solaris« zostało odtańczone, wydaje mi się prosto z Kobierzyna, z domu wariatów. Na szczęście Dniepropietrowsk jest na końcu świata” - skomentował ten fakt Lem w rozmowie z Maciejewskim.

„Lem chciał kina wielkiego, mądrego, wręcz dosłownie wiernego swojej prozie, a wszystko to okazywało się niemożliwe” - napisał Maciej Parowski. „Powtarzające się konflikty Lema z filmowcami, z Tarkowskim, z Żebrowskim (skrytykowaną przez Lema wersję »Szpitala Przemienienia« wielu uważa za znakomitą), sprowadzają się do jednego: Lem uważa, że pisarz jest właścicielem swych przesłań i puent, że co zostało napisane, powinno być sfilmowane. Tymczasem kino, jak chciał Tarkowski, jest procesem wtórnej kreacji, jest przekształcaniem sztuki przez sztukę. Nie prostą obrazkową repliką prozy” - wyjaśnił. „Kultura jest jednością, dziedzina wyobraźni jest tworem zbiorowym, wielki pisarz udziela owej sferze swego ducha, a ten krąży, kędy chce. Niefilmowość Lema nie jest faktem — jest metaforą, kryptonimem, żartem, paradoksem. To znaczy — także faktem” –  ocenił Parowski.

„Gdyby ktoś kiedyś poważył się wiernie i w całości przenieść moją książkę na ekran, obawiam się, że efekty byłyby zrozumiałe dla wąskiej grupy widzów” –  powiedział Lem Agnieszce Kozik.

Jednak według Parowskiego, „najcelniejsze utwory Lema właściwie doczekały się ekranizacji”. „Dzienniki gwiazdowe”, a zwłaszcza najważniejszą „Podróż jedenastą” sfilmował Jean-Luc Godard, dając filmowi „dla niepoznaki” tytuł „Alphaville” (1965). „Filmowa wersja kilku wątków »Cyberiady« to wypisz wymaluj… »Matrix«. Ekranizację »Głosu Pana« tylko dla zmyłki nazwał Zemeckis »Kontaktem« według Karla Sagana. Niektóre przetworzone partie »Niezwyciężonego« rozpoznamy przy odrobinie dobrej woli w pierwszym »Alienie« Scotta. »Dyskretny urok burżuazji« Bunuela ewidentnie rozwija motyw »Doskonałej próżni« (…). Wiele momentów »Pamięci absolutnej« ze Schwarzeneggerem przypomina niepokojące motywy Lemowego »Powrotu z gwiazd«. Z kolei zanim Lem napisał »Solaris« (1961), to Fred M. Wilcox już przeniósł trawestację tej powieści na ekran pod tytułem »Zakazana planeta« (1956)” - zsumował z właściwym sobie poczuciem humoru Maciej Parowski listę najważniejszych pozycji w dorobku literackim Stanisława Lema.

„Mnie by zupełnie wystarczyło, gdyby na podstawie mojej książki powstał jeden dobry film” - powiedział Lem Maciejewskiemu.

Izraelski reżyser Ari Folman, który zrealizował film „Kongres” (2013), luźno nawiązujący do „Kongresu futurologicznego”, nazwał Lema geniuszem, a „Solaris” - „najwybitniejszą powieścią wszechczasów”. Pisarz nie zdążył skrytykować tej ekranizacji. Zmarł w wieku 84 lat, 27 marca 2006 r. w Krakowie - jest pochowany na Cmentarzu Salwatorskim. Na nagrobku widnieje sentencja: „Feci, quod potui, faciant meliora potentes” - „Zrobiłem, co mogłem, kto potrafi, niech zrobi lepiej”.

Źródło:

PAP

Sprawdź także